Opłata klimatyczna – sama nazwa sugeruje jasno określony sens. Turysta płaci za to, że wypoczywa w miejscu o szczególnych walorach środowiskowych. W teorii pieniądze te powinny wspierać działania związane z ochroną powietrza, klimatu i środowiska. W praktyce jednak coraz częściej wygląda to jak dobrze funkcjonujący mechanizm fiskalny, który z klimatem ma wspólnego niewiele. Kiedy spojrzymy jako turyści na zestawienie wydatków, to możemy poczuć się oszukani.
Skalę problemu pokazuje ranking czasopisma „Wspólnota”, analizujący wydatki samorządów na ochronę powietrza i klimatu w latach 2022–2024. Dane są jednoznaczne: część samorządów potraktowała politykę klimatyczną poważnie, przeznaczając na nią setki lub nawet tysiące złotych na mieszkańca. Inne ograniczyły się do kwot symbolicznych, mimo że równocześnie pobierają od turystów opłaty klimatyczne.
Wyliczenia oparte zostały o wydatki budżetowe w samorządach w rozdziale 90005 – to jest ochrona powietrza atmosferycznego i klimatu obejmują działania związane z poprawą jakości powietrza, w tym dotacje na wymianę pieców, termomodernizację, zakup usług (np. inwentaryzacja źródeł ciepła) oraz inwestycje w zieloną energię. Środki te często współfinansują projekty unijne lub programy ochrony środowiska.
Jak jest naprawdę? Wystarczy spojrzeć na liczby.
Sopot jako przykład samorządu, który realizuje politykę klimatyczną, wydaje rocznie średnio 442 zł na mieszkańca. To poziom wydatków, który można uznać za realną politykę klimatyczną.
Jeszcze bardziej wyróżnia się zachodniopomorskie Ińsko, nie leży nad morzem, ale opłaty klimatyczne pobiera: opłata miejscowa wynosi 3,30 zł za każdą rozpoczętą dobę pobytu turysty. W tym przypadku widać wyraźnie, że pieniądze z turystyki przekładają się na konkretne działania środowiskowe – Ińsko wydaje średnio 1547,93 zł w przeliczeniu na mieszkańca na inwestycje związane z ochroną powietrza i klimatu.
Ale to raczej wyjątki niż reguła.
W wielu popularnych miejscowościach nadmorskich wydatki na ochronę powietrza są niewspółmiernie niskie:
- Kołobrzeg – 75,28 zł na mieszkańca
- Dziwnów – 41,08 zł na mieszkańca
- Międzyzdroje – 37,44 zł na mieszkańca
- Ustronie Morskie – 18,17 zł na mieszkańca
- Darłowo – 14,97 zł na mieszkańca
- Postomino – 10,21 zł na mieszkańca
Jeszcze bardziej wymowny jest przykład Świnoujścia – 8,57 zł na mieszkańca.
A „rekordzistą” w tej kategorii jest Rewal – 0,00 zł.
Zero złotych na ochronę powietrza i klimatu w gminie, w której turystyka generuje ogromne dochody dla budżetu gminy. To pokazuje zasadniczy problem: opłata klimatyczna funkcjonuje w praktyce jak kolejny podatek turystyczny, którego związek z klimatem jest w wielu przypadkach wyłącznie semantyczny.
Klimatyczna polityka za 0,2 procent budżetu
Twórcy rankingu „Wspólnoty” zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt. W 2024 roku wydatki samorządów na ochronę klimatu stanowiły zaledwie 0,2 proc. wszystkich wydatków JST.
To poziom marginalny. Co więcej, województwo zachodniopomorskie – region, który żyje z turystyki i środowiskowych walorów wybrzeża – zajęło 15. miejsce na 16 województw, z wydatkiem wynoszącym 0,359 zł na mieszkańca.
To jeden z najsłabszych wyników w kraju.
Innymi słowy: region, który sprzedaje turystom „klimat”, w praktyce niemal w niego nie inwestuje.
Schody na plażę jako polityka klimatyczna?
Kiedy pojawiają się takie dane, reakcja części lokalnych komentatorów jest przewidywalna. Zamiast zastanowić się nad problemem, próbuje się go rozmyć.
W mediach społecznościowych wyliczenia ekspertów Wspólnoty podważa m.in. Patryk Szocik, który przekonuje, że nie ma żadnego problemu, ponieważ pieniądze zostały wydane na… wejścia na plażę. To argumentacja, która pokazuje fundamentalne niezrozumienie tematu.
Schody na plażę mogą być potrzebną inwestycją turystyczną. Mogą poprawiać dostępność infrastruktury. Mogą zwiększać komfort wczasowiczów, ale nie mają absolutnie żadnego wpływu na ochronę powietrza ani klimatu.
Nie ograniczają emisji, nie poprawiają jakości powietrza, nie wspierają transformacji energetycznej. Trudno więc poważnie traktować tezę, że drewniane lub betonowe schody prowadzące na plażę są elementem polityki klimatycznej.
Cała sprawa pokazuje szerszy problem funkcjonowania samorządów turystycznych. Klimat i środowisko są w nich często elementem marketingu – hasłem promocyjnym, które dobrze wygląda w folderach i na stronach internetowych. Ale kiedy przychodzi do realnych wydatków, priorytety są zupełnie inne.
Opłata klimatyczna pozostaje w systemie, bo jest wygodnym źródłem dochodów. Natomiast inwestycje w rzeczywistą ochronę klimatu pozostają na marginesie budżetów. W efekcie powstaje paradoks. Turysta płaci za klimat. Samorząd inkasuje pieniądze. A klimat – przynajmniej w budżetowej praktyce – pozostaje na końcu listy priorytetów.