Promocje „tylko dziś”, ostatnie sztuki produktu i zegary odliczające czas do końca wyprzedaży od lat napędzają sprzedaż w internecie. Problem zaczyna się wtedy, gdy konsumenci nie wiedzą, czy za marketingową presją stoi rzeczywista okazja, czy jedynie sprytnie zaprojektowana manipulacja. Właśnie dlatego Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowił przyjrzeć się działaniom platformy Beliani. Efektem jest gigantyczna kara finansowa i mocny sygnał dla całej branży e-commerce.
Prezes UOKiK nałożył na spółkę ponad 8,4 mln zł kary, czyli równowartość 2 mln euro. Powód nie dotyczy jednak samej promocji czy reklamowych komunikatów. Kara została wymierzona za coś, co dla regulatora okazało się jeszcze poważniejsze — całkowity brak współpracy z urzędem.
Postępowanie wyjaśniające dotyczyło komunikatów publikowanych na stronie beliani.pl. Urząd sprawdzał między innymi hasła sugerujące ograniczoną dostępność produktów oraz presję czasu przy zakupie. Wątpliwości wzbudziły komunikaty w stylu: „Szybko! Zostało kilka” czy informacje o liczbie osób, które miały kupić produkt w ostatnich godzinach.
UOKiK analizował również sposób prezentowania promocji i obniżek cen — szczególnie tego, czy konsumenci byli prawidłowo informowani o najniższej cenie produktu z 30 dni przed promocją. To obowiązek wynikający z przepisów wdrażających unijną dyrektywę Omnibus, która miała ograniczyć fikcyjne promocje w sklepach internetowych.
Aby zweryfikować praktyki spółki, urząd dwukrotnie wysłał wezwania do przekazania wyjaśnień i dokumentów. Według UOKiK odpowiedzi nie było żadnej.
Nie odpowiedzieli nawet na informację o karze
Sprawa nabrała wyjątkowego ciężaru nie dlatego, że firma przedstawiła niewystarczające wyjaśnienia, ale dlatego, że — jak podkreśla urząd — nie przedstawiła ich w ogóle. Mimo skutecznego doręczenia pism i ponowienia wezwania, spółka miała nie podjąć żadnej współpracy.
Urząd próbował kontaktować się także poprzez podmioty powiązane z Beliani działające w Polsce. Bez rezultatu. Co więcej, firma nie odpowiedziała również na zawiadomienie o wszczęciu postępowania dotyczącego samej kary finansowej. To właśnie skala ignorowania urzędowych wezwań przesądziła o wymierzeniu maksymalnej możliwej sankcji.
Decyzja UOKiK może być jednym z najmocniejszych ostrzeżeń dla branży sprzedaży internetowej w ostatnich latach. Urząd pokazuje, że nie zamierza tolerować sytuacji, w której firmy działające na polskim rynku korzystają z polskich klientów, ale jednocześnie ignorują obowiązki wobec krajowych instytucji.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że przedsiębiorca działający na rynku e-commerce nie może „chować się przed pytaniami urzędu”, jeśli kieruje ofertę do polskich konsumentów.
Sprawa ma również szerszy wymiar. Coraz więcej sklepów internetowych korzysta z mechanizmów wywołujących presję zakupową — liczników czasu, komunikatów o małej liczbie produktów czy sztucznie budowanego poczucia pilności. Dla klientów granica między legalnym marketingiem a manipulacją staje się coraz mniej widoczna.
Od decyzji przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Niezależnie jednak od dalszego przebiegu sprawy, jedno jest pewne — regulator wysłał wyraźny komunikat do rynku: brak współpracy z UOKiK może kosztować miliony.