Atmosfera wokół Pogoni Szczecin robi się coraz bardziej napięta. Po meczu z Bruk-Bet Termalicą Niecieczą kibice nie kryją frustracji, a w kuluarach coraz głośniej mówi się o scenariuszu, którego jeszcze niedawno nikt nie brał pod uwagę — realnej walce o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie.
Szkoleniowiec Portowców, Thomas Thommasberg, nie zamierza udawać, że problem nie istnieje. Przyznał wprost, że drużyna musi być świadoma swojej sytuacji i wziąć odpowiedzialność za wyniki. Po ostatnim meczu emocje w zespole były złe, ale — jak podkreślił — nie można ich nosić w sobie przez cały tydzień, bo drużyna potrzebuje energii i wiary przed kolejnym spotkaniem.
Ostatnie zwycięstwo Pogoń odniosła jeszcze w listopadzie przeciwko Zagłębiu Lubin. Od tamtej pory forma jest niestabilna, a cierpliwość trybun wyraźnie się kończy.
W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się zarzuty o brak zaangażowania niektórych zawodników, mimo że nadal wychodzą w pierwszym składzie. Thommasberg broni swoich decyzji, podkreślając, że kieruje się intuicją i codzienną oceną treningów.
W tym kontekście padło nazwisko Sama Greenwooda. Choć potrafi strzelać efektowne gole, trener oczekuje od niego większej intensywności — podobnie jak od całej drużyny. Jednocześnie zaznaczył, że nie zamierza publicznie krytykować konkretnych piłkarzy.
Dodatkowe emocje budzą rozbieżności między szkoleniowcem a prezesem klubu, Alexem Haditaghim. Gdy prezes deklarował publicznie brak kolejnych transferów, do zespołu dołączył napastnik Karol Angielski. Podobnie wygląda sprawa ustawienia taktycznego — Haditaghim zapowiadał system 4-4-2 do końca sezonu, podczas gdy trener woli elastyczne dopasowanie do rywala.
Sam Thommasberg ucina spekulacje: nie odpowiada za medialne wypowiedzi prezesa i koncentruje się wyłącznie na pracy z zespołem. Zapewnia jednak, że rozmawiają niemal codziennie i mają wspólny cel — zwycięstwa.
Choć kibice krytykują przygotowanie fizyczne piłkarzy, trener uważa ten element za jeden z mocniejszych punktów drużyny. Według jego analiz Pogoń znajduje się pod tym względem w czołowej szóstce ligi. Problem leży gdzie indziej — w skuteczności pod bramką rywali i grze defensywnej w pojedynkach.
Nie brakuje opinii, że drużynie przydałby się snajper pokroju Eftimisa Kulurisa, ale szkoleniowiec podkreśla, że pracuje z kadrą, którą ma do dyspozycji.
Pod lupą znalazł się także kapitan Kamil Grosicki, który ostatnio rzadziej rozgrywa pełne mecze. Trener jednak go broni — nawet gdy nie wszystko wychodzi, skrzydłowy nadal kreuje sytuacje i daje drużynie impuls ofensywny.
Najbliższe spotkanie może okazać się punktem zwrotnym sezonu. W niedzielę Pogoń zmierzy się z Arka Gdynia, która ma tyle samo punktów i znajduje się tuż za nią w tabeli. Statystyki historyczne sprzyjają szczecinianom, ale trener ostrzega: każda seria kiedyś się kończy.
Pierwszy gwizdek meczu 21. kolejki zabrzmi o 14:45. Dla Pogoni to coś więcej niż zwykłe ligowe starcie — to test charakteru i odpowiedź na pytanie, czy kryzys dopiero się zaczyna, czy właśnie dobiega końca.