W 2026 roku w życie wchodzą przepisy, które przewrócą do góry nogami dotychczasowe zasady ustalania stażu pracy. Po raz pierwszy do oficjalnego stażu będzie można doliczyć nie tylko etat, ale również działalność gospodarczą, umowy-zlecenia, pracę za granicą, a nawet współpracę z rodziną prowadzącą firmę. Ta zmiana może radykalnie podnieść urlop, odprawy, dodatki stażowe i szanse na awans nawet dla kilku milionów osób. Jednocześnie ustawodawca daje pracownikom ograniczony czas, by udowodnić swoje dodatkowe lata pracy – a kto się spóźni, realnie straci pieniądze.
To nie jest kosmetyczna korekta prawa. To reforma, która wyrównuje szanse między etatowcami, samozatrudnionymi i osobami pracującymi na umowach cywilnoprawnych. I jak podkreślają prawnicy – to szansa na finansowy awans, której nie warto przegapić.
Ustawa stażowa z 26 września 2025 r. to największa zmiana w liczeniu okresów zatrudnienia od ponad dekady. Nowe przepisy wejdą w życie: 1 stycznia 2026 r. – sektor publiczny; 1 maja 2026 r. – sektor prywatny.
Najważniejsza zmiana: staż pracy przestaje oznaczać wyłącznie etat. Od 2026 roku wliczymy do niego m.in.: prowadzenie działalności gospodarczej, współpracę z osobą prowadzącą działalność, prace na umowach-zleceniach i umowach o świadczenie usług, umowy agencyjne, członkostwo w rolniczych spółdzielniach, pracę za granicą, okres zawieszenia działalności z powodu opieki nad dzieckiem.
Nie wliczymy natomiast: umów o dzieło, praktyk studenckich, wolontariatu. Istotne: okresy nie będą się sumować, jeśli wypadały w tym samym czasie. Wliczy się ten korzystniejszy.
Podniesiony staż pracy to nie tylko wpis w dokumentach – to realne, wymierne korzyści finansowe i organizacyjne.
Dzięki ustawie można zyskać: dłuższy urlop wypoczynkowy, wyższe odprawy przy zwolnieniach, dłuższy okres wypowiedzenia, wyższe dodatki stażowe, większe szanse na awans, możliwość aplikowania na stanowiska wymagające określonego stażu.
Najwięcej zyskają osoby, które przez lata pracowały „poza etatem”: samozatrudnieni, freelancerzy, osoby na zleceniach, a także rodzice wracający do pracy po przerwie.
Czas działa przeciw pracownikom. Kto nie złoży wniosku – straci
Aby urzędy mogły potwierdzić okresy pracy, trzeba złożyć wniosek do ZUS o wydanie zaświadczenia. Wyłącznie elektronicznie – przez PUE ZUS.
Pracownicy mają na to 24 miesiące od wejścia ustawy w życie (czyli do 2028 r. w zależności od sektora). Brzmi komfortowo, ale problem jest inny: nawet 2 miliony osób może złożyć wnioski w tym samym czasie. ZUS już dziś zapowiada kolejki.
Dodatkowy kłopot: ZUS nie ma danych sprzed 1999 r. Wszystko, co działo się wcześniej, pracownik musi udowodnić sam – umowami, PIT-ami, przelewami, protokołami, potwierdzeniami usług.
Kto zacznie kompletować dokumenty dopiero w 2026 r., może zwyczajnie nie zdążyć.
Rewolucja także po stronie pracodawców. Czekają ich duże koszty i reorganizacja
Nowa ustawa to także wyzwanie dla firm. Pracodawców czekają: aktualizacja systemów kadrowo-płacowych, ponowne przeliczenie stażu dla wszystkich pracowników, aktualizacja regulaminów i polityk wewnętrznych, szkolenia dla kadr i menedżerów, wzrost kosztów wynikających z wyższych dodatków stażowych czy odpraw.
Duże organizacje szczególnie odczują skutki zmian. Prawnicy radzą: przygotowania trzeba zacząć już teraz, bo fala wniosków od pracowników jest pewna.
Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny z agencji Trenkwalder, nie ma wątpliwości: „Pracownicy powinni jak najszybciej sprawdzić swoje dane w ZUS i zacząć kompletować dokumenty. Na ostatnią chwilę może być po prostu za późno”.
To jedna z tych reform, na której można zyskać realne pieniądze – albo je stracić. Wszystko zależy od tego, kto zdąży przygotować się na czas.