Home Lifestyle Agata Kamińska, fizjoterapeutka Pogoni: „To jest cudowne uczucie”
LifestyleRozmowySport

Agata Kamińska, fizjoterapeutka Pogoni: „To jest cudowne uczucie”

149

Jest fizjoterapeutką Mistrzyń Polski i przy okazji wiernym kibicem futbolu. Agata Kamińska to jedna z twórczyń sukcesów kobiecej Pogoni Szczecin. Dba o zdrowie szczecińskich piłkarek, reaguje na każdy objaw potencjalnej kontuzji. Z nami rozmawia o tym, jak to jest pracować ze sportowcami, którzy osiągają sukcesy.

 

 

Kiedy przychodzi sportowy sukces, jest radość, jest popularność i zawodnik zyskuje swoich fanów. Natomiast mało się mówi o tych, którzy na ten sportowy sukces pracują. Bez względu na to, jaka dyscyplina: czy kolarstwo, piłka nożna, biegi, koszykówka – tak naprawdę z zawodnikiem, który osiąga świetne rezultaty, pracuje cały sztab ludzi, których prawie nie widać i których prawie nikt nie zna, a którzy wykonali znakomita pracę. Jak na to spoglądają sportowi fizjoterapeuci?

– Tak jak powiedziałeś, za sportowcem i drużynami stoi cały sztab ludzi, którzy pracują nad sukcesem. Ja mogę się odnieść jedynie do piłkarzy czy piłkarek, bo z nimi na co dzień pracuję. To jest naprawdę ciężka praca. Przychodzimy zawsze dwie godziny przed treningiem, przygotowujemy odnowę, która jest po zakończonym treningu. Przygotowujemy ją tak, żeby piłkarz wracając z murawy, mógł od razu z tej odnowy skorzystać. Przygotowujemy dla piłkarzy witaminy, izotoniki i wykonujemy wiele innych ważnych zadań.

Dla kogoś, kto choć trochę interesuje się sportem, nie jest tajemnicą, że fizjoterapeuta pracuje nie tylko podczas urazów, ale przede wszystkim pracuje z zawodnikiem po to, żeby tych urazów nie było.

– Praca, by urazów nie było, to podstawa. Moim priorytetem jest praca kompleksowa z zawodnikiem. Jeśli już odczuwa nawet jakiś mikro ból, jeśli choć raz go coś zakłuje, albo gdy widzę, że na przykład inaczej biega i inaczej ustawia stopę, od razu reaguję i zawodnik od razu jest na stole.

Mikro urazy, mikro ból i… przetrenowanie. Decydują, jak zwykle, szczegóły.

– Sprawdzamy, czy ewentualne problemy to tzw. ciężkie nogi, związane z przetrenowaniem. Zresztą piłkarze mają tak zwaną „skalę” u trenerów motorycznych i muszą po treningu tę skalę zmęczeniową określać od 0 do 10. Jako fizjoterapeuta mam do tego wgląd i też mogę się do ewentualnego zmęczenia odnieść.

I kiedy widzisz, że taki zawodnik daje szóstkę siódemkę…

– Idę do niego i pytam o to, co się dzieje? Dlaczego dałeś 6 lub 7? Źle spałeś, czy może coś Tobie dolega? Dla mnie to sygnał alarmowy, wymagający interwencji.

Powiedz mi, jak wy, jako fizjoterapeuci, jakby patrzycie na określenie „zabrakło świeżości”. W przypadku licznych wyjazdów ligowych, nawet w drugi koniec kraju, rywalizacja jest intensywna – podobnie z podróżami.  I pewnie nie raz słyszałaś już na początku sezonu zarzuty kibiców: „dopiero początek, a już widać, że zmęczeni”.

