Miała być sprawa napaści pod galerią handlową, a skończyło się ujawnieniem narkotyków. Zgłaszający sam sprowadził na siebie kłopoty – wszystko przez jedno pytanie policjantów.
Nietypowa interwencja funkcjonariuszy z KMP w Szczecinie pokazuje, że czasem zgłoszenie na numer alarmowy może obrócić się przeciwko… samemu zgłaszającemu.
Zgłoszenie brzmiało poważnie. Mężczyzna poinformował policję, że siedząc na ławce przed jedną z galerii handlowych został zaczepiony przez dwóch nieznajomych. Mieli proponować sprzedaż perfum oraz telefonu. Gdy odmówił – sytuacja, według jego relacji, miała eskalować. Jeden z mężczyzn uderzył go, po czym oddalili się z miejsca zdarzenia.
Na miejscu policjanci sprawdzili dane zgłaszającego – nie był osobą poszukiwaną. Co więcej, oświadczył, że nie potrzebuje pomocy medycznej i… nie chce składać zawiadomienia o przestępstwie. Zachowanie mężczyzny wzbudziło czujność funkcjonariuszy. Był wyraźnie pobudzony, zdenerwowany i niespokojny. To wystarczyło, by policjanci zadali jedno, kluczowe pytanie.
Funkcjonariusze zapytali wprost, czy posiada przy sobie środki odurzające. Odpowiedź była natychmiastowa – i szczera. Mężczyzna przyznał, że ma w plecaku narkotyki. Policjanci ujawnili wskazane substancje, a dalsze czynności prowadzone są już zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Interwencja, która zaczęła się od zgłoszenia o napaści, zakończyła się zupełnie innym wątkiem – i to zgłaszający znalazł się w centrum zainteresowania służb.