Co roku w wielu domach powtarza się podobny scenariusz – wielkie przygotowania, ekscytacja, lekkie napięcie i… długa droga na zagraniczne wakacje. Tak też było w przypadku pewnej szczecińskiej rodziny, która – jak wielu rodaków – zaplanowała urlop w słonecznej Chorwacji. Miał być odpoczynek, relaks i słońce. Było? Owszem. Ale po drodze wydarzyło się sporo.
Już samo pakowanie było logistycznym wyzwaniem. Mama – zaprawiona w bojach organizatorka rodzinnych wypraw – pakowała do walizek nie tylko ubrania i kosmetyki, ale także rzeczy z pozoru zupełnie niepotrzebne: biały kordonek, pusty słoik, sznurek, plasterki na każdy możliwy uraz. A potem – klasyka – okazywało się, że brakuje szamponu. Tak więc rodzinę czekały dylematy pod prysznicem: tłuste włosy czy mycie ich mydłem?
Tymczasem tata – samozwańczy król autostrady i główny kierownik wyprawy – przeglądał auto z dokładnością mechanika wojskowego. Z przodu samochodu – dowództwo. Tata za kierownicą, czujny i skupiony, gotów w każdej chwili „wysadzić” z auta tych, którzy odważyliby się siorbać nosem lub się pokłócić. Obok – mama, cicha liderka podróży. Podawała batoniki, chusteczki, zachęcała do picia i pilnowała nastrojów wszystkich pasażerów.
Z tyłu – dzieci. Cierpliwie pokonywały 11-godzinną trasę, grając w klasyczne „widzę coś na literę…” i licząc ciężarówki. Jeden pisał do przyjaciela, drugi pożyczał słuchawki, bo jego były „mniej fajne”. Choć nawigacja czasem wariowała, a zamiast do celu chciała prowadzić na Głębokie, podróż w końcu dobiegła końca. Tata, mimo zmęczenia, nie zatrzymał się w Austrii, jak planowała mama – dotarł na miejsce w trybie non stop, śpiąc tylko chwilę w aucie w pozycji „złamany kark”.
Na miejscu – raj. Prawie. Hotel pod górkę, plaża z mandżurem w ręku, jedzenie w euro, a każdy leżak – płatny. Córka, już świadoma wartości pieniądza, przeliczała wszystko razy cztery i łapała się za głowę. Rodzice z determinacją płacili, ale w tle zaczynało się pytanie: „czy to na pewno ma sens?”.
I wtedy przyszła refleksja. Może warto było zostać w Szczecinie?
Miasto, w którym żyją, oferuje przecież tyle atrakcji. Głębokie, Dąbie, Arkonka, jezioro Szmaragdowe, Goplana, a do tego liczne ścieżki rowerowe, lasy, kąpieliska i zielone przestrzenie. Nawet Grodzka, która latem zamienia się w tętniącą życiem miejską strefę relaksu, nie ma swojego odpowiednika nad Adriatykiem.
Rodzina przyznała zgodnie: gdyby zostali w domu, wystarczyłby tramwaj, jedna torba, a w razie potrzeby – można by wrócić po coś zapomnianego. Bez stresu, bez wielogodzinnej jazdy, bez przeliczeń walutowych.
Bo czas spędzony razem nie musi oznaczać dalekiej podróży. Wakacje nie zaczynają się w samolocie, tylko w sercu – a Szczecin, z całym swoim urokiem, okazuje się być idealnym miejscem na rodzinny wypoczynek.
A w dodatku – nie trzeba myć włosów mydłem.