Wójt gminy Kołbaskowo Małgorzata Schwarz udzieliła wywiadu na temat projektu planu ogólnego gminy w gminnym serwisie informacyjnym. Jak można się było spodziewać, trudnych pytań w rozmowie zabrakło, ale nie zabrakło ich później, w komentarzach mieszkańców Będargowa i radnego, którzy odnieśli się do wywiadu punkt po punkcie.
Z odpowiedzi mieszkańców wynika, że sama wójt w rozmowie potwierdziła dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, że na terenach stref gospodarczych i usługowych wyznaczonych w projekcie planu ogólnego mogą powstać hale. Po drugie, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Szczecinie oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wydały negatywne opinie do projektu w zakresie stref gospodarczych i usługowych w obrębie Będargowa i Stobna.
Mieszkańcy Będargowa: to może być gorsze, niż się wydaje
W obszernej odpowiedzi opublikowanej na Facebooku mieszkańcy Będargowa zarzucili wójt, że jej argumentacja pomija kluczowe przepisy i dokumenty. Przypomnieli, że zgodnie z art. 20 ust. 1 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym plan miejscowy musi być zgodny z planem ogólnym, więc jeśli plan ogólny przewiduje lokalizację hal, przyszły plan miejscowy będzie musiał to uwzględnić.
Podali też konkretne parametry z projektu dotyczące stref 64SP, 65SP, 66SP, 40SP i 32SP, położonych przy przejściu dla zwierząt: maksymalna intensywność zabudowy na poziomie 2, powierzchnia zabudowy do 60 procent, wysokość budynków do 15 metrów i zaledwie 20 procent powierzchni biologicznie czynnej. Dla sąsiedniej strefy usługowej dopuszczono z kolei 50 procent powierzchni zabudowy przy tej samej wysokości i nieco wyższym, 30-procentowym udziale zieleni. Jak napisali mieszkańcy, „scenariusz zagospodarowania, o którym wspomina Pani Wójt, może być więc znacznie gorszy, niż wielu mieszkańców sobie wyobraża”.
Autorzy komentarza zwrócili też uwagę na Plan Zagospodarowania Przestrzennego Województwa Zachodniopomorskiego, którego, ich zdaniem, wójt nie wzięła pod uwagę, choć art. 13b ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nakazuje uwzględniać jego ustalenia w planie ogólnym gminy. Plan województwa zakłada zachowanie ciągłości korytarzy ekologicznych, przeciwdziałanie fragmentacji siedlisk i ochronę rolniczej przestrzeni produkcyjnej, tymczasem projekt gminnego planu ogólnego przeznacza pod intensywną zabudowę tereny przy przejściach dla zwierząt oraz grunty rolne klas II i III.
Mieszkańcy przywołali również opinię GDDKiA z 13 kwietnia 2026 roku, z której wynika, że planowane strefy będą obsługiwane przez drogi publiczne niższej kategorii, co oznacza dodatkowy ruch przez Przecław, Warzymice, Rajkowo, Będargowo i Stobno.
Do wpisu dołączyli cytaty z opinii instytucji państwowych. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oceniło, że część przyjętych w planie rozwiązań, patrząc z perspektywy ochrony gruntów rolnych, jest nieracjonalna i będzie ingerować w rolniczą przestrzeń produkcyjną. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zażądała ograniczenia powierzchni spornych stref planistycznych, a nawet rezygnacji z części z nich, tak by przejścia dla zwierząt zachowały funkcjonalność. GDDKiA z kolei zastrzegła, że zagospodarowanie terenu nie może ograniczać funkcjonalności przejścia dla zwierząt budowanego za pieniądze publiczne.
Mieszkańcy przypomnieli też, że od stycznia 2026 roku bezskutecznie zabiegają o spotkanie z wójt w sprawie planu ogólnego, i ponowili propozycję otwartego spotkania z udziałem radnych i gminnych planistów.
Radny: to wygodna narracja, ale krzywdząca
Do sprawy odniósł się także radny Paweł Duniec. W swoim komentarzu zakwestionował sposób, w jaki wójt przedstawia obawy mieszkańców.
„Mam wrażenie, że próbuje się dziś sprowadzić obawy mieszkańców do prostego komunikatu: mieszkańcy nie rozumieją różnicy między planem ogólnym a planem miejscowym. To wygodna narracja, ale moim zdaniem bardzo krzywdząca” , napisał.
Duniec podkreślił, że mieszkańcy doskonale rozumieją różnicę między dokumentami, a prawdziwy problem leży gdzie indziej. Jak ujął to sam radny, właściwe pytanie nie brzmi, czy jutro w Będargowie powstaną hale, tylko dlaczego gmina już dziś wpisuje te tereny jako strefy gospodarcze.
Radny zwrócił też uwagę na temat, którego, jego zdaniem, wójt w wywiadzie nie poruszyła: ryzyko przyszłych roszczeń finansowych wobec gminy, jeśli za kilka lat trzeba będzie ograniczać zabudowę ze względu na przejścia dla zwierząt, jakość gleb czy sprzeciw mieszkańców. W swoim wpisie postawił wprost kilka pytań pod adresem urzędu, między innymi o to, czy przeanalizowano, komu mogą przynieść korzyść zapisy planu, oraz czy sprawdzono, czy w przyszłości nie staną się one podstawą roszczeń wobec gminy.
Najmocniej zabrzmiała jednak jego ocena całej narracji urzędu.
„Nie można jednocześnie mówić mieszkańcom: spokojnie, to jeszcze niczego nie przesądza, a równocześnie wpisywać do dokumentu prawa miejscowego rozległe strefy gospodarcze na dobrych glebach i w sąsiedztwie przejść dla zwierząt” , napisał radny.
Skrytykował też argument, że wszystko wyjaśni się później, przy okazji planu miejscowego, przypominając, że zastrzeżenia zgłaszają już dziś instytucje odpowiedzialne za środowisko, drogi krajowe i ochronę gruntów rolnych. Jak podsumował, „to nie są internetowe emocje. To są poważne sygnały ostrzegawcze”.
Duniec zakończył swój wpis jasnym warunkiem pod adresem urzędu: jeśli wójt rzeczywiście uważa, że plan ogólny niczego w sprawie hal nie przesądza, rozwiązaniem jest usunięcie albo istotne ograniczenie spornych stref gospodarczych już na tym etapie.
Na razie w sprawie nie doszło do zapowiadanego przez mieszkańców spotkania z udziałem wójt, radnych i gminnych planistów. Mieszkańcy Będargowa i radny Duniec czekają na odpowiedź, czy taka rozmowa w końcu się odbędzie.