Pogoń Szczecin przegrała w meczu 24.kolejki PKO BP Ekstraklasy z Rakowem Częstochowa 0:2. Od 24.minuty Szczecinianie musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Husseina Ali.
W zespole Pogoni zabrakło Linusa Walavista oraz Kamila Grosickiego, którzy pauzowali ze względu na kontuzje. Gospodarze od początku meczu mieli przewagę i już w 10.minucie wyszli na prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Ivi Lopez, w polu karnym piłkę zgrał Oskar Repka, a Valentina Cojocaru pokonał strzałem głową Jonatan Braut Brunes.
Po stracie gola Portowcy nałożyli pressing na rywali i zaczęli śmielej atakować. Niestety, w 24.minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną otrzymał Hussein Ali i cały plan Pogoni spalił na panewce. Ponownie do ataku przeszli piłkarze Rakowa, a gościom pozostało się bronić i liczyć na kontry. Do przerwy utrzymał się wynik 1:0 dla Rakowa.
Druga część gry rozpoczęcia się od ataków ze strony Pogoni. Duma Pomorza próbowała odmienić losy rywalizacji, jednak dobrze spisywała się defensywa Częstochowian. Po kilkunastu minutach do głosu doszli gospodarze. Wyprowadzali kolejne ataki, ale dobrze spisywał się golkiper Pogoni, Valentin Cojocaru, który niejednokrotnie uratował zespół przed stratą gola.
W 74.minucie w pole karne dograł Adriano Amorim, piłka trafiła do Patryka Makucha, a ten uderzeniem głową pokonał bramkarza Portowców.
Raków kontrolował grę w ostatnich minutach i wygrał spotkanie 2:0. Pogoń plasuje się obecnie na dwunastym miejscu. Różnice w tabeli są niewielkie. Nad strefą spadkową Portowcy mają 4 punkty przewagi, a do podium tracą siedem.
– Po pierwsze wygrał dziś zespół lepszy. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Rywale byli od nas lepsi w każdym aspekcie gry. Najbardziej rozczarowujące jest zwłaszcza to, jak daliśmy się zepchnąć do defensywy na samym początku meczu. Potem, grając 10 na 11, było już oczywiście trudno. W drugiej połowie graliśmy z nieco większą agresją, ale generalnie, gdy grasz tak jak my dzisiaj, to nie możesz wygrać z takim zespołem jak Raków – podsumował mecz trener Thomas Thomasberg.