Pogoń Szczecin miała trudną przeprawę w starciu z niżej notowaną Odrą Opole w 1/16 finału Pucharu Polski. Mimo że szczecinianie przystępowali do meczu jako zdecydowani faworyci, ich awans do kolejnej rundy był wywalczony w bólach… iw cale nie musiało się to dobrze zakończyć.
Odra Opole, występująca na co dzień w Fortuna 1. Lidze, od samego początku spotkania pokazała, że nie zamierza łatwo oddać meczu. Gospodarze wykazali się solidną organizacją w obronie, skutecznie ograniczając zapędy ofensywne Pogoni. Szczecińska drużyna, choć miała przewagę w posiadaniu piłki, nie potrafiła przebić się przez szczelną defensywę rywali.
Pogoń była leniwa, niedokładna, chaotyczna i nijaka… przez 90 minut gry nie potrafiła pokonać opolan. W regulaminowym czasie gry bramki nie padły, a kibice zgromadzeni na stadionie zaczęli wierzyć w niespodziankę, licząc na to, że Odra może sprawić sensację i wyeliminować znacznie silniejszego przeciwnika.
Dogrywka okazała się momentem przełomowym. Tu Pogoń zrobiła to, czego nie potrafiła przez 90 minut. Kamil Grosicki strzelił gola na 1:0 uderzeniem zza pola karnego. W końcówce meczu wydarzyły się dwie ważne rzeczy – najpierw drugi żółty i w konsekwencji czerwony kartonik zobaczył Efthymis Koulouris. Pogoń kończyła mecz w dzieciatkę. W ostatniej minucie meczu doszło do zagrania ręką w polu karnym Portowców, ale arbiter nie podyktował jedenastki dla gospodarzy i awans Pogoni stał się faktem.
Wymęczony, wyszarpany w bólach, ale jest upragniony awans do 1/8 finału.
Mimo że Pogoń Szczecin finalnie wygrała, styl, w jakim odniosła zwycięstwo, pozostawia wiele do życzenia. Brak skuteczności w ataku i problemy z rozmontowaniem obrony niżej notowanego rywala to kwestie, nad którymi sztab szkoleniowy będzie musiał popracować przed kolejnymi spotkaniami.