Są tacy, którzy na sukces pracują latami, są też tacy, którzy próbują iść na skróty – na przykład grabiąc śpiących na przystanku. Historia 43-letniego „geniusza zbrodni”, który postanowił wzbogacić się cudzym telefonem, mogłaby być scenariuszem tragikomedii. Niestety, to rzeczywistość.
Jakież to musiało być emocjonujące widowisko dla operatorów miejskiego monitoringu! Kamera uchwyciła, jak mężczyzna „po cichaczu” przysiada się do drzemiącego na przystanku mężczyzny, po czym z wprawą wyciąga coś z kieszeni jego kurtki. Ach, ta subtelność!
Tyle że pech chciał, iż nie tylko monitoring czuwał, ale i policja postanowiła zrobić mu niespodziankę. Widząc mundurowych, złodziej wykazał się niebywałą strategią – zaczął się oddalać. Sprytnie! Jak wiadomo, powolny spacer to najlepsza metoda na ucieczkę przed funkcjonariuszami. Nic dziwnego, że finał tej „misji” był łatwy do przewidzenia – zatrzymanie i kontrola, która ujawniła łup.
Teraz 43-latek stanie przed wymiarem sprawiedliwości, a my możemy tylko podziwiać jego brak instynktu samozachowawczego. Może i monitoring miejski nie wygrywa Oscarów, ale na pewno dostarcza niezłych thrillerów – z tym że dla złodziei kończą się one raczej w komisariacie niż na czerwonym dywanie.
Morał? Unikać drzemek na przystankach i pamiętać, że za tablicami „miasto monitorowane” skrywa się… naprawdę monitorowane miasto.












