Józef Cyppek, okrzyknięty „rzeźnikiem z Niebuszewa”, „pierwszym, polskim, seryjnym mordercą”, czy „kanibalem” to mrożąca krew w żyłach historia sprzed ponad 70 lat. Historia opowiedziana w filmie „Miasto nocą”. W styczniu ubiegłego roku pół tysiąca Szczecinian, w kinie, obejrzało historię kanibala zainspirowaną „rzeźnikiem z Niebuszewa”. Do dziś na jego temat krąży wiele miejskich legend. Czy Józef Cyppek był seryjnym mordercą, czy zabił jedną osobę, czy ćwiartował swoje ofiary, czy kiedykolwiek poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania?
O Józefie Cyppku od ponad 70 lat krążą legendy, powstają kolejne mity, teorie i hipotezy. Mówiono o nim w całej Polsce. W szczecińskich mieszkaniach straszono Cyppkiem dzieci, a lokalu przy Niemierzyńskiej 7, w którym mieszkał, bardzo długo nikt nie chciał wynająć.
Dlaczego ta historia mrozi krew w żyłach? Bo Józefa Cyppka okrzyknięto kanibalem, który miał ćwiartować swoje ofiary, szczątki ciał miały trafiać na bazar. Nie wiadomo czy kiedykolwiek dowiemy się jaka była prawda i czy legendy należy zostawić między książkami, ale wiadomo że to historia, o której powstały książki i która trafiła do kin.
11 września 1952 roku późnym wieczorem Józefa Cyppka zatrzymuje milicja. Powód- podejrzenie zabójstwa sąsiadki. Milicjanci wezwani przez męża zaginionej Ireny Jarosz widzą coś makabrycznego, coś czego nie zapomną do końca życia – poćwiartowane ciało kobiety bez głowy. Mąż rozpoznaje, że to Irena Jarosz. Wcześniej, kiedy milicja przychodzi do domu Cyppka nie ma, bo ten akurat był w kinie Młoda Gwardia, gdzie oglądał „Wilhelma Tella”. Kiedy wrócił, bez oporów wpuścił milicjantów do mieszkania. Notatka służbowa jednego z nich brzmiała jak scenariusz horroru:
W pokoju na kanapie leżały zwłoki Ireny, z odciętą głową, rękami, nogami i wyciągniętymi wnętrznościami. Ręce i jedno udo przy szafie. Wnętrzności – w wiadrze pod oknem. W kuchni na zlewie, krzesłach i drzwiach czerwone plamy – część nieudolnie pościerana. Na półce przy kaflowej kuchni miska do połowy wypełniona czerwoną cieczą. Obok maszynka do mielenia mięsa ze śladami mielenia. Na talerzach serce i wątroba ludzka. Na stole na patelni niedojedzona jajecznica z jakimś tłuszczem. Obok chleb ze smalcem, sałatka z pomidorów i kawałek surowego mięsa, chyba wołowego. Po mieszkaniu walały się butelki po piwie i wódce.
Historia wstrząsnęła całym krajem. Władza ludowa w powojennej Polsce nie chciał rozgłosu i niepokoju wśród mieszkańców. Sprawę załatwiła szybko. Zaledwie tydzień po zatrzymaniu Cyppek słyszy wyrok – kara śmierci. Później błyskawiczna egzekucja. Akta tej sprawy nie zawierają wiele stron. Tak na prawdę nikt nie sprawdził czy zamordował inne osoby, ale pojawiły się przecieki ze śledztwa. Powstała legenda: Cypek miał zabić kilkadziesiąt osób a ludzkie mięso po przemieleniu sprzedawał niemieckim handlarzom na bigos, odcięte głowy topił w jeziorze Rusałka. W jednych zeznaniach, zdaniem autora książki o Cyppku, wymuszonych przez UB i Milicję Obywatelską, przyznał się do winy, ale chwilę później Cyppek napisał do Bolesława Bieruta prośbe o ułaskawienie. Twierdził, że zabił nie on, a jego sąsiad, z którym brał udział w libacji i któremu towarzyszyła kochanka. Milicja Obywatelska nikogo nie przesłuchała. Funkcjonariusze nie pobrali nawet odcisków palców z miejsca i narzędzi zbrodni takich jak młotek, nóż i piła.
