Home W regionie Zbrodnia środowiskowa w Przecławiu. Niszczą siedliska, zalewają stawy, grzebią dekady odpadów
W regionie

Zbrodnia środowiskowa w Przecławiu. Niszczą siedliska, zalewają stawy, grzebią dekady odpadów

328
odpady przecław

Trwające od kilku tygodni prace na gigantycznym nielegalnym składowisku w Przecławiu odsłoniły skalę katastrofy środowiskowej. Dwa dni temu robotnicy zniszczyli siedliska ptaków, w tym łabędzi, oraz żeremia bobrów objętych ochroną gatunkową. Spuszczana jest woda ze stawów, a teren jest systematycznie osuszany. To może być największe nielegalne składowisko odpadów w tej części Polski.

 

Przez ponad dekadę w obrębie Przecławia, zaledwie 200 metrów od marketu Dino, przy wyjeździe w kierunku Kołbaskowa, narastała katastrofa środowiskowa. Na obszarze około 13,3 hektara przez lata nielegalnie deponowano odpady budowlane: papę, cegły, dachówki, styropian, folie, gumy, rury plastikowe i metalowe, stolarkę okienną, a nawet ceramikę sanitarną. Wiele z tych materiałów zawiera substancje niebezpieczne, w tym lepiszcza smołowe, kleje i środki impregnacyjne. Teraz wydobywają się na powierzchnię.

Zniszczone siedliska, martwe rzeki, spuszczone stawy

Dramatyczny przełom nastąpił dwa dni temu. Podczas prac na terenie składowiska maszyny zniszczyły siedliska ptaków wodnych — w tym obszary gniazdowania łabędzi — oraz żeremia bobrów, które jako gatunek ściśle chroniony podlegają ochronie na mocy ustawy o ochronie przyrody oraz dyrektywy siedliskowej UE. Jednoczesne spuszczanie wody ze stawów hodowlanych i osuszanie terenu oznacza nieodwracalne szkody dla lokalnego ekosystemu wodnego.

Z punktu widzenia prawa ochrony środowiska, zniszczenie żeremia bobra europejskiego (Castor fiber) bez zezwolenia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska stanowi przestępstwo, za które grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2 (art. 127 ustawy o ochronie przyrody). Niszczenie siedlisk gatunków chronionych to już nie wykroczenie administracyjne — to sprawa dla prokuratury.

Jak powstało jedno z największych nielegalnych składowisk w regionie

Pierwsze sygnały o nielegalnym zwożeniu odpadów portal przecław24.pl przekazał do Urzędu Gminy Kołbaskowo już w marcu 2015 roku. Przez kolejne lata — mimo wielokrotnych zgłoszeń w 2019 i 2020 roku — gmina nie wydała żadnej decyzji nakazującej usunięcie odpadów.

Największe nasilenie transportów odpadów przypadało na lata 2018–2021, co potwierdzają świadkowie — pracownicy pobliskiej stacji benzynowej i warsztatów. Ciężarówki zwożące gruz przyjeżdżały regularnie. Odpady były systematycznie rozdrabniane i przykrywane kolejnymi warstwami piasku.

Szczególnie niepokojące jest nielegalne podniesienie rzędnych terenu o około 1,5–2 metry na obszarze ponad 13 hekratów, który wcześniej był częściowo podmokły. Starostwo Powiatowe w Policach potwierdziło wprost: nie wydano żadnych zezwoleń na niwelację terenu ani składowanie odpadów. Oznacza to, że pod warstwą piasku i ziemi kryją się setki tysięcy ton nieskatalogowanych odpadów budowlanych, których skład chemiczny jest nieznany.

Ekologiczne konsekwencje: co kryje się pod powierzchnią

Nielegalnie składowane odpady budowlane to nie tylko estetyczny problem. Stary papa dachowa zawiera wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA), styropian uwalnia styreny, a mieszanka materiałów budowlanych z różnych dekad może zawierać azbest, ołów i inne metale ciężkie. Zakopane w glebie wilgotnej substancje organiczne fermentują, generując odcieki, które mogą przenikać do wód gruntowych.

