Puchar znów nie dla Szczecina. Drużyna ze stolicy Pomorza Zachodniego po raz kolejny dotarła do finału krajowego turnieju, ale – podobnie jak w poprzednich czterech podejściach – nie zdołała sięgnąć po upragnione trofeum. W piątkowu wieczór na Stadionie Narodowym w Warszawie to piłkarze ze stolicy okazali się skuteczniejsi, wygrywając widowiskowe spotkanie 4:3.
W inauguracyjnych minutach zawodnicy z Warszawy wykazali większą inicjatywę, co szybko przełożyło się na prowadzenie. Jeden z ofensywnych zawodników stołecznej ekipy popisał się sprytnym rajdem skrzydłem, po czym dograł futbolówkę w pole karne. Tam najsprytniejszy okazał się jego kolega z drużyny, który nie zmarnował okazji z bliska.
Szczecinianie próbowali odpowiedzieć, ale zamiast wyrównania, zrobiło się groźnie pod ich bramką. Arbiter wskazał na jedenasty metr po kontrowersyjnej interwencji bramkarza drużyny z Pomorza. Jednak golkiper naprawił swój błąd, broniąc strzał i dając swojej drużynie drugie życie.
Tuż po przerwie nadzieje zespołu z portowego miasta znów zostały zachwiane. Po wznowieniu gry rywale wykorzystali fatalne ustawienie defensywy i podwyższyli prowadzenie zaledwie kilkanaście sekund po gwizdku.
Gole, błędy i walka do końca
Mimo trudnej sytuacji zawodnicy z północno-zachodniej Polski nie odpuszczali. Kolejne akcje przynosiły napięcie i groźne uderzenia, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Zamiast tego kolejny raz to przeciwnicy byli skuteczniejsi. Wprowadzony z ławki napastnik drużyny ze stolicy świetnie odnalazł się w polu karnym i wykorzystał kolejną okazję.
Nadzieja wróciła kilka minut później po niefortunnej interwencji jednego z obrońców warszawskiego zespołu, który skierował piłkę do własnej bramki. Pogoń ruszyła do przodu, ale kolejny raz to rywale okazali się bardziej wyrachowani – tym razem skutecznie wykończyli akcję po błędzie w kryciu.
W doliczonym czasie gry szczecinianie jeszcze raz trafili do siatki, ustalając wynik na 3:4, jednak na więcej zabrakło czasu i sił.
Finał pełen emocji, ale bez happy endu
Mecz dostarczył kibicom obu drużyn ogromnych emocji – padło aż siedem bramek, a dramaturgii nie brakowało do ostatnich sekund. Niestety dla sympatyków drużyny z nadmorskiego miasta, ich zespół ponownie wraca z finału z pustymi rękami.
Dla ekipy ze stolicy to kolejne trofeum do kolekcji i ważne potwierdzenie siły ofensywnej. Dla Portowców – jeszcze jeden bolesny rozdział w historii walki o krajowy puchar.