Przed laty sporą popularnością cieszyła się polska komedia pt. „Jak zdobyć pieniądze, kobietę i sławę”. O kobietach będzie innym razem. Tym razem podsuwamy np. niedocenianym artystom receptę na zdobycie sławy – choćby chwilowej oraz być może idących za nią pieniędzy.
Życie artysty dla jednych jest udręką i drogą przez mękę. Niektórym się udaje, ale większość klepie biedę, niedojada, nie dosypia, żyje w stresie i napięciu, nadużywa przeróżnych trunków i substancji, które mają pomóc w dziele tworzenia, przywołaniu i utrzymaniu weny oraz otwarciu tego sławnego „trzeciego oka”, pomaga tam sięgać gdzie wzrok nie sięga, łamać to, czego rozum nie złamie. A jeszcze odbiorca jego twórczości jest zazwyczaj kapryśny i wybredny, nie rozumie, co twórca chce mu przekazać. Krytycy okrutni, szyderczy, nie znający litości i jakże często mylący się w swych osądach.
Wielu z artystów nie doczekawszy uznania umiera z głodu i wyczerpania gdzieś w ciszy oraz zapomnieniu. A przecież wystarczyło np. pójść wzorem ponad 8o-letniej Cecili Gimenez – artystki amatorki z hiszpańskiego miasteczka Borja, która tak zajęła się renowacją stuletniego fresku „Ecce Homo”, że Jezus z obrazu Eliasa Garcii Martineza zamienił się w „rozmazanego jeża” (sława po dziś dzień), czy też przykleić banana do ściany (słynne dzieło Maurizia Cattelana pt. „Komediant” warte miliony dolarów). Dopiero po latach lub wiekach nawet okazuje się, że niektórzy z tych zapomnianych byli genialnymi twórcami, tylko niezrozumianymi przez im współczesnych. Ich dzieła osiągają astronomiczne sumy na aukcjach a sława, po czasie, rozlewa się po całym świecie. Smutny sukces, choć pewnie wesoły dla potencjalnych spadkobierców artysty.
Ale chyba pojawia się szansa dla artystów różnej maści uzyskania i zapewnienia sobie pieniędzy oraz sławy jeszcze za żywota swego. Przykład, jak to często bywa, idzie z Zachodu, mówiąc ściślej z Francji, a jeszcze bardziej konkretyzując – z Paryża a już końcowo uszczegółowiając – z Luwru. Nie, nie, nie chodzi o podjęcie jakiejś kolejnej próby kradzieży i włamania do tej sławnej świątyni sztuki, oblewania sławnych dzieł sztuki zupą pomidorową lub przylepianiem się do gablot. Kilka dni temu o tym zdarzeniu informowały światowe media, ale chyba jakoś to umknęło w powodzi różnych bzdur i fake newsów. No to przypominamy – dwaj belgijscy gwiazdorzy TikToka przemycili do muzeum obraz (na którym widać ich wizerunki) i powiesili go tuż obok Mona Lisy.
Jak informuje portal niemieckiego nadawcy ntv (n-tv.de) oraz francuskie media „aby nie zwrócić na siebie uwagi podczas kontroli bezpieczeństwa, młodzi mężczyźni, którzy mają około 50 tys. obserwujących na TikToku, wnieśli do Luwru zwinięty obraz i zabrali ze sobą klocki Lego do złożenia z nich ramki”. „Z większymi elementami nie da się przejść przez kontrolę bezpieczeństwa” — wyjaśnili tiktokerzy w filmie, który opublikowali na TikToku i Instagramie.
Kiedy wszyscy zwiedzający, tuż przed zamknięciem, opuszczali Luwr mężczyźni wykorzystali zamieszanie i powiesili swój obraz. I nie wiadomo, jak długo wisiał obok Mony Lisy. A teraz obaj są popularni, czekają ich autografy, wizyty w zakładach pracy… Choć okazuje się, że prochu nie wymyślili. Media przypomniały, że Belgowie nie są pierwszymi, którzy przemycili dzieło sztuki do Luwru. Okazuje się, że w październiku 2004 roku sławny Banksy powiesił w muzeum swoją własną wersję Mona Lisy – z uśmiechniętą twarzą. I też nie wiadomo, jak długo obraz wisiał tam, zanim został odkryty.
Może to jest droga dla niektórych twórców na zareklamowanie własnej twórczości? Nawet bez zawieszania, czy niszczenia. Wystarczy być – jak pisał Jerzy Kosiński. Stanąć obok ze swym dziełem, nagrać krótki filmik z tego wydarzenia i wrzucić go do internetu? Oczywiście to rozwiązanie z krótkim terminem popularności. Bo internetowy Lewiatan szybko się nudzi.
Trzeba więc wykorzystać te 5 minut, które podsuwa los.
Na szczęście na świecie i w Polsce nie brakuje atrakcyjnych wystaw czy prezentacji sztuki. Np. w Szczecinie mamy możliwość podziwiania niezwykłej wystawy. Z okazji wyremontowania i przekazania społeczeństwu północnego skrzydła Zamku Książąt Pomorskich można oglądać prawdziwą „perełkę” – sztukę malarską renesansowych geniuszy – Lucasa Cranacha Starszego i Lucasa Cranacha Młodszego (ojca i syna), przedstawicieli jednego z najważniejszych rodów artystycznych XVI wieku. Wystawa potrwa do połowy maja 2026 roku, ale już wiadomo, że to hit.
Tłumy walą na Zamek! Niewykluczone, że dzięki tej wystawie w Szczecinie znowu stanie się modne i w dobrym tonie będzie rozmawianie o sztuce przez duże „Szy”, a nie tylko w której knajpie podają sztukę mięsa (rzadkość to podobno wielka). I przy okazji Cranachów pojawia się właśnie szansa dla wielu artystów. Nie muszą od razu zawieszać tuż przy ich obrazach jakichś swoich malowideł. Wystarczy, że staną obok z tym swoim dziełem. Niby, że przechodzili przypadkowo, obok, z tragarzami… Niedoceniony poeta może przeczytać swój wiersz, odrzucony w jakichś „tv szołach”, piosenkarz zawyje swoją pieśń, ktoś zagra na przemyconym instrumencie (na pewno nie na perkusji czy kontrabasie) np. na „trójkącie” jakiś przebój lub temat przewodni ze „Stawki większej niż życie” itp. Szybki filmik na smartfonie i już czeka sława oraz popularność. Nieważne, że ktoś nazwie taki czyn „podczepieniem się” pod czyjeś dokonania lub „lanserkę” na czyjejś twórczości. To nieważne. Ważne jest koło kogo się stoi oraz kiedy. Bo to może mieć wielki wpływ na życie, karierę, czy zarobki.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)












