Ta sprawa wstrząsnęła całym Szczecinem. Nie, tu nie ma tzw. przesadyzmu. Ten akt bezczelności, chamstwa, złodziejstwa… (w tym momencie można użyć wielu synonimów lub słów powszechnie uznanych za wulgarne na opisanie tego, co się zdarzyło oraz człowieka, który tego dokonał). Mówiąc językiem ulicy: „ktoś się nie bał i za…anektował” dwa bananowce, które miały szansę wyrosnąć na Jasnych Błoniach.
Fajnie byłoby, gdyby organy ścigania szybko dopadły tego kradzieja, a przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości jeszcze szybciej go ukarali. Ale nie grzywną lub więzieniem „w zawiasach”. Powinna zostać orzeczona wobec niego kara robót publicznych. Żeby w biały dzień, tak jak kradł, teraz musiał np. w specjalnym wdzianku i z oślimi uszami na głowie pielić grządki lub zbierać psie kupy na Jasnych Błoniach przez ileś tam tygodni. Przed nami lato, turyści mieliby więc szansę zobaczyć nową atrakcję Szczecina oraz przekonać się, że wyszydzany od dawna polski wymiar sprawiedliwości bywa skuteczny.
Skąd ta wściekłość i agresja – mógłby ktoś zapytać. Przecież złodziejstwa jest tyle codziennie, na każdym kroku i to tego niezbyt wyrafinowanego, nie w białych rękawiczkach. Takiego zwykłego, chamskiego, więc ta kradzież nie powinna robić jakiegoś większego wrażenia. Ale zrobiła. Trzy dni po zasadzeniu, z jednej z rabat na Jasnych Błoniach – reprezentacyjnym miejscu stolicy Pomorza Zachodniego, wizytówce miasta, chlubie i ozdobie – jakiś… (tu można wstawić dowolny epitet, który w adekwatny sposób określi tego osobnika lub osobników) ukradł w biały dzień i prawdopodobnie na oczach wielu ludzi dwa bananowce, które zasadzono przed pomnikiem Czynu Polaków w Parku Kasprowicza.
Były na swoim miejscu jeszcze we wtorek rano, kiedy je podlewano. Potem zniknęły. Oburzenia tym faktem nie krył nawet prezydent Szczecina: „Myślałem, że po wycięciu tapicerek z siedzisk tramwajowych niewiele mnie już zaskoczy. Jak bardzo się myliłem…” – skomentował kradzież egzotycznych roślin Piotr Krzystek, przypominając inny chamski czyn sprzed kilku dni. I jak tu nie używać mocnych słów? No jak?
Może Rada Miasta powinna przyjąć uchwałę przywracającą pręgierz i dyby, w które byliby zakuwani sprawcy takich czynów? Ustawiono by je np. przed głównym wejściem do Urzędu Miasta. Każdy mógłby ukaranego w ten sposób delikwenta m.in. opluć, obrzucić wyzwiskami lub zgniłymi pomidorami i jajkami albo zrobić sobie selfie i wrzucić do internetu z dosadnym komentarzem lub w formie mema? Może to by w końcu zmieniło coś w mentalności tego lub tych… (i w tym miejsce mile wskazane byłyby kolejne epitety opisujące jasno i wyraźnie owego lub owych sprawców).
Jedna z gazet ustaliła, że około pół metrowy bananowiec ogrodowy kosztuje 40-80 zł. Niedużo. Ale nie chodzi o cenę, a o spektakularność tego czynu. Być może wiele osób widziało złodzieja lub złodziei i nie zareagowała. Bo mamy już po prostu wszystko i wszystkich gdzieś i nic nas nie obchodzi kiedy jesteśmy na chama, bezczelnie, w biały dzień np. okradani, bici, poniżani, oszukiwani, wykorzystywani. „Wali” nas to. Oczywiście póki nie dotknie nas to osobiście. Ale co zrobić kiedy np. policjanci, których wzywamy do interwencji, żeby np. uciszyli nachlanych, wrzeszczących i awanturujących się w nocy osobników (bez znaczenia czy to Polacy, Ukraińcy lub Kolumbijczycy) oświadczają, że, oni nie wejdą do pomieszczenia, w którym tamci przebywają, bo, tu cytat: „nie są samobójcami”. Tak było.
Funkcjonariusze policji wyznali, że boją się interweniować. Pewnie, lepiej pałami bić albo walić gazem po oczach protestujące bezbronne kobiety. Złożono skargę na tych walecznych i odważnych funkcjonariuszy. I nawet komendant miejski policji w Szczecinie pisemnie oświadczył, że zostaną ukarani. Oczywiście. Pewnie pogrożono im palcem, albo powiedziano: „ech, wy łapserdaki, następnym razem jak chcecie coś takiego palnąć, to wyłączcie kamery, które macie przyczepione do munduru”. Ale wracajmy do skradzionych bananowców.
Na razie nie ma żadnych informacji nt. postępowania w tej sprawie prowadzonego przez organy ścigania. I pewnie za chwilę pójdzie ona do umorzenia ze względu „na małą szkodliwość czynu lub brak wykrycia sprawców”. Może więc prezydent Szczecina powinien wyznaczyć jakąś nagrodę np. pieniężną, dla tego, który pomoże wykryć złodzieja lub złodziei? Może wykupić kosz podarunkowy w postaci bananów i wyrobów z tego owocu? A może imieniem tego „sygnalisty” nazwać jeden z kolejnych bananowców zasadzonych w miejsce skradzionych? A może wynająć jakiegoś sławnego detektywa, który w towarzystwie kamer dopadnie złoczyńcę? A może w radiowym koncercie życzeń miasto wykupi i zadedykuje, temu, który ujawni kradzieja wielki przebój zespołu VOX pt. „Bananowy song” albo discopolowy hit zespołu Amadeo, czyli „chcecie banana – ye, ye, zjecie banana – ye, ye, chcecie banana – ye, ye, zjecie banana – ye, ye”. A może po prostu trzeba się zrzucić na jakąś „szeptuchę” z Podlasia, który rzuci urok lub klątwę na złodzieja, aby „mu banan w gardle (i nie tylko) stanął” czy też „żeby jadł wyłącznie banany (w różnej postaci) do końca swojego marnego żywota”.












