Szczecin od poniedziałkowego poranka mierzy się z bezprecedensowym kryzysem w komunikacji miejskiej. Tramwaje praktycznie zniknęły z ulic całego miasta. Odwołane kursy, wstrzymany ruch na kluczowych odcinkach sprawiły, że tysiące mieszkańców nie były w stanie dotrzeć do pracy.
Według oficjalnych komunikatów, od godziny 7:02 wstrzymano ruch tramwajów m.in. na liniach 8 i 10 na trasie Plac Kościuszki – Gumieńce, jednej z najważniejszych osi komunikacyjnych miasta. Jednocześnie odwołano kursy niemal wszystkich pozostałych linii tramwajowych i autobusowych obsługujących Szczecin oraz aglomerację.
Lista odwołanych połączeń jest długa i obejmuje m.in. linie: 1, 2, 9, 11, 56, 57, 58, 59, 61, 64, 65, 66, 67, 73, 77, 84, 88, 93, 96, a także linie pospieszne i zastępcze A, B i C. W praktyce oznacza to, że transport zbiorowy w mieście działa jedynie szczątkowo lub wcale.
Sytuację dodatkowo komplikują zmiany lokalizacji przystanków na liniach podmiejskich, m.in. 66, 241 i 242, co w obecnych warunkach jest dla pasażerów niemal niemożliwe do śledzenia. Wielu mieszkańców relacjonuje, że na przystankach nie pojawiają się żadne pojazdy, a tablice informacyjne albo nie działają, albo pokazują sprzeczne komunikaty.
Zakorkowane ulice, piesi ślizgający się na oblodzonych chodnikach i narastająca frustracja. Część pracowników nie dotarła do zakładów pracy, rodzice mieli problem z dowiezieniem dzieci, a osoby starsze i z niepełnosprawnościami zostały praktycznie uwięzione w domach.
To jeden z najpoważniejszych kryzysów komunikacyjnych w Szczecinie od lat. Choć miasto i służby apelują o cierpliwość, skala wstrzymanych kursów pokazuje, że system transportu publicznego nie był przygotowany na tak trudne warunki.