Z soboty na niedzielę przestawiamy zegarki na czas letni, co oznacza, że będziemy spać o godzinę krócej. O godzinie 2.00 wskazówki przesuniemy na 3.00, a doba stanie się krótsza. Choć dla wielu to tylko drobna zmiana na zegarku, dla naszego organizmu oznacza to coś więcej – zaburzenie naturalnego rytmu snu.
Zmiana czasu nastąpi w nocy z 28 na 29 marca. W praktyce oznacza to, że jedna godzina po prostu „zniknie”. Specjaliści podkreślają, że choć dla zegarka to niewielka korekta, nasz zegar biologiczny potrzebuje kilku dni, aby się do niej przyzwyczaić. W tym czasie wiele osób odczuwa senność, problemy z koncentracją czy gorszy nastrój.
System zmiany czasu wprowadzono ponad sto lat temu, aby lepiej wykorzystywać światło słoneczne i ograniczyć zużycie energii elektrycznej. Dziś jednak – jak wskazują badania – oszczędności energetyczne są minimalne, a skutki dla zdrowia mogą być odczuwalne. Dlatego od lat trwa dyskusja, czy sezonowa zmiana czasu powinna w ogóle istnieć.
Wielu badaczy uważa, że bardziej naturalny dla człowieka jest tzw. czas standardowy, czyli zimowy. Jest on lepiej dopasowany do cyklu dnia i nocy oraz naszego zegara biologicznego.
Temat zniesienia zmiany czasu od lat wraca w Unii Europejskiej. Już w 2018 roku Komisja Europejska zaproponowała zakończenie sezonowego przestawiania zegarków. Jednak osiem lat później decyzja wciąż nie zapadła. Państwa członkowskie nie uzgodniły, czy po ewentualnym zniesieniu zmian powinny pozostać przy czasie letnim czy zimowym.
Badania pokazują jednak, że mieszkańcy Europy mają w tej sprawie jasne zdanie. W konsultacjach społecznych Komisji Europejskiej aż 84 procent Europejczyków opowiedziało się za zniesieniem zmiany czasu. Podobne wyniki przyniosło badanie CBOS przeprowadzone w Polsce. Wówczas 74 procent Polaków deklarowało, że chciałoby na stałe pozostać przy czasie letnim.
Choć dyskusja trwa, jedno jest pewne – tej nocy wskazówki zegarów pójdą do przodu.