Tytuł „najlepszej śniadaniowni w Polsce”, przyznany w 2025 roku podczas festiwalu Breakfast Week, zobowiązuje. Latin Brunch to lokal, o którym mówiło się dużo jeszcze zanim przekroczyliśmy jego próg. Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy wysoka renoma idzie w parze z doświadczeniem na talerzu – i czy ceny śniadań, wahające się od 24 do 42 zł, znajdują realne uzasadnienie.
Już od wejścia widać, że Latin Brunch to miejsce zaprojektowane z dużą dbałością o szczegóły. Jasne kolory, naturalne drewno, plecione akcenty i miękkie, zaokrąglone linie mebli tworzą przestrzeń lekką i spójną. Duże okna wpuszczają mnóstwo światła dziennego, a rośliny oraz subtelna grafika na ścianach dodają charakteru, nie przytłaczając wnętrza. W tle sączy się spokojna muzyka latino, która skutecznie buduje wakacyjny, południowy klimat. To lokal, w którym chce się zwolnić tempo, usiąść na dłużej i celebrować poranek.
Menu jest obszerne i różnorodne, a kuchnia latynoamerykańska może być dla wielu gości terenem nie do końca znanym. Na szczęście opisy dań są klarowne i pomocne, co znacząco ułatwia wybór. A ten, przy tylu propozycjach, wcale nie jest prosty.
Na początek arepy z szarpanym kurczakiem – dwie niewielkie bułeczki z masy kukurydzianej. Smakowo bez zarzutu: świetny balans tekstur, dobrze doprawione wnętrze. Trudno jednak nie zauważyć, że wielkość porcji w zestawieniu z ceną może pozostawić lekki niedosyt.
Znacznie lepiej wypadł polski waffle z lokalnym twistem. To danie zaskakuje połączeniem smaków i daje realne poczucie sytości. Jest satysfakcjonujące i spójne – jedna z tych pozycji, do których chętnie by się wróciło.
Klasyką w nowoczesnym wydaniu okazał się naleśnik czekoladowy. I tu warto podkreślić: to naprawdę czekoladowa propozycja, bez kompromisów. Fani intensywnych, słodkich smaków będą zachwyceni.
Prawdziwą gwiazdą okazała się jednak chałka Pumpkin Spice Latte – pozycja, która zdobyła serca gości podczas jesiennej edycji Breakfast Week i na szczęście została w stałej karcie. To największe z zamówionych dań: puszysta chałka otulona dyniowym kremem z przyprawami korzennymi, podana z karmelizowanym jabłkiem. Smaki idealnie się uzupełniają, a słodycz – choć wyraźna – pozostaje przyjemna i nienachalna. To właśnie to danie najlepiej tłumaczy, skąd wzięła się popularność Latin Brunch.
Na stole pojawiły się również dwie wersje matchy: z białą czekoladą oraz cookies. Dla miłośników tego napoju to bardzo mocny punkt – matcha jest dobrej jakości, gładka, bez nadmiernej goryczy. Śmiało można wpaść tu nawet tylko na nią.
Czy tytuł najlepszej śniadaniowni jest zasłużony?
Latin Brunch to bez wątpienia bardzo dobre doświadczenie kulinarne. To nie jest miejsce na codzienne śniadanie – ceny od 24 do 42 zł lokują je raczej w kategorii weekendowej przyjemności. Menu jest nieoczywiste, inspirujące i wyróżniające się na szczecińskim rynku.
Czy nagroda była w pełni zasłużona? W pewnym stopniu – tak. Niektóre dania, zwłaszcza chałka Pumpkin Spice Latte, realnie bronią renomy lokalu. Jednocześnie skala festiwalu śniadaniowego jest tak szeroka, że trudno jednoznacznie ocenić, jak bardzo Latin Brunch wyprzedza konkurencję. Lokal mieści się przy al. Wojska Polskiego 26 w Szczecinie.












