W środę rano z Bulwaru Piastowskiego zniknęły dwa opustoszałe wraki barek, które od lat stanowiły zagrożenie, strasząc swoim wyglądem mieszkańców i turystów przechadzających się po nabrzeżu Odry w okolicach Mostu Długiego.
To finał sprawy, która przez długi czas pozostawała nierozwiązana mimo wezwań, decyzji administracyjnych i kar finansowych kierowanych do armatora Jerzego Deca. Jednostki stały przy nabrzeżu w coraz gorszym stanie technicznym, psując krajobraz bulwarów i budząc obawy o bezpieczeństwo na Odrze. Wody Polskie już w 2025 roku wskazywały, że porzucone statki cumują bezumownie w bezpośrednim sąsiedztwie Mostu Długiego i mogą stwarzać zagrożenie dla ludzi, środowiska oraz innych jednostek.
Przełom nastąpił po zastosowaniu tzw. zarządzania zastępczego. Wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski zdecydował, że skoro właściciel nie usunął jednostek samodzielnie, zrobi to wyznaczony podmiot, a kosztami zostanie obciążony armator. Wcześniej na właściciela nakładano kary finansowe przekraczające 40 tys. zł, jednak nie doprowadziło to do usunięcia statków.
Operacja rozpoczęła się dziś o świcie w asyście służb. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez wojewodę, jednostki mają trafić do miejsca przeznaczonego dla statków wyłączonych z eksploatacji – do Kanału Odyńca. Przed dalszym zabezpieczeniem zostały gruntownie sprawdzone pod kątem ewentualnych wycieków i zagrożeń środowiskowych.
Historia „Darii” i „Konrada” była dla miasta szczególnie kłopotliwa, bo dotyczyła jednej z najbardziej uczęszczanych części miasta. Bulwar Piastowski jest fragmentem nadodrzańskich bulwarów, które po przebudowie służą mieszkańcom, turystom i żegludze rekreacyjnej. Cały projekt modernizacji szczecińskich bulwarów kosztował około 40 mln zł, dlatego obecność rdzewiejących jednostek w tak reprezentacyjnym miejscu od dawna wywoływała krytykę mieszkańców.
Sprawa nabrała tempa jesienią ubiegłego roku, gdy na „Darii” doszło do groźnego pożaru. Z jednostki wydobywał się dym, a ogień pojawił się w jednym z pomieszczeń. Choć nie było osób poszkodowanych, zdarzenie pokazało, że trzeba interweniować.
Dziś kończy się więc nie tylko uciążliwy spór administracyjny, ale także widoczny symbol zaniedbania w widowiskowej części miasta. Dla spacerowiczów oznacza to ładniejszy widok na Odrę, a dla urzędników precedens pokazujący, że porzucone jednostki można usuwać skuteczniej, jeśli właściciel uchyla się od odpowiedzialności.