Jeszcze kilka lat temu legitymacja studencka miała jakieś znaczenie. Do dobrej zabawy wystarczyła grupa znajomych i niewielki budżet. Dziś Juwenalia to w pełni komercyjny festiwal. Ceny jedzenia i alkoholu nie odbiegają od tych na wielkich eventach pokroju Openera. Szczecińskie juwenalia chyba zapomniały kto jest ich grupą docelową oraz jaką historię ma ich nazwa – a nam coraz trudniej udawać, że jest inaczej.
Od kilku lat można zauważyć rozwój i komercjalizację juwenaliów – coraz większy udział najpopularniejszych nazwisk na polskiej scenie muzycznej czy rozwijające się poboczne strefy takie jak strefa gastronomiczna, sponsorzy czy scena silent disco. Diametralnie wzrósł profesjonalizm tego wydarzenia i co za tym idzie – ceny, które obecnie przestają być przyjazne dla studenckiej kieszeni.
To samo wydarzyło się przy tegorocznej edycji. Piwo od 15 zł, a jedzenie np. hot dog od 25zł. Nie ma również co liczyć na zniżki studenckie – żak zapłaci tyle samo co normalny uczestnik, ale żeby narzekać na cenę piwa, to najpierw trzeba kupić bilet – tutaj też nie było kolorowo. Ceny w ostatniej puli wahały się od 70 do nawet 130 zł za bilet studencki i od 130 do 160 zł za normalny, w zależności od dnia. Karnety dwudniowe natomiast wynosiły 129 zł studencki i 229 zł normalny. Wiadomo, że wzrosła najniższa stawka godzinowa, którą zarabia większość uczestników tej imprezy, ale wciąż przy takich cenach trudno mówić o wydarzeniu skierowanym do ludzi, których miesięczny budżet na przeżycie wynosi około 1000 zł. Oczywiście bilety i karnety można było zakupić w pierwszej turze, kiedy były najtańsze, lecz wiąże się to z ‘kupowaniem kota w worku’, ponieważ większość artystów nie jest wtedy jeszcze ogłoszona.
– Bilety w porównaniu do poprzednich edycji są strasznie drogie i nieadekwatne do wyboru artystów. Nikt w tym roku nie robi na mnie większego wrażenia” – mówi Martyna, studentka ze Szczecina.
Nie zapominajmy, że Juwenalia to nie tylko koncerty – to wieloletnia tradycja, moment, w którym to studenci “przejmują miasto” i mogą w pełni korzystać z ostatnich chwil przed trudnym okresem przygotowań do sesji. Z tej okazji przeprowadziliśmy krótką sondę wśród studentów co oni sądzą o tegorocznej edycji juwenaliów.
– Kupiłam bilet w ostatniej puli i uważam, że był dość drogi jak na imprezę studencką, zważywszy na line-up, który w tym roku nie powala” – mówi Dominika, studentka drugiego roku.
– Idziemy dla zasady i żeby spotkać się ze znajomymi. Ceny biletów są za wysokie, najdroższe od trzech lat. Line-up też nas nie zachwyca” – przyznaje grupa studentów. – Zrezygnowałyśmy w tym roku z pójścia na Juwenalia właśnie przez ceny biletów i line-up. Cena w ogóle nie pokrywa się z jakością – dodają Roksana z Klarą.
Te przykłady nie są wyjątkami. Wśród społeczności studenckiej widoczne było rozczarowanie. Z jednej strony płacą cenę jak za pełnoprawny festiwal muzyczny, z drugiej strony nie czują, żeby dostali coś na poziomie, który uzasadnia ten wydatek. Juwenalia tracą swoją symbolikę nie tylko przez ceny biletów, jedzenia i alkoholu, ale też przez pogarszającą się jakość tego wydarzenia.
Zadaliśmy pytanie organizatorom o powód takich cen i wybór artystów. Niestety nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Przy tym wszystkim rodzi się pytanie: dla kogo w końcu są te Juwenalia? Odpowiedź może być oczywista – dla tych, których na to zwyczajnie stać, ale czy na pewno są to studenci?Obecnie legitymacja studencka nie daje praktycznie żadnych korzyści, a “festiwal studentów” ma studentów tylko w nazwie i materiałach promocyjnych. Główny target tego wydarzenia czuje się nieproszonym gościem na własnej imprezie. Juwenalia miały być świętem stworzonym przez studentów dla studentów. Nie chodzi o to, żeby wszystko stało się darmowe, ale może po prostu bardziej przystępne.