Na problem wskazywali mieszkańcy już w grudniu 2019 roku — zamierające stare drzewa, których korzenie zostały przykryte gruzem, były pierwszym widocznym symptomem degradacji biologicznej. Dziś, gdy spuszczane są stawy hodowlane i osuszany jest teren, ryzyko przemieszczenia zanieczyszczeń do lokalnych wód powierzchniowych dramatycznie wzrasta.

Odpowiedź prawna jest jednoznaczna. Jak potwierdził Zachodniopomorski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, powołując się na art. 26 ust. 2 ustawy o odpadach z dnia 14 grudnia 2012 r.: wójt, burmistrz lub prezydent miasta wydaje z urzędu decyzję nakazującą posiadaczowi odpadów usunięcie ich z miejsca nieprzeznaczonego do składowania. Obowiązek ten istniał od pierwszego zgłoszenia w 2015 roku.

Dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Policach Barbara Szulc potwierdziła: „ustawa o odpadach jasno wskazuje, że posiadacz odpadów powinien je usunąć, natomiast wójt powinien wszcząć postępowanie administracyjne”.

Wójt Gminy Kołbaskowo twierdzi dziś, że po 2015 roku nie wpłynęły żadne skargi. Jest to sprzeczne z ustaleniami Grzegorza Smolicza i portalu przecław24.pl, który wysyłał kolejne zgłoszenia w latach 2019 i 2020. Co więcej, gmina powołuje się na pięcioletni okres archiwizacji akt jako uzasadnienie braku dokumentów — co samo w sobie jest znamienne. Czy to oznacza, że zniszczono dowody w sprawie?

Według nieoficjalnych informacji, odpady zwożono z całego regionu, robiły to firmy podstawiające kontenery budowlane pod obiekty z inwestycjami, część niebezpiecznych substancji mogło tu trafić z Niemiec.

Katastrofa, której nie można już cofnąć?

Podjęte właśnie prace na terenie składowiska pogłębiają dewastację środowiska. Niszczenie siedlisk chronionych gatunków to dowód na to, że prace prowadzone są bez wymaganych zezwoleń środowiskowych i bez nadzoru przyrodniczego — co jest wymogiem przy jakichkolwiek pracach ziemnych w pobliżu ekosystemów wodnych.Sprawa wymaga natychmiastowej interwencji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska oraz prokuratury. Skala zniszczeń — zarówno tych historycznych (odpady budowlane), jak i bieżących (siedliska chronione, stawy, bobry) — wskazuje na możliwość popełnienia szeregu przestępstw środowiskowych.

Rachunek za wieloletnią bierność lokalnych władz zapłacą dwie strony: podatnicy gminy Kołbaskowo, którzy sfinansują kosztowną rekultywację terenu, oraz lokalna przyroda — która może nie zdążyć się odbudować.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, sprawa została już przekazana prokuraturze.

Kurów: ta sama gmina, ten sam scenariusz, ta sama bezczynność

Przecław to nie jest odosobniony przypadek w gminie Kołbaskowo. Zaledwie kilka kilometrów dalej, we wsi Kurów, rozgrywa się niemal identyczna historia — z tymi samymi aktorami i tym samym wzorcem instytucjonalnego milczenia. Na terenie obszaru Natura 2000 i w strefie ochronnej awaryjnego ujęcia wody dla Szczecina przez kilka lat narastało nielegalne składowisko odpadów. Szacuje się, że kryje ono już kilka tysięcy ton niebezpiecznych substancji stanowiących realne zagrożenie dla środowiska i zdrowia mieszkańców regionu.

