Nieregularny przewodnik po knajpach, daniach, trunkach i ciekawostkach kulinarnych Szczecina. Z tego cyklu Szczecinera, przed weekendem będziecie mogli dowiedzieć się , gdzie warto wpaść na szybkie co nieco, gdzie zaprowadzić gości, a gdzie zjeść obiad z rodziną. Miarą naszej rekomendacji będzie liczba małych Szczecinerów. Im ich więcej – tym bardziej warto.
Obiadów domowych, tak zwanych kuchni tradycyjnych, lokali „jak u mamy” namnożyło się od kiedy sushi i chińszczyzna spowszedniały. Gastronomicy kuszą na wszystkie sposoby, a nurt domowego, prostego jedzenia jest bardzo popularny. Pytanie czy zawsze smaczny? „Stety lub niestety” nie dowiecie się jeśli nie spróbujecie.
W porze obiadowej trafiliśmy na szczecińskie targowisko Turzyn. Od strony ul. Kordeckiego przy parkingu zlokalizowały się różne jadłodajnie. Znajdziecie smażalnię, kuchnię chińską, nieco wyżej przy akademikach kultową szaszłykarnię. Wybór naprawdę jest duży. Ruch też, bo klienci z pobliskiego targowiska – a i nie tylko – wpadają tu coś zjeść. Nas skusił baner „kuchnia domowa zapraszamy”. Tak trafiliśmy do raBARbaru.
Reklama głosi: „30 zł danie dnia: zupa, drugie danie, kompot gratis! Obiady od 26 zł”. Przyznacie, że w naszych czasach obiad z 26 zł czy 30 zł z kompotem gratis to nielada wyczyn. Wchodzimy do lokalu. raBARbar to typowe bistro, nie restauracja nie spodziewajcie się więc wykwintnych nakryć, kelnera itd. Tutaj macie samoobsługę, no ale tak ma być.
W klimatyzowanym pawilonie znajdziecie kilka stolików. My wybieramy te w ogródku. Zamawiamy przy ladzie. Jak przystało na kuchnię domową, obaj bierzemy: schabowego z ziemniakami z wody z koperkiem, surówką z białej kapusty oraz sentymentalnie czerwoną oranżadę z butelki. Reklama nie kłamała – całość wyniosła nas po 30 zł. Zapłaciliśmy i udaliśmy się do stolika na pogaduchy o tym, jak minął weekend.
Fajnie było słyszeć, popijając oranżadę, jak za cienką ścianą pawilonu Pan kucharz lub Pani kucharka namiętnie i intensywnie tłukli schab na nasze kotlety. Spostrzeżenie pierwsze – przygotowują na świeżo, kotlety nie leżą i nie wysychają w ladzie gastronomicznej. Rozmowa nas zajęła, a podany na wstępie przez Panią barmankę piętnastominutowy czas oczekiwania minął szybko. Na stole pojawiły się nasze obiady.
Spostrzeżenie drugie – porcja standard ani zbyt duża, ani zbyt mała. Prosto podane, co w przypadku tego rodzaju kuchni należy uznać za atut. Tutaj ma się liczyć smak, a nie jakieś tam ceregiele z prezentacją.
Pierwszy kęs i komentarz kolegi: „No nie powstydziłby się austriacki kucharz od sznycli”. Próbuję i rzeczywiście. Słuchajcie, sporo jem, mam też doświadczenia z prawdziwą domową kuchnią, ale takiego schabowego naprawdę, nie przypominam sobie abym jadł. Po kolei: grubość jakieś 1,2 – 1,5 cm, soczysty, tłusty lecz nie przetłuszczony, przepyszna chrupiąca panierka, świeży. Jadłem kiedyś schabowego z rasy złotnickiej i powiem Wam, że ten schabowy w rabarbarze (nie wiem z jakiej rasy) naprawdę doganiał, jeśli nie przeganiał tamtą ekskluzywną odmianę.
Spostrzeżenie trzecie – w raBARbarze dają najprawdopodobniej najlepszego schabowego w Szczecinie, a przynajmniej ja lepszego nie jadłem.
Przy kotlecie – ziemniaki z wody, z koperkiem i grubo krojona surówka z białej kapusty to didaskalia, choć należy dodać, że pyszne i świeże. Oranżada, czerwona, taka co zostawiała kiedyś ślad wokół ust, tylko dodała uroku temu bezpretensjonalnemu i pysznemu obiadowi.
Podsumowując raBARbar na Turzynie jest godny polecenia ze względu na: jedzenie, ceny – obiad za 30 zł, (w tym oranżada!) ale i miłą obsługę. Co ciekawe mają tam zasadę, według której oferują stałe menu. Każdego dnia znajdziecie tę samą ofertę tj. kasza, gulasz, kotlety. Codziennie też ogłaszają danie dnia za 30 zł – przed obiadem możecie więc sprawdzić, jakie dania serwują. Informację znajdziecie na ich profilu: rabarbarkuchniadomowa. Ja na 100% wracam tam na schabowego, za którego daję trzy Szczecinery.
