Zniknął na kilka miesięcy, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie tajemniczych, niemal filmowych występów. Teraz jednak powrócił – i znów przyciąga spojrzenia przechodniów i kierowców. Znany szczeciński mim, ponownie pojawił się na skrzyżowaniach miasta.
W charakterystycznym meloniku, z laską w dłoni i nonszalanckim krokiem, przypominającym kadry z kina niemego, znów porusza się pomiędzy samochodami, gdy te zatrzymują się na czerwonym świetle. Choć nie wypowiada ani słowa, sama jego obecność wywołuje niemal skrajne emocje. Jedni są zachwyceni, drudzy – zirytowani.
Mima można spotkać w różnych częściach miasta – od Gumieniec po Słoneczne. Niezależnie od miejsca, jego obecność traktowana jest zarówno jako forma ulicznej sztuki, jak i jako zwyczajne żebractwo „w nieco lepszej formie”. A to powoduje podział wśród mieszkańców. Dla tych, którzy widzą w tym przejaw sztuki, to miły dodatek do dnia, wywołujący chwilowy uśmiech. Z drugiej strony są jednak ci, którzy uważają, że przechadzanie się między samochodami jest po prostu nieprzemyślane i może powodować zagrożenie w ruchu drogowym.
Służby miejskie na razie nie interweniują – dopóki mim nie stwarza zagrożenia, traktowany jest jako „uliczna ciekawostka”. Czy mim zostanie z nami na dłużej? Tego nie wiadomo. Ale jedno jest pewne – znów możemy spotkać go na czerwonym świetle!
Więc jeśli zobaczysz przed maską samochodu mima, nie martw się, wszystko z Tobą jest w porządku. Po prostu – witamy w Szczecinie!