Home Kultura Marcin Simiński wystąpił w finale „Szansy na Sukces”. To odmieniło jego życie?
Kultura

Marcin Simiński wystąpił w finale „Szansy na Sukces”. To odmieniło jego życie?

916
Foto. Michał Kufta, projekt Mieszko Cedro

Występu na scenie w TV dodały mu pewności siebie. Marcin Simiński dziś sporo koncertuje, poznaje wielu artystów i zdobywa coraz większą sympatię wśród fanów muzyki. Pytamy go o to, jak potoczyła się jego kariera po występie w finale „Szansy na Sukces”.

 

 

Zaśpiewałeś w finale Szansy na Sukces. To mocno rozpędziło Twoją muzyczną karierę. Co się zmieniło od tamtej pory?

– Zmieniło się bardzo wiele i nie mam tutaj na myśli choćby tego, że udział w takim programie w jakiś sposób jakby uwiarygadniał obecność na scenie, co oczywiście w różnych momentach bardzo pomaga. Mnie przede wszystkim ta przygoda umocniła wewnętrznie, dodała pewności i wiary w to, że zawsze trzeba podążać za swoimi marzeniami. Mogę też przyznać, że w jakimś stopniu udział w Szansie na Sukces, pozwolił mi zwalczyć poczucie niepewności, które przez wiele lat blokowało mnie przed wyjściem na scenę, choć w głębi serca zawsze czułem, że właśnie to jest moje miejsce.

 

Co sprawia Ci najwięcej radość podczas koncertu?

– Myślę, że każdy artysta, niezależnie od tego jaki rodzaj sztuki wykonuje, chce, aby jego twórczość wywoływała emocje u odbiorców. Mam identycznie, najwięcej radości sprawia mi widok wzruszających się ludzi pod sceną albo po prostu uśmiechniętych, szczęśliwych, niekiedy przytulonych do siebie. Często wykonuję podczas koncertów repertuar zespołu Queen, a to muzyka niosąca potężny ładunek emocjonalny i sentymentalny. Najpiękniejsze jest, kiedy po takim koncercie podchodzą do mnie całe rodziny, czyli już dwa lub niekiedy trzy pokolenia i słyszę, że sprawiłem im radość tym występem. Dzielą się swoimi wspomnieniami związanymi z twórczością Queen. Widzę niekiedy w ich oczach łzy i to jest najpiękniejsza nagroda dla mnie.

 

Bywa, że na scenie występujesz z gwiazdami polskiego show biznesu. Po wspólnym koncercie artystyczne przyjaźnie zostaną?

– Rzeczywiście miałem to ogromne szczęście dzielić scenę z gwiazdami polskiej muzyki, mam tu na myśli choćby Felicjana Andrzejczaka, szerokiej publiczności znanego choćby z utworu „Jolka, Jolka, pamiętasz…”. Nigdy nie zapomnę każdej sekundy tych spotkań, ale też rozmów w garderobie, czy w hotelu. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że pan Felicjan jest na pewno moim dobrym aniołem. Wiem, że śledzi moje poczynania i bardzo mi kibicuje. Pomaga też, kiedy takiego wsparcia czy rady potrzebuję. Czuję się tą relacją zaszczycony i mam nadzieję, że jeszcze wspólnie zaśpiewamy na niejednej scenie.

 

Wymieć trzech artystów, z którymi chciałbyś wystąpić na jednej scenie w 2024 roku.

– Tylko trzech? (śmiech). To niezwykle trudne, bo naprawdę cenię wielu artystów, zwłaszcza polskich.  Uważam, że mamy naprawdę wielki dar, jako Polacy,  do komponowania przepięknych melodii.  Gdybym miał jednak wymienić trzech artystów, to myślę, że byliby to: Igor Herbut, Krzysztof Cugowski i… dla mnie pierwsza dama polskiej estrady – Edyta Górniak, której fanem jestem od młodych lat.

 

Co Ciebie najbardziej zaskoczyło, gdy wszedłeś w profesjonalny świat muzyki?

– Chyba to, że poza dużą przyjemnością występowanie na scenie, to także ciężka, organiczna praca podczas wielu godzin prób i spory wysiłek fizyczny.  Zdarzało się, że grałem trzy koncerty w tygodniu, niekiedy musząc przejechać kilkaset kilometrów między jedną a drugą miejscowością, wtedy poczułem, że mój organizm jest kondycyjnie słabo przygotowany na takie sytuacje. Scena bardzo weryfikuje, niekiedy też odkrywa nasze słabości, jak choćby wpływ stresu na naszą koncentrację, czy ogólne samopoczucie. Chwilami bywało ciężko, niekiedy się zastanawiałem „po co mi to było”. Dziś już wiem więcej, przede wszystkim na swój temat, potrafię też lepiej zapanować nad stresem, co pozwala mi czerpać jeszcze większą przyjemność z każdego występu.

 

To prawda, że „śpiewać każdy może”?

– Wyznaję zasadę, że jeśli coś komuś sprawia przyjemność, to niech to robi. Zresztą mam okazję od jakiegoś czasu przekazywać swoją wiedzę młodemu pokoleniu w jednej z prywatnych szkół muzycznych w Nowogardzie. Dzięki temu doświadczeniu mam dowody na to, że jeśli ktoś bardzo chce, nawet nie mając początkowo potencjału, może nauczyć się śpiewać poprawnie. Jest to oczywiście uwarunkowane niekiedy wieloma wrodzonymi umiejętnościami, które albo w tej nauce pomagają, albo przeszkadzają, ale śpiewać przecież można choćby dla przyjemności i samorozwoju, niekoniecznie myśląc o wielkiej estradowej karierze. Polecam.

 

Masz jakieś muzyczne marzenie?

– Mam ich sporo, czasem nawet boję się marzyć (śmiech). Na pewno chciałbym w końcu nagrać własną płytę i cieszę się, że jest na to już spora szansa. Chciałbym też kiedyś, jeśli będzie mi dane, wystąpić podczas jakiegoś dużego festiwalu, czy to w Opolu czy Sopocie – oba te wydarzenia śledziłem już od dziecka, zawsze mnie fascynowały. Niekiedy skromnie sobie marzę, jakie to uczycie kiedy twój utwór zna cała Polska i potrafi go zanucić… Myślę jednak, że moim największym muzycznym marzeniem jest móc jak najdłużej być na scenie i śpiewać, dając przy tym ludziom radość, poznawać i otaczać się wieloma wspaniałymi, turbo utalentowanymi ludźmi. Wśród nich znalazłem też prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Tych relacji już nigdy nikt mi nie odbierze.

Powiązane artykuły

KulturaLifestyle

Szczeciner na weekend

Co robić w Szczecinie w  weekend między 24 a 25 lutego? Więcej...

Kultura

Znamy nominacje do Fryderyków 2024. O prestiżową statuetkę powalczą szczecińscy artyści

Akademia Fonograficzna ZPAV ogłosiła nominacje do Fryderyków 2024. Na długiej liście znanych...

KulturaLifestyleRozmowy

Bez młodych ludzi jazz nie przetrwa. Jazzmeni na całym świecie walczą o nich, w Szczecinie nam się udaje. 

Sylwester Ostrowski – szerzej znany jako znakomity jazzman, twórca Szczecin Jazz Festiwal...

Kultura

Psi aktorzy staną na teatralnej scenie – Pipi, Tango i Zuza w obsadzie

Na to widowisko czekają wszyscy psiolubni. Premiera nietuzinkowego spektaklu pod nazwą „Dobry...