Romantyczne wiadomości, wyznania uczuć i obietnice wspólnej przyszłości — brzmi jak początek pięknej historii? Niestety, według ostrzeżeń Policja coraz częściej to scenariusz perfekcyjnie zaplanowanego oszustwa. Walentynki to czas, gdy cyberprzestępcy intensyfikują działania i wykorzystują emocje osób szukających miłości w sieci.
Jedną z najczęstszych metod jest tzw. romance scam. Oszust podszywa się pod atrakcyjnego specjalistę pracującego za granicą — żołnierza, lekarza czy inżyniera — i przez tygodnie buduje emocjonalną więź. Kiedy zdobędzie zaufanie ofiary, pojawia się nagły dramat: choroba, zablokowane konto albo przesyłka zatrzymana na granicy. Rozwiązanie ma być jedno — przelew pieniędzy. Po nim „ukochany” znika bez śladu.
Niebezpieczne są także walentynkowe linki i „tajemnicze e-kartki”. Jedno kliknięcie może zainstalować złośliwe oprogramowanie przejmujące dostęp do kont bankowych czy mediów społecznościowych. Podobnie działają fałszywe sklepy z biżuterią kuszące gigantycznymi rabatami — ich prawdziwym celem są dane karty płatniczej.
Funkcjonariusze przypominają, że spotkanie z osobą poznaną online powinno odbywać się w miejscu publicznym, a bliscy powinni znać szczegóły spotkania. Warto też zadbać o własny transport powrotny i pilnować napojów — przestępcy wykorzystują środki odurzające, by okraść lub wykorzystać ofiary.
Oszuści często wywierają presję czasu lub wzbudzają poczucie winy. Proszenie o intymne zdjęcia to kolejny sygnał alarmowy — takie materiały bywają później używane do szantażu.
Złota zasada? Prawdziwa miłość nigdy nie prosi o przelewy, kody płatności ani dane logowania.












