Przez lata ignorowane, gigantyczne nielegalne wysypiska śmieci w Przecławiu i Kurowie niszczące chronioną florę i faunę. Z drugiej strony – głośne, medialne batalie o tworzenie parków narodowych i ochronę Międzyodrza. Czy wieloletnia wójt gminy Kołbaskowo, Małgorzata Schwarz, to cyniczna pragmatyczka, mistrzyni politycznego PR-u, czy ofiara systemowej bezradności?
Polityczny PR czy rzetelność? Zazwyczaj prawda kryje się w rażącym dysonansie między tym, co urzędnik mówi do mikrofonu, a tym, co podpisuje (lub czego nie podpisuje) za zamkniętymi drzwiami swojego gabinetu. Przypadek Małgorzaty Schwarz, rządzącej gminą Kołbaskowo, to podręcznikowe studium zarządzania kryzysem wizerunkowym poprzez ucieczkę w tzw. greenwashing (zielone kłamstwo).
Grzech zaniechania: Śmieciowy dramat Przecławia i Kurowa
Aby zrozumieć mechanizm tej politycznej dwubiegunowości, należy najpierw zejść na ziemię – a dokładniej na zdegradowane, zasypane niebezpiecznymi odpadami działki w Kurowie i Przecławiu. To tam, pod okiem lokalnych urzędników, przez lata narastał proceder nielegalnego składowania odpadów, w tym substancji potencjalnie niebezpiecznych.
Mieszkańcy, jak wynika z dokumentów, wielokrotnie alarmowali o tonach śmieci zalegających na terenach unikalnych przyrodniczo. Przecław i Kurów to nie są zwykłe nieużytki; to otulina cennych ekosystemów, siedliska chronionych gatunków ptaków, ssaków oraz unikalnej flory Doliny Dolnej Odry.
🌿 Jak reagowała gmina pod wodzą wójt Małgorzaty Schwarz?
🦤 Strategia „strusia”
Przez długi czas sygnały płynące od mieszkańców, społeczników oraz organizacji ekologicznych były traktowane przede wszystkim jako problem proceduralny, a nie środowiskowy. W odpowiedziach dominowały odwołania do skomplikowanej struktury własnościowej gruntów, ograniczonych kompetencji samorządu czy konieczności oczekiwania na działania instytucji państwowych, takich jak WIOŚ lub RDOŚ. Zdarzało się również, że skala problemu była publicznie bagatelizowana lub kwestionowana.
⚖️ Brak zdecydowanych działań
Polskie przepisy przewidują narzędzia pozwalające samorządom reagować w sytuacjach zagrożenia środowiska. Wśród nich znajduje się między innymi wykonanie zastępcze, czyli usunięcie odpadów przez gminę na koszt właściciela terenu, a także możliwość nakładania dotkliwych kar administracyjnych. Mimo narastającego problemu i kolejnych alarmów kierowanych przez mieszkańców, gmina Kołbaskowo przez lata nie zdecydowała się na wykorzystanie najbardziej stanowczych środków prawnych.
🌱 Skutki odczuwalne do dziś
Efektem wieloletniej bezczynności były poważne szkody środowiskowe. Odcieki z nielegalnie składowanych odpadów mogły przedostawać się do wód gruntowych, a rozrastające się hałdy śmieci stopniowo niszczyły cenne przyrodniczo tereny. Zniknęły fragmenty naturalnych korytarzy ekologicznych, ograniczono miejsca bytowania i lęgów wielu gatunków zwierząt, a część zmian może mieć charakter trwały i trudny do odwrócenia.
Pytanie, które pozostaje aktualne do dziś, brzmi: czy problem był rzeczywiście nierozwiązywalny, czy zabrakło politycznej woli do podjęcia trudnych decyzji?
Ucieczka do przodu: Park Narodowy jako tarcza wizerunkowa
W tym samym czasie, gdy w Kurowie gniły odpady, Małgorzata Schwarz w świetle jupiterów zaczęła budować wizerunek bezkompromisowej obrończyni uciśnionej przyrody. Przejawiało się to w spektakularnych, choć w dużej mierze fasadowych inicjatywach:
-
Projekt Parku Doliny Dolnej Odry: Głośne wsparcie dla powołania nowego parku, które ostatecznie zostało zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego.
-
Plan Awaryjny – Drawieński Park Narodowy: Po wecie wobec parku Doliny Dolnej Odry, Schwarz błyskawicznie przeskoczyła na inny pomysł – włączenia terenów Międzyodrza do oddalonego o sto kilometrów Drawieńskiego Parku Narodowego. Koncepcja ta, z punktu widzenia logistyki i zarządzania ochroną przyrody, wywołała spore zdziwienie wśród ekspertów.
Dlaczego to zrobiono? Z punktu widzenia marketingu politycznego to ruch genialny. Przerzucenie ciężaru debaty publicznej z lokalnych, śmierdzących problemów (wysypiska w Przecławiu) na poziom globalny, ideologiczny i narodowy (walka o Park Narodowy) pozwala zdjąć z siebie odpowiedzialność. Wójt nie jest już tą, która „nie posprzątała śmieci w Kurowie” – staje się „ofiarą złego systemu i betonu politycznego”, który blokuje jej zielone wizje.
Czy to hipokryzja, czy coś innego?
Nazwanie tej postawy czystą hipokryzją byłoby publicystycznym pójściem na łatwiznę. Analiza systemowa wskazuje na głębszy, bardziej cyniczny mechanizm: pragmatyzm wizerunkowy połączony z bezradnością zarządczą.
📊 Dwa oblicza zaangażowania?
To nie jest zwykła dwulicowość. To nowoczesne zarządzanie samorządem w dobie social mediów. Likwidacja dzikiego wysypiska to ciężka, brudna praca, która rzadko trafia na pierwsze strony gazet w pozytywnym kontekście (częściej jako zarzut: „dlaczego tak drogo?”). Z kolei walka o Park Narodowy to gotowy materiał na budowanie osobistego kapitału politycznego na poziomie województwa, a nawet kraju.
Małgorzata Schwarz stworzyła w gminie Kołbaskowo klasyczny dwutakt polityczny: lokalnie pozwalać na degradację, globalnie walczyć o ochronę. Chroniąc Międzyodrze na papierze, wójt skutecznie odwraca uwagę od faktu, że kilkanaście kilometrów dalej, na podległym jej terenie, środowisko naturalne przegrywało z biznesem śmieciowym.
Dla mieszkańców gminy i przyrody Przecławia oraz Kurowa ta „zielona polityka” ma gorzki smak. Pokazuje bowiem, że ochrona środowiska w wydaniu lokalnych włodarzy bywa traktowana nie jako fundamentalny obowiązek wobec ziemi i ludzi, ale jako poręczna waluta wizerunkowa, którą można płacić w zależności od aktualnych potrzeb politycznych.
Prawdziwego ekologa poznaje się jednak nie po tym, jakie parki chce tworzyć w blasku fleszy, ale po tym, jak radzi sobie z toksycznym brudem na własnym podwórku. A podwórko gminy Kołbaskowo przez lata wołało o pomstę do nieba.
Milczenie urzędów, śledztwo w miejscu – tysiące ton toksyn pod Szczecinem mogą zatruć region
Zbrodnia środowiskowa w Przecławiu. Niszczą siedliska, zalewają stawy, grzebią dekady odpadów