Docierają do nas skargi od mieszkańców i przedsiębiorców dotyczące trudności w skontaktowaniu się z poszczególnymi departamentami Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego. Obywatele skarżą się, że nie wiedzą, do kogo właściwie powinni się zwrócić. Brakuje przejrzystego wykazu pracowników, ich funkcji i danych kontaktowych, które w innych urzędach są standardem dostępnym publicznie.
Postanowiliśmy więc sprawdzić, jak wygląda kwestia jawności kontaktów w naszym urzędzie marszałkowskim i dlaczego mieszkańcy mają problem z uzyskaniem podstawowych informacji. Rzeczywiście: na stornie BIP takich informacji nie da sie znaleźć. Wysłaliśmy oficjalny wniosek o udostępnienie listy pracowników wraz z nazwami departamentów, stanowiskami oraz służbowymi numerami telefonów i adresami e-mail. Odpowiedź, jaką otrzymaliśmy, może budzić zdumienie.
Urzędnicy z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Zachodniopomorskiego właśnie osiągnęli coś, co można by uznać za administracyjny Nobel z absurdów: ogłosili, że służbowe numery telefonów i e-maile pracowników nie są informacją publiczną. Tak, dobrze czytacie – w instytucji finansowanej z pieniędzy publicznych dane służące… kontaktowi z obywatelami nie są dla obywateli.
Z odpowiedzi podpisanej przez Wydział Organizacji i Rozwoju Zasobów Ludzkich dowiadujemy się, że telefony i adresy mailowe to „narzędzia pracy”, które nie wpisują się w „zakres spraw publicznych”. Innymi słowy: obywatelu, podatniku, beneficjencie działań samorządu – nie zawracaj głowy, bo kontakt z urzędnikiem nie jest sprawą publiczną.
Można by się uśmiać, gdyby nie fakt, że mówimy o Zachodniopomorskim Urzędzie Marszałkowskim, który teoretycznie powinien być liderem przejrzystości, jawności i dostępu do informacji. W praktyce jednak woli zasłaniać się cyberbezpieczeństwem i groźbą spamu, jakby mieszkańcy Pomorza Zachodniego szykowali się do ataku phishingowego na sekretariat. Opinia, jaką otrzymaliśmy od Urzędu Marszałkowskiego w Szczecinie zahacza już o absurd, czytamy w niej, że taki sposób kontaktu z Urzędem:
– (…) jest podyktowany zasadami cyberbezpieczeństwa, a także zapobiega przesyłaniu
informacji reklamowych, spamu, itp., na adresy wszystkich pracowników.
Jawność kontaktów to standard, nie zagrożenie
W większości polskich urzędów – od małych gmin po urzędy powiatowe, a nawet wojewódzkie – udostępnianie imion, stanowisk i służbowych kontaktów pracowników to rzecz zupełnie normalna. To nie ciekawostka, to standard. Obywatel ma prawo wiedzieć, z kim rozmawia, do kogo może zwrócić się w swojej sprawie i kto odpowiada za konkretne decyzje.
Jawność kontaktów ułatwia życie wszystkim. Mieszkańcy nie błądzą po korytarzach, nie piszą „na ogólny adres”, z którego odpowiedź przychodzi po miesiącu, a urzędnicy mogą szybciej i sprawniej załatwiać sprawy. To prosta forma zaufania – urząd mówi: „jesteśmy tu dla was, oto nasi ludzie”.
Tymczasem w Szczecinie jawność najwyraźniej traktuje się jak zagrożenie. Bo jeśli obywatel zna numer telefonu do urzędnika, to przecież może… zadzwonić. A wtedy trzeba by odebrać.
Przejrzystość to podstawa demokracji
Kontakt z urzędnikiem nie jest przywilejem – to element funkcjonowania państwa obywatelskiego. Gdy administracja odcina się od ludzi, tłumacząc, że e-mail to „narzędzie pracy wewnętrznej”, a nie środek komunikacji, zaczyna przypominać twierdzę zamiast instytucji publicznej.
W dobie cyfrowych urzędów, zdalnych formularzy i przejrzystości danych, taka argumentacja brzmi jak relikt z czasów, gdy urzędnik pisał gęsim piórem i uważał, że obywatel ma znać swoje miejsce.
Nie chodzi o to, by każdy miał numer do marszałka w telefonie. Chodzi o elementarny szacunek do tych, którzy finansują działalność urzędu – czyli mieszkańców. A skoro większość samorządów w Polsce potrafi udostępniać kontakty bez lęku przed spamem i cyberatakami, może czas, by Zachodniopomorski urząd również wyszedł z cienia anonimowości?
Cała sytuacja przypomina raczej parodię przejrzystości niż poważne podejście do prawa. Bo skoro kontakt z urzędnikiem to już „nie sprawa publiczna”, to co będzie następne? Może wnioski o informację publiczną też staną się niepubliczne?
Jedno jest pewne: urzędowa kreatywność w redefiniowaniu jawności nie zna granic. Ale nawet najdłuższe wyroki sądów i najbardziej skomplikowane uzasadnienia nie zmienią faktu, że obywatel ma prawo wiedzieć, kto w jego imieniu pracuje – i jak się z nim skontaktować. Urząd bez kontaktu z ludźmi to już nie urząd.