Home Kultura Dlaczego podziemie przegania mainstream? Karuzelkaaa i Saalfrat Alarhaji podbili Piwnicę Kany
Kultura

Dlaczego podziemie przegania mainstream? Karuzelkaaa i Saalfrat Alarhaji podbili Piwnicę Kany

114
dlaczego podziemie przegania mainstream? karuzelkaaa i saalfrat alarhaji podbili piwnicę kany
zdj.@tymek.photos

Mecz Ligi Mistrzów puszczany z projektora na scenie, brak ścisku i barierek oddzielających publiczność od sceny, a artyści między setami rozmawiają z fanami przy barze. Sztywne mainstreamowe widowiska za kilkaset złotych zaczynają już męczyć odbiorców, a polski underground coraz skuteczniej pokazuje, że koncert to przede wspólna zabawa i doświadczenia.

Środowy koncert w Piwnicy Kany odbył się bez wielogodzinnych kolejek i presji. Pierwsze co rzucało się w oczy, to przekrój ludzi. Grupy znajomych, którzy wspólnie przyszli na wydarzenie, fani solowych projektów i ci, którzy kojarzyli artystów z kolektywów takich jak TONFA i Ziomcy oraz osoby, które pojawiły się tam trochę z przypadku, bo chcieli zobaczyć co się dzieje w środku tygodnia. Co dało się zauważyć to brak pretensjonalności i tego kto “może” uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Nie było wyraźnej różnicy między “przed” i “w trakcie” koncertu. Wszystko działo się płynnie i organicznie. Artyści funkcjonowali w tej samej przestrzeni co widownia. Było miejsce na żarty i wspólną rozmowę, co w mainstreamie praktycznie nie istnieje, bo wszystko jest odizolowane i przekalkulowane do ostatniej minuty wydarzenia.

Nawet tło w swojej prostocie dopełniało całą atmosferę. Zamiast wymyślnej scenografii, na ścianie leciał mecz, a cała sala była siwa od maszyny do dymu. Żaden element nie był na pokaz i nikt nie musiał sobie niczego udowadniać, tylko wspólnie była tworzona całość.

Kolejnym aspektem, który trudno było zignorować to cena. 50 złotych za koncert w czasach, gdy bilety na większe wydarzenia zaczynają się od kilkuset, to nie tylko “tańsza alternatywa”, ale zupełnie inne podejście do muzyki. Uczestnik nie płaci za spektakl, a za doświadczenia i taki koncert nie funkcjonuje jako jednorazowe przeżycie, ale raczej jako coś, do czego można wracać. To też zmienia sposób, w jaki ludzie podchodzą do takich imprez, ponieważ jest wtedy więcej miejsca na otwartość.

Dla Karuzelki i Saalfrata był to pierwszy koncert w Szczecinie i po tak pozytywnym odbiorze naszej publiczności wychodzi na to, że nie będzie też ostatnim.

Takie wydarzenia pokazują, że podziemie nie stara się konkurować z mainstreamem, a bardziej uzupełnia to, czego mu brakuje, czyli swobody, bliskości i autentyczności, a po szczecińskiej publiczności widać, że taka forma koncertów ma realny odbiór i przyszłość.

Powiązane artykuły

czy szczecin naprawdę nas łączy? wyjątkowy spacer ma odkryć ukrytą tożsamość miasta
Kultura

Czy Szczecin naprawdę nas łączy? Wyjątkowy spacer ma odkryć ukrytą tożsamość miasta

Uczestnicy wydarzenia „Fakultet z miłości do miasta” spróbują odpowiedzieć na pytanie, które...

artyści z biennale w wenecji przyjeżdżają do szczecina
Kultura

Artyści z Biennale w Wenecji przyjeżdżają do Szczecina

Czy język musi oznaczać słowa? A może porozumiewamy się także ciszą, ruchem,...

baltic neopolis orchestra kończy 18 lat. zamiast gali — improwizacja
Kultura

Baltic Neopolis Orchestra kończy 18 lat. Zamiast gali — improwizacja

Baltic Neopolis Orchestra świętuje swoje 18. urodziny dokładnie tak, jak lubi najbardziej...

teatr kana znów uderza bez lukru i świętych obrazków
Kultura

Teatr Kana znów uderza bez lukru i świętych obrazków

Nie będzie pastelowych kocyków, instagramowego „baby shower” ani opowieści o wiecznym spełnieniu....