W czasie, gdy wielu młodych ludzi skupia się na egzaminach i planach na przyszłość, one postanowiły zmieniać rzeczywistość tu i teraz. Uczennice z Prywatnego LO Leonardo SVS w Szczecinie ruszyły z projektem, który uderza w jeden z najbardziej krzywdzących społecznych stereotypów – i robią to z siłą, której trudno nie zauważyć.
Zespół „Dobre Serce” działa w ramach ogólnopolskiej olimpiady Zwolnieni z Teorii, ale ich projekt szybko przestał być tylko szkolnym zadaniem. Stał się misją. Ich cel? Wesprzeć Rodzinne Domy Dziecka i przede wszystkim zmienić sposób, w jaki społeczeństwo patrzy na ich wychowanków.
– To nasi rówieśnicy. Mają takie same marzenia, pasje i potrzeby. Różni nas tylko start w życiu – podkreślają autorki projektu.
Pomysł narodził się z prostego, ale bolesnego spostrzeżenia: o dzieciach z domów dziecka mówi się rzadko – a jeśli już, to głównie przez pryzmat problemów. – To niesprawiedliwe. Chciałyśmy, żeby przestali być niewidzialni – tłumaczą uczennice. Zamiast kolejnej kampanii „o nich”, postawiły na rozmowę „z nimi” i „dla innych młodych ludzi”.
Projekt wszedł właśnie w decydującą fazę. Do końca marca uczennice prowadzą warsztaty w szkołach, gdzie razem z rówieśnikami rozbrajają stereotypy i uczą się empatii. To nie są suche lekcje. To spotkania, które często zostają z uczestnikami na długo.
– Chcemy zburzyć mur uprzedzeń i zbudować most porozumienia – mówią.
Kluczowym momentem dla autorek projektu była wizyta w Rodzinnym Domu Dziecka. Bezpośrednie rozmowy z jego mieszkańcami zmieniły wszystko. – Te spotkania utwierdziły nas w przekonaniu, jak bardzo ta inicjatywa jest potrzebna – przyznają. To właśnie wtedy projekt przestał być pomysłem, a stał się osobistą sprawą.
To, co wyróżnia „Dobre Serce”, to autentyczność. Nie ma tu moralizowania ani pustych haseł. Jest szczera próba zmiany języka, którym mówi się o innych.
– Wierzymy, że każda historia zasługuje na to, by być wysłuchaną bez etykiet – podkreślają.
I właśnie to podejście trafia do innych młodych ludzi. Akcja potrwa do końca marca, ale jej efekty mogą zostać na długo. Bo choć projekt powstał w ramach olimpiady, jego znaczenie wykracza daleko poza szkolne ramy.
To dowód na to, że zmiana społeczna nie zawsze zaczyna się od wielkich instytucji. Czasem zaczyna się od kilku osób, które postanowią zrobić coś więcej.