Kilka dni temu pojawiła się informacja, że w lasach w okolicach Koszalina zauważono…pumę lub geparda. Dokładnie nie wiadomo. Leśnicy spenetrowali lasy z dronem i kamerą termowizyjną. I ani śladu. Mamy więc chyba zachodniopomorskiego potwora z Loch Ness.
Gustaw Kramer – pamiętny bankier z obu części „Vabanku” Juliusza Machulskiego na wieść o czekającej go podróży lotniczej miał stwierdzić: „nikt mi nie powie, że to normalne, żeby maszyna w powietrzu latała”. Trawestując jego słowa można rzec: „nikt mi nie powie, że to normalne, żeby w Zachodniopomorskiem pojawiały się w lasach pumy lub gepardy”. Ale takich dożyliśmy czasów.
Media coraz częściej donoszą o przypadkach bliskich spotkań z egzotycznymi zwierzakami. Pod koniec grudnia w Szczecinie – w Odrze widziano parę delfinów zwyczajnych. Kilka dni temu np. informowano o pojawieniu się wilków, najpierw pod Przęsocinem koło Polic, a potem w podszczecińskim Wołczkowie. Nie widziano natomiast, żeby ktoś z nimi tańczył. Nie są więc to przygotowania do realizacji zachodniopomorskiej wersji oscarowego hitu sprzed lat.
Dwa lata temu widziano w Bałtyku w Kołobrzegu …rekina. Uzdrowisko od lat jest modne, więc ktoś może przypuszczać, że mogło chodzić np. o jakiegoś rekina finansjery lub rekina świata przestępczego. Nie były to też przymiarki do lokalnej wersji „Szczęk”. Ale to był prawdziwy rekin, pokręcił się trochę, narobił szumu w mediach i zniknął. Została po nim tylko nadmorska legenda, sporo zdjęć charakterystycznej płetwy wystającej z wody oraz chwilowa moda na rekina w kołobrzeskich smażalniach.
Teraz w podkoszalińskich lasach widziano tajemniczego dzikiego kota – pumę lub geparda. Skąd się wziął? Albo uciekł z prywatnej hodowli lub prywatnego zoo, albo kiedy podrósł znudził się komuś jako zabawka i został porzucony w lesie. Czy to puma czy gepard, nie wiadomo, Podobno jednak już jesienią ubiegłego roku nieźle nastraszył swoim widokiem kilku grzybiarzy oraz „wjechał na ambicję” niektórym myśliwym, którym marzył się łeb dzikiego i egzotycznego kota wiszący na ścianie lub nad kominkiem obok innych tego typu „trofeów” i powodów do „dumy”. No, cóż niektórzy mają różne dziwne hobby związane z myślistwem np. polowania na obniżki w dyskontach spożywczych.
Jeden z bohaterów polskiej komedii sprzed lat pt. „Skradziona kolekcja” (według powieści sławnej Joanny Chmielewskiej) był podrywaczem i kobieciarzem. Ale specjalizował się zwłaszcza w uwodzeniu mężatek. I jak rasowy myśliwy, jako zdobycze, wieszał na ścianie w mieszkaniu zdjęcia zdradzonych mężów ozdobione rogami.
Ale wracajmy do pumy czy geparda. Informacje z ostatniej chwili brzmią tak: „strażnicy leśni oraz strażacy wyposażeni w drona z termowizją sprawdzili, gdzie dziki kot miał być widziany. I nic – ani widu, ani słychu, żadnych śladów, ani zdjęć z fotopułapek. Pojawia się więc kilka hipotez. Albo dzikiego kota w ogóle nie było, albo nie wytrzymał mrozów i ruszył w drogę w poszukiwaniu cieplejszych obszarów, albo gdzieś się „zamelinował” i wróci jak śniegi spłyną. Albo Zachodniopomorskie zyska kolejną atrakcję turystyczną – pumę lub geparda spod Koszalina – takiego naszego lokalnego potwora z Loch Ness, Wielką Stopę, czy Yeti – Człowieka Śniegu. Od czasu do czasu pewnie jakiś myśliwy przy gorącym bigosie i zimnej wódzie będzie snuł jakieś bajdy o swoich spotkaniach z pumą np. że już ją prawie dopadł, już ją miał na celowniku, ale wtedy ta dała susa i schroniła się w krzakach, czy innych zaroślach. Ale następnym razem, to on jej jeszcze pokaże!
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)












