To, co zarejestrowały kamery nad Regalicą, trudno uznać za zwykłą ciekawostkę przyrodniczą. Tuż przed Wigilią w samym sercu Szczecina pojawiły się delfiny – zwierzęta, które z reguły kojarzymy z otwartym morzem, a nie z miejskimi odnogami Odry. Nagranie z okolic Mostu Pionierów wywołało prawdziwe poruszenie.
Tuż przed Wigilią kamery Systemu Informacji Rzecznej, monitorujące jedną z odnóg Regalicy, zarejestrowały niezwykły obraz. Z perspektywy Mostu Pionierów w Szczecinie uchwycono dwa duże ssaki morskie, które przez chwilę spokojnie poruszały się w wodzie, jakby pozując do obiektywu. Informacja szybko obiegła internet, a wstępne analizy sugerowały, że do Szczecina zawitały… morświny. Dla wielu był to niemal cud – te zagrożone wyginięciem zwierzęta są na Bałtyku rzadkością, a na wodach śródlądowych pojawiają się wyjątkowo sporadycznie.
Po szczegółowej analizie nagrań z kamer zarządzanych przez szczeciński Urząd Żeglugi Śródlądowej przyjęto, z ostrożnością, że para morświnów mogła zapuścić się w okolice Regalicy i Szczecińskiego Węzła Wodnego. Sama myśl, że te niepozorne, skryte ssaki mogły na moment „zbłądzić” do miasta, rozpalała wyobraźnię obserwatorów. W przedświątecznym czasie taka wizyta została odebrana niemal jak symbol – subtelny znak, że natura, nawet bez śniegu, potrafi obdarować nas czymś absolutnie wyjątkowym.
Szybko jednak okazało się, że świąteczna opowieść ma jeszcze jeden zwrot akcji. Dziennikarz Robert Jurszo, analizując dostępne nagrania, zwrócił uwagę na szczegóły, które nie do końca pasowały do morświnów. Zwierzęta wydawały się zbyt smukłe, a ich płetwa grzbietowa była wyraźnie bardziej okazała niż u tego gatunku. Wątpliwości okazały się uzasadnione.
– Dziś szczecińskie Wody Polskie podały, że w Szczecinie kamera zarejestrowała morświny. Obejrzałem nagranie na zbliżeniach i coś mi jednak nie pasowało. Jak na morświny zwierzęta były zbyt smukłe, a do tego uwagę zwracała wydatna płetwa grzbietowa, która u morświnów jest akurat raczej niewielka. O rozpoznanie gatunku poprosiłem dr Iwonę Pawliczkę vel Pawlik, kierowniczkę Stacji Morskiej im. Profesora Krzysztofa Skóry Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. I… miałem rację.
Ekspercka analiza rozwiała wątpliwości – to nie morświny, lecz delfiny. Informacja ta szybko ostudziła pierwotne emocje, ale tylko na chwilę. Bo czy fakt, że w wodach Szczecina pojawiły się delfiny, jest mniej niezwykły? Wręcz przeciwnie. Delfiny w Odrze i jej odnogach to zjawisko co najmniej tak samo rzadkie i fascynujące. Ich obecność – nawet krótkotrwała – pozostaje wydarzeniem absolutnie wyjątkowym. W czasie, gdy zamiast śniegu mamy wilgoć i szarość, takie spotkanie z dziką naturą działa na wyobraźnię mocniej niż niejedna zimowa dekoracja.
Można więc z przymrużeniem oka powiedzieć, że brak białego puchu został zrekompensowany z nawiązką. Zamiast sanek – fale Regalicy. Zamiast reniferów – delfiny, które na moment pojawiły się w kadrze miejskich kamer. I choć nauka szybko porządkuje fakty, odbierając im nutę tajemnicy, trudno nie zadać sobie pytania: jak tu nie wierzyć w magię świąt, skoro nawet natura potrafi w tym czasie przygotować tak nieoczekiwany prezent?