Karę śmierci wykonano niecałe dwa miesiące od wyroku. Kilka tygodni później milicja zdecydowała się osuszyć jezioro Rusałka, gdzie Cyppek miał wrzucić głowę Ireny Jarosz. Na dnie kolejne, makabryczne zanalezisko. I tutaj źródła różnie podają. Jedni piszą o kilku, inni kilkunastu odkrytych czaszkach, głównie dziecięcych.
Kiedy trzy lata temu na budynku, w którym mieszkał Józeff Cyppek ktoś zawiesił tablicę upamiętniającą „Rzeźnika z Niebuszewa” w mieście zawrzało. Na tablicy napisano:
W tej kamienicy w latach 50-tych ubiegłego wieku żył Józef Cyppek. Człowiek, który na parterze tej kamienicy dokonywał brutalnych morderstw, a następnie z ciał ofiar wytwarzał przetwory mięsne, które sprzedawał na pobliskim targowisku. Pozostałości wrzucał do Jeziora Rusałka w pobliskim Parku Kasprowicza. Podczas śledztwa w jeziorze odnaleziono wiele szczątek ludzkich. W przeważającej mierze były to kości oraz czaszki dzieci. Udowodniono mu tylko jedno zabójstwo.
Sprawa zbulwersowała Jarosława Molendę, pisarza, autora książki „Rzeźnik z Niebuszewa. Seryjny morderca i kanibal czy kozioł ofiarny władz PRL-u?”. Jarosław Molenda we wstępie opisuje powojenną historię Szczecina, dociera do dokumentów ze śledztwa oraz obnaża nierzetelności w prowadzeniu śledztwa. Po zamontowaniu tablicy grzmiał na swoim profilu facebookowym:
Znam rodzinę zamordowanej pani Ireny. Czy ktoś pomyślał, jak oni będą się czuć? Czy naprawdę w tym kraju poziom głupoty osiągnął już dno szamba? Naprawdę uważacie Państwo, że taka tablica jest na miejscu? Dla mnie osobiście to skandal. Czy w Szczecinie brakuje innych osób godnych upamiętnienia?
A w ubiegłym roku do kin trafił film inspirowany historią Cyppka. „Miasto nocą” to oparta na aktach sprawy rekonstrukcja najokrutniejszej zbrodni w powojennym Szczecinie.
– Możliwość dotarcia do szerszego odbiorcy, kontakt z widownią, seanse w kinach, zbieranie opinii i rozmowy na temat filmu są czymś niesamowitym – myślę, że właśnie o to chodzi w robieniu filmów. Doprowadzenie poważnej i sporej produkcji do końca dało poczucie czegoś w rodzaju spełnienia. W dodatku zbliżyłem się i oswoiłem z tematem śmierci. Makabryczne historie jestem w stanie potraktować profesjonalnie jak policjant z wydziału kryminalnego albo lekarz sądowy . Praca nad filmem siłą rzeczy zmusiła mnie do akceptacji takiej tematyki, ale pewne momenty na pewno zostaną do końca życia, jak realizacja sceny w prosektorium – mówi Paweł Lewandowski , reżyser filmu fabularnego „Miasto nocą – powrót rzeźnika z Niebuszewa”.
Do dziś nie wiadomo ile jest prawdy w serii brutalnych morderstw, które przypisuje się Cyppkowi. „Rzeźnikowi z Niebuszewa” tak na prawdę udowodniono tylko jedną zbrodnię. To, że był seryjnym mordercą, to legenda. Legenda, która jednak nadal ma się dobrze i nadal zyskuje zwolenników, bo jednak to w jego mieszkaniu znaleziono poćwiartowane ciało, w opinni lekarza sądowego, wręcz z rzeźniczą precyzją.
Tego, że w powojennym Szczecinie grasował seryjny morderca nikt nie podważa, ale zbyt wiele luk, mało akt sprawy, brak przesłuchań, błyskawiczny proces i ekspresowa egzekucja – to sprawia, że do dziś historycy są podzieleni czy Cyppek słusznie otrzymał miano „Rzeźnika z Niebuszewa”.