– To bardziej złożony temat. Spójrzmy na to, co mamy teraz: zawodnicy są na zasłużonych urlopach i na przykład ustalamy, że spotykamy się 8 lipca. Wtedy zaczyna się tak zwany okres przygotowawczy, czyli ten zawodnik powinien wrócić do nas wypoczęty i wejść w trening na sto procent. Te treningi też są tak układane, aby zawodnicy byli powoli wprowadzani do intensywności, wtedy też gra się sparingi. W tym czasie zawodnicy są sprawdzani pod względem gotowości do rywalizacji w nowym sezonie, od nich zależy, jak ten czas przepracują, jak się wzmocnią. Tutaj też jest aspekt żywienia. To jak się odżywiasz, jak śpisz, jak się przygotowujesz do treningu, czy przed treningiem pójdziesz na siłownię. Czy zrobię tak zwaną rolkę, czyli wyroluję te mięśnie, czy je rozluźnię, czy je odpowiednio powzmacniam? Myślę, że w tym sporcie, gdzie już pracujemy z dorosłym zawodnikiem, jest on świadomy, że osiąganie sukcesów zależne jest od dbałości o siebie. Musi świadomie podchodzić do okresu przygotowawczego, jeśli tu coś z tą świadomością zawodzi, to może się zdarzyć, że w pewnym momencie tej „świeżości” już na początku sezonu nieco brakuje.

Trudniej pracuje się z młodymi zawodnikami, czy z doświadczonymi, boiskowymi wygami?

– Zdecydowanie z łatwiej się pracuje z dorosłymi, świadomymi zawodnikami. Są bardziej świadomi swojego ciała. Młodzież jeszcze jest frywolna i myślę, że nad tymi młodszymi rocznikami, z którymi też mam okazję czasami pracować, trzeba bardziej czuwać. Z nimi chodzę nawet na siłownię i monitoruję trening, pracuję z nimi manualnie, bo oni jeszcze trochę potrzebują takiego bata nad sobą, a podczas treningów trzeba niekiedy ich korygować.

Pełnisz trochę rolę mentora, który ich prowadzi?

– Trochę tak jest, podczas treningu w siłowni wystarczy źle ustawić stopę i już taki zawodnik będzie się bardziej przeciążać, a do tego nie chcemy przecież dopuścić.

Powiedz mi, co myśli fizjoterapeuta, kiedy pracuje dość intensywnie w okresie przygotowawczy, wszystkiego pilnuje i nagle na samym początku sezonu jakiś zawodnik, z którym się pracowało, nagle łapie kontuzję, którego wyklucza na cały sezon.

– Na szczęście bardzo rzadko się zdarza, żeby na cały sezon. To już by musiało być zerwanie więzadeł. No niestety… czasami tak się zdarza, że do kontuzji dochodzi nie z winy swojej, tylko przeciwnika, który gdzieś tam uderzy i jest kłopot. Nie jest to na pewno komfortowa sytuacja, ale to nasza praca… wtedy bierzemy zawodnika na kozetkę i pracujemy przez kolejne pół roku.

Okres rekonwalescencji nierzadko trwa długo.

– To prawda, ale ja zawsze powtarzam: co też patrzeć w książki, ponieważ każdy zawodnik jest inny i inaczej sobie radzi z problemami zdrowotnymi. Na każdego zawodnika trzeba spoglądać bardzo indywidualnie. Co dla mnie ważne, to zawsze miałam to szczęście, że pracowałam z trenerami, którzy nie naciskali na to, by jak najszybciej na nowo grać kontuzjowanym zawodnikiem. Byli i są świadomi tego, że to jest biologia i każdy z nas kontuzje przechodzi inaczej. Trzeba dobrze prowadzić zawodnika i to jest ciężka praca terapeutyczna, ponieważ to właśnie fizjoterapeuta musi zdecydować, w którym momencie kontuzjowany zawodnik może zrobić kolejny krok do przodu. To ogromna odpowiedzialność.

Pracujesz z rezerwami męskiej drużyny oraz z kobiecą Pogonią Szczecin. Pracujesz z Mistrzyniami Polski. To niesamowita rekomendacja Twojej pracy.

– Tak, jest ogromna satysfakcja. Pracuję w piłce już, uwaga, 17 lat. W Pogoni 8 lat. Kiedy przychodzi taki sukces i wiesz, że pracowałaś z tymi zawodniczkami przez dłuższy czas, a one teraz zawieszają sobie medale na szyję… To jest cudowne uczucie.

Kobiety raczej są postrzegane, jako te delikatniejsze. Piłka nożna jest postrzegana jako sport bardziej męski niż kobiecy. Jak to jest rzeczywiście z tą kobiecą delikatnością na boisku?

