Home Felietony  Wędka, wiatr i trzech „prawie” wędkarzy
Felietony 

Wędka, wiatr i trzech „prawie” wędkarzy

484
wędka, wiatr i trzech „prawie” wędkarzy
fot. arch. PAP/Patrick Pleul

Kiedy kobieta decyduje się wyruszyć na ryby ze swoim partnerem i jego kolegami, powinna najpierw zadać sobie jedno, fundamentalne pytanie: czy ja naprawdę wiem, na co się piszę? Ja go nie zadałam…

Założyłam, że to będzie spokojna, choć mało ekscytująca wyprawa – kilka godzin nad wodą, może jedna rybka, odrobina nudy. Jak się później okazało, byłam zdecydowanie zbyt optymistyczna.

Postanowiłam podejść do tematu profesjonalnie. Jako osoba przezorna i dobrze wychowana przez życie, spakowałam wszystko, co mogłoby się przydać: koc, chusteczki (suche i mokre – wiadomo, życie potrafi zaskoczyć), napój witaminowy (na zdrowie), przekąski udające śniadanie, dodatkowe skarpetki i spray na komary. Survival w wersji light. Gotowa na wszystko.

Organizację wyjazdu pozostawiłam mojej drugiej połówce i jego dwóm kompanom. W końcu to ich świat – ja tylko go odwiedzam. Naiwnie.

Pobudka o 4:30 rano. Nie żartuję – czwarta trzydzieści. Świt był tak senny, że w drodze na miejsce jedno moje oko jeszcze spało. Panowie – w stanie „rześkości alternatywnej” – zabrali tylko wędki, telefon i torbę pełną akcesoriów o nazwach brzmiących jak zaklęcia z taniego podręcznika do magii: skrętliki, pływaki, przypony. Ja czekałam na termos z kawą. Nie doczekałam się.

Na miejscu byliśmy o szóstej. Do siódmej wszyscy marzliśmy, bo żaden z moich towarzyszy nie wpadł na pomysł, by sprawdzić prognozę pogody. Wiatr hulał jak na Bałtyku, ręce grabiały z zimna, a ryby – jakby doskonale świadome naszej obecności – zignorowały wszystkie dramatyczne próby kontaktu. Jedyny „połów” tej wyprawy? Wiedza, że przy dużym wietrze raczej się nie łowi. Oczywiście zrozumieli to dopiero w drodze powrotnej, trzęsąc się z zimna jak osikowe liście.

Wnioski? Po pierwsze – ryby miały więcej rozsądku niż my i po prostu nie przyszły na ten event. Po drugie – organizację takich wyjazdów lepiej jednak brać w swoje ręce. Po trzecie – to, co miało być spokojnym dniem wśród natury, potrafi zmienić się w test cierpliwości, tolerancji i własnego poczucia humoru.

Ale nie żałuję. Bo nic tak nie łączy, jak wspólne marznięcie w ciszy.

Powiązane artykuły

wielkie żarcie
Felietony 

Wielkie Żarcie

„Nadchodzi czas komety” – śpiewał kiedyś Felicjan Andrzejczak z zespołem Budka Suflera....

puma - mamy swojego potwora z loch ness?
Felietony 

Puma – mamy swojego potwora z Loch Ness?

Kilka dni temu pojawiła się informacja, że w lasach w okolicach Koszalina...

pech odpuszcza?
Felietony 

Pech odpuszcza?

Jeden z „brukowców” ujawnił sensacyjną wieść – coś się ruszyła w sprawie...

przypłynął prom, wróciła…stępka
Felietony 

Przypłynął prom, wróciła…stępka

Jeden nowy prom, a ile wzbudził pasji, emocji, wściekłości, nerwów, morderczych instynktów, ...