„Próbowaliście wdrożyć w życie duńską koncepcję hygge, lecz przytulne sweterki, miękkie pledy i zapachowe świeczki nie przyniosły wam szczęścia? A może jednak postanowiliście się ich pozbyć, bo bliższa wydała wam się szwedzka zasada umiaru, czyli lagom?
Jeśli żadna z nich nie pomogła, wypróbujcie japońską ideę szczęścia i długowieczności, czyli ikigai. W pewnym sensie ikigai to zaprzeczenie duńskiego hygge. Nie zachęca nas do tego, by zwolnić. Chodzi w niej o odnalezienie celu w życiu, który będzie nas napędzał do działania, powodu, dla którego wstajemy rano z łóżka. Ikigai oznacza bowiem 'życie’ (czyli 'iki’) oraz 'powód’ (’gai’)”.
To jest cytat z F5.
Przeczytałam i musiałam chwilę połapać myśli: ale… czyli, że co. Już się człowiek w tych trendach zaczyna gubić. Ledwo świeczek nakupowałam, a już mam szukać jednostkowego celu w życiu, a świeczki jednak wywalić, bo staną mi na drodze, jako nadmiar. Potem sobie pomyslałam, że hygge czy ikigai i tak chodzi o zdrowy rozsądek.
Darujcie sobie artykuły, można to jednym zdaniem powiedzieć: trzeba wyjść z koca, wywalić świece, ale tylko połowę, zwolnić, ale z umiarem i jednak napędzać się do przodu.
Proszę bardzo, nie ma za co.
Felieton pochodzi z książki „Hrabiny Przodem”. Książka dostępna jest w szczecińskich księgarniach oraz online.