– Wiesz co… kobiety także potrafią być bardzo waleczne i silne. Miałam przyjemność jeszcze przed tymi naszymi ciężkimi, covidowymi czasami pracować przy reprezentacji z pierwszym zespołem kobiecej piłki. Pracowałam z Ewą Pajor, która została zawodniczką Barcelony. Tamten sezon był moim pierwszym, w którym łączyłam pracę drugiego zespołu Pogoni, czyli męskiej piłki, z Ekstraligą kobiet. Pociągnąć dwa zespoły nie jest łatwo, bo w tym sporcie musisz być dyspozycyjny. Musisz czasami szybko reagować i płeć zawodnika, z którym pracujesz, nie ma w sumie znaczenia. Jeśli praca jest pasją, jest i oddanie, zaangażowanie i dużo empatii.

Kto szybciej się przyzna do problemów ze zdrowiem: kobieta czy mężczyzna?

– Z mężczyznami jest troszkę tak, że czasami trzeba ich przysłowiowo pociągnąć za ucho, aby przyszli do ciebie za kozetkę. Widzisz, że pojawia się jakiś chwilowy problem, że na przykład lekko kuleje: mówisz mu „choć zobaczymy”, a on „nie pani Agato, mi to przejdzie”. Z kobietami natomiast jest wręcz odwrotnie: kiedy tylko poczują, że coś jest nie tam, od razu przychodzą.

Kto szybciej się regeneruje?

– Nie widzę takiej dużej zależności w regeneracji, to chyba bardziej zależy od osobowości piłkarza i piłkarki.

Osobowości?

– Każdemu powtarzam jedno: ja za ciebie z tej kontuzji nie wyjdę, natomiast mogę ci pomóc uporać się z problemem. Mówię ci, co masz robić, jeżeli ty się do tego przyłożysz, to szybciej wyjdziesz z kontuzji. Natomiast jeśli nie będzie dużych chęci i pracy ze strony zawodnika, to dochodzenie do zdrowia będzie się oddalać w czasie. To jest indywidualna sprawa, to jest ta kwestia osobowości.

Zdobyłaś z piłkarkami Pogoni tytuł Mistrzyń Polski, to jest ogromna satysfakcja, której nigdy nikt ci nie odbierze. Masz czas na pracę poza klubem?

– Tak, od 4 lat prowadzę praktykę samodzielnie i mam swój gabinet. Pracuję z różnymi pacjentami, nie tylko urazami i kontuzjami w sporcie.

Jak znajdujesz na to czas…

– Lubię pracować w klubie, ale to wyzwanie. Jestem mamą, mam dwójkę dzieci. W sporcie ważna jest ta dyspozycyjność, o jakiej wcześniej mówiłam. Myślę, że właśnie dlatego wielu fizjoterapeutów, terapeutów, czy masażystów woli pracować w gabinecie poza sportem, pracować od ósmej do szesnastej czy w innych godzinach, jak im pasuje. W piłce nie dość, że pracujesz praktycznie cały tydzień, to masz wyjazdy. Wyjeżdżasz w piątek rano, wracasz w sobotę wieczorem. Prywatna praktyka i praca w klubie to dwa różne światy.

 

Powiązane artykuły

AktualnościEkologia i zdrowieLifestyle

Humanizacja zwierząt domowych: to moda czy norma?

W dobie humanizacji zwierząt istotnie zmienia się podejście człowieka do zwierząt domowych....

Sport

Trener ze Szczecina doprowadził reprezentację do ćwierćfinału ME. To duża niespodzianka

Reprezentacja Polski koszykarzy do lat 20 pokonała Włochy 74:63 w meczu 1/8...

LifestyleKultura

MARKOWY FESTIWAL – zbliża się ciekawe wydarzenie

W pełni letniego sezonu, do Świnoujścia, czyli najwspanialszego polskiego kurortu, zjedzie czołówka...

AktualnościSport

Młodzież wyrusza na regaty The Tall Ships’ Races. Początek żeglarskiej przygody już w sobotę

Już w sobotę, 20 lipca Młodzieżowa Reprezentacja Szczecina na Regaty The Tall...