Polityka, jaka jest, każdy widzi. Istniejemy w przestrzeni jako zwierzęta stadne, a zarządzają nami wybrani przedstawiciele watahy homo sapiens. Wydawałoby się, że to absolutnie sprawiedliwe i akceptowane, prawda?
Doskonałym przykładem jest wygrana Karola Nawrockiego w wyborach. Powoływanie się na statystyki odnośnie wykształcenia czy płci, głosów z miast i wsi. Jedna strona chwali się patriotyzmem i kolorami flagi, podkreślając wartości prezydenta elekta. Druga strona płacze i przywdziewa się w ciemne kolory, symbolizujące ich porażkę. Obydwie strony barykady wyzywają siebie wzajemnie: za pustą głowę, za brak zrozumienia, za francuski. Wyzywając siebie wzajemnie za krótkowzroczność, imbecylizm, zwrot ku prawicy, zamiast w kierunku lewicy. Najczęściej używane słowa w ciągu ostatnich dni? „Komunista”, „patriota”, „bonjour”…
Co politycy na to? Im to chyba na rękę. Skłóconym społeczeństwem podobno łatwiej sterować. Lepiej dzielić, niż łączyć. Prościej wyzwolić lęk, niż jakąkolwiek satysfakcję z działania systemu parlamentarnego czy senackiego.
Próba rozmowy czy szukania argumentów od zwolenników którejkolwiek ze stron kończy się prostym: „bo nie myślisz”. Zadanie pytania w przestrzeni internetowej skutkuje kolejnymi wyzwiskami, pomimo braku elementu emocjonalnego w wypowiadanych zdaniach.
Po rozpadzie Solidarności Jarosław Kaczyński i Donald Tusk byli gotowi zawiązać koalicję. 20 lat później są swoimi nemezis.
Za czasów Adama Małysza, „małyszomania” i skoki narciarskie łączyły cały naród. Obecnie politykę wciska się nawet do sportu. Wygrana kogoś może być zależna od działania, czy zachcianki danej partii politycznej.
Panujący duopol spowodował, że wybory stały się nierówną walką gladiatorską między kandydatami. Zamiast zagłosować na kogoś, kto podpasuje naszemu światopoglądowi, w drugiej turze wybieramy „mniejsze zło”. Roztrząsamy, czy Polska ma zachorować na dżumę czy cholerę.
A powinniśmy szukać kompromisu, nie podziału. Dążyć do zgody, bo mamy te same wartości. Większość Polaków ma. Zamiast tego jesteśmy podzieleni na wieś i na miasto, na zachód i na wschód.
Politycy dobrze nas wytresowali. Okrągłe 36 lat wolności umożliwiło przeprogramowanie ostrożności przed komunistami w maszynę nienawiści wobec sąsiada o innych poglądach. Możemy temu ulec i pozwalać na destrukcję narodu od środka poprzez erystykę, propagandę, tanie chwyty wywołujące lęk. Możemy jednak spowolnić autodestrukcję. Wystarczy szukać i chociaż spróbować zrozumieć moralność drugiej strony. Nie jest to łatwe, bo wymaga szukania argumentów i źródeł bardziej obiektywnych niż stacje telewizyjne.
Jednak jest to możliwe. Wystarczy racjonalne korzystanie z daru wolnej woli.
Szczecin obrał kierunek centrum i lewicy. Większość mieszkańców od lat głosuje na Platformę Obywatelską i inne ugrupowania będące bardziej „na lewo” i na „centrum”. Pomimo Prawa i Sprawiedliwości na kolejnej pozycji większość mieszkańców sympatyzuje z poglądami bardziej liberalnymi.
Niezależnie od poglądów frekwencja w wyborach rośnie z wyborów na wybory. Ludzie nie chcą popierać ślepo duopolu. Przyszłość narodu leży w rękach coraz to młodszych pokoleń, idących do urn. Można krytykować, że kiedyś będzie istniał duopol skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, lecz z drugiej strony – niezależnie od wyboru, każdy polityk zostanie obrzucony krytycznymi komentarzami. Zawsze ktoś będzie niezadowolony z wyników.
Zadowolony będzie tylko deweloper, budujący samotny wieżowiec pośrodku wykarczowanego lasu.












