Debiut Piotra Liska w KSW miał być sportowym eksperymentem i kolejnym rozdziałem w karierze jednego z najbardziej znanych polskich lekkoatletów. Zamiast tego zakończył się bolesną i bardzo szybką porażką, która brutalnie pokazała różnicę między sportami olimpijskimi a realiami MMA.
Lisek, rekordzista Polski w skoku o tyczce, medalista mistrzostw świata i Europy oraz dwukrotny olimpijczyk, wszedł do klatki przy dużym zainteresowaniu kibiców. Jego rywalem był Adam „AJ” Modzelewski – influencer, ale jednocześnie zawodnik od lat trenujący sporty siłowe i walkę. Choć dla obu był to debiut w KSW, to od pierwszych sekund było widać, że Lisek znalazł się w bardzo trudnym położeniu.
Pojedynek w limicie do 100 kilogramów zakontraktowano na trzy rundy, jednak nie było potrzeby rozpisywać sędziowskich kart. Walka trwała zaledwie 78 sekund. Lisek próbował odnaleźć się w klatce, reagował czujnie na próby obalenia i sam szukał okazji do skrócenia dystansu, jednak brak doświadczenia w MMA szybko dał o sobie znać. Modzelewski był szybszy i celniejszy, a decydującym momentem okazało się potężne kolano, które trafiło byłego tyczkarza w głowę. Lisek runął na matę, a „AJ” błyskawicznie dobił rywala w parterze.
Dla Piotra Liska była to bardzo trudna lekcja. Sportowiec, który przez lata rywalizował na największych stadionach świata, przekonał się, że MMA nie wybacza nawet chwilowego błędu. Nawet doskonałe przygotowanie fizyczne i mentalna odporność wyniesiona z lekkiej atletyki nie wystarczą, gdy brakuje instynktu walki i ringowego obycia.
Ten debiut zapisze się w historii jako jedno z najszybszych i najbardziej bezlitosnych zderzeń gwiazdy sportu olimpijskiego z profesjonalnym MMA.