Proceder trwał co najmniej od 2021 roku. O jego istnieniu wiedziały instytucje publiczne — w tym gmina Kołbaskowo, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska oraz Wody Polskie — jednak nie podjęto skutecznych działań, które zatrzymałyby nielegalne składowanie. Odpady są dziś w dużej mierze przysypane ziemią, choć wcześniej tworzyły potężne hałdy — jedna z nich sięgała około 20 metrów wysokości. Teren nie był zabezpieczony ani oznakowany.

Już 2 września 2021 roku WIOŚ w Szczecinie skierował do wójt gminy Kołbaskowo pismo z żądaniem podjęcia działań na podstawie art. 26 ust. 1 ustawy o odpadach, czyli wydania decyzji o usunięciu odpadów z miejsca nieprzeznaczonego na ich składowanie. Ponieważ gmina nie przedstawiła informacji o podjętych krokach, 6 czerwca 2022 roku WIOŚ wysłał ponowny monit, domagając się wyjaśnień i wskazania działań zmierzających do usunięcia odpadów. Bez odpowiedzi.

Prokuratura potwierdziła, że prowadziła działania na terenie składowiska w Kurowie stanowią część czynności procesowych w toczącym się śledztwie. Biegli nie pozostawili wątpliwości co do skali zagrożenia: odpady są tu magazynowane w taki sposób, że mogą zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka, spowodować obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi, albo zniszczenia w świecie roślinnym lub zwierzęcym.  Kilka dnie temu postawiono pierwsze zarzuty w tej sprawie dwojgu podejrzanym.

Ten sam wójt, ten sam wzorzec

Związek obu spraw — w Przecławiu i w Kurowie — nie jest przypadkowy. To ta sama gmina, ten sam urząd, ta sama wójt Małgorzata Schwarz, te same wieloletnie zaniechania. W Kołbaskowie najprawdopodobniej zdecydowane działania nastąpią dopiero po zakończeniu prokuratorskiego śledztwa. Jedno jest pewne: oba te miejsca łączy tykająca bomba ekologiczna.

Wzorzec jest uderzająco podobny: pierwsze sygnały ignorowane przez lata, kontrole kończące się pismami bez konsekwencji, „brak zgłoszeń” mimo udokumentowanych zawiadomień, ciężarówki zwożące odpady latami bez decyzji nakazującej ich usunięcie. Różnica polega jedynie na skali zagrożenia — w Kurowie nielegalny proceder toczył się dosłownie nad ujęciem wody pitnej dla Szczecina.

To nie jest historia dwóch nieudolnych urzędników. To jest systemowa odpowiedź na pytanie, co dzieje się, gdy lokalne władze przez dekadę traktują środowisko jako problem, który można zamieść pod dywan — dosłownie, warstwą piasku.

Powiązane artykuły

15,6 km nowej dk22. rusza wielka przebudowa między człopą a wałczem
W regionie

15,6 km nowej DK22. Rusza wielka przebudowa między Człopą a Wałczem

Jest zielone światło dla kolejnej inwestycji drogowych w województwie zachodniopomorskim. Uzyskano ZRID...

renata przemyk i janusz radek zaśpiewają w moczyłach. przed nami 13. festiwal dolina dolnej odry
W regionie

Renata Przemyk i Janusz Radek zaśpiewają w Moczyłach. Przed nami 13. Festiwal Dolina Dolnej Odry

Malownicze Moczyły po raz trzynasty staną się muzycznym sercem Doliny Dolnej Odry....

43-latek znęcał się nad 4-kilogramowym psem. teraz stanie przed sądem
W regionie

43-latek znęcał się nad 4-kilogramowym psem. Teraz stanie przed sądem

Wychudzenie, silne zapchlenie i liczne zabrudzenia skóry oraz sierści – w takim...

restauracja kontrola
W regionie

Kontrola gastronomii na Pomorzu Zachodnim. UOKiK i Inspekcja Handlowa sprawdziły restauracje w Szczecinie, Kołobrzegu, Darłowie i Białogardzie

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podsumował pierwsze półrocze 2026 roku w zakresie...