Prezydent Karol Nawrocki zawetował dziś ustawę o powołaniu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. To fakt, który przejdzie do historii nie tylko jako decyzja polityczna, ale przede wszystkim jako moment, w którym władza centralna odwróciła się od jednej z najważniejszych inicjatyw ekologicznych ostatnich dekad. Dla Pomorza Zachodniego to cios – dla przyrodników, dla wielu samorządowców, dla społeczników, którzy od lat walczyli o ten projekt. I co najbardziej bolesne, dla ludzi, którzy jeszcze wierzyli, że polityka i ekologia mogą w Polsce iść w parze.
Prezydent, w komunikacie Kancelarii, tłumaczy swoją decyzję troską o rozwój gospodarczy regionu, brak wystarczających analiz i niewystarczające konsultacje społeczne. Mówi, że park mógłby utrudnić inwestycje i ograniczyć swobodę samorządów. Ten przekaz do prezydenta wędrował głównie z Gryfina, które jako jedyny samorząd sprzeciwiało się powstaniu Parku Narodowego w swoich granicach. Kuriozalne jest to, że ci, którzy o zablokowaniu rozwoju najwięcej mówili, z rozwojem sobie nie radzą od tal nawet bez parku – Gryfino we wszystkich rankingach wygląda co najmniej słabo jako gmina, bez animuszu inwestycyjnego – mało która gmina na Pomorzu Zachodnim żyje w takiej stagnacji jak Gryfino.
Potencjalne blokowanie inwestycji poprzez utworzenie parku to oficjalna narracja skrajnej prawicy. Tyle że dla ludzi, którzy znają ten teren i wiedzą, czym jest Międzyodrze, brzmi to jak pretekst absurdu. Odra i jej rozlewiska to jedno z ostatnich miejsc w Polsce, gdzie natura wciąż oddycha pełną piersią. Zamiast gwarancji ochrony Międzyodrze otrzymało dziś od Karola Nawrockiego polityczny gest – i to gest wymierzony w przyszłość środowiska. Trudno nie dostrzec tu rozdźwięku między deklaracjami a czynami. W kampanii Nawrocki mówił o poszanowaniu środowiska, o „równowadze między człowiekiem a przyrodą”. Weto wobec ustawy, która miała utworzyć pierwszy park narodowy od 24 lat, pokazuje, jak niewiele te słowa znaczyły. Wyborcy prezydenta, skupieni na innych sprawach, prawdopodobnie nawet tego nie zauważą, że ich lider znowu ich okłamał. A jeśli zauważą – być może uznają, że „to nie czas na ekologię”. Tyle że ten czas nigdy nie jest wygodny, a przyroda nie może czekać na polityczne kalkulacje. Odra, doliny, mokradła, torfowiska – one nie mają zaplecza medialnego ani własnych rzeczników w Sejmie.
Zwolennicy parku narodowego również nie są bez winy. Część z nich, szczególnie w sieciach społecznościowych, popełniła błędy identyczne jak środowiska liberalne po przegranej kampanii Rafała Trzaskowskiego – zamiast przekonywać, zaczęli obrażać. Politycy Koalicji Obywatelskiej w dyskusjach często prezentowali język pogardy: „debil”, „ciemniak”, „nieuk” wobec tych, którzy parku się bali. Może to nawet trafne określenia, ale politycznie – samobójcze. Brak dyplomacji, brak empatii i brak strategii informacyjnej sprawiły, że wielu ludzi, których można było przekonać, po prostu się od tej idei odwróciło.
Błędy popełniono także na poziomie organizacyjnym. Delegacja na ostatnie spotkania z szefem kancelarii prezydenta RP, Zbigniewem Boguckim, składała się z osób, które wcześniej publicznie krytykowały swojego rozmówcę. Czy można się dziwić, że rozmowy niewiele dały? Trudno też traktować poważnie słowa niektórych lokalnych polityków, którzy mówią o ekologii, a jednocześnie nie potrafią poradzić sobie z nielegalnymi wysypiskami w swoich gminach. Wiarygodność jest tu równie ważna jak argumenty. A jeśli ktoś, kto mówi o przyrodzie – jak wójt Kołbaskowa, a nie potrafi zapanować nad własnym podwórkiem, to jego słowa nie mają żadnego ciężaru.
Nie zmienia to jednak faktu, że park narodowy Doliny Dolnej Odry powinien powstać. To nie jest kwestia polityki ani emocji, tylko odpowiedzialności za to, co zostawimy po sobie. Nawrocki nie będzie prezydentem wiecznie, ale jego decyzja zapisze się w historii. Przyroda jeszcze przez chwilę wytrzyma z tym prezydentem. Prezydent – bez głosu tych, którzy troszczą się o naturę – może nie przetrwać w pamięci jako ktoś, kto zasłużył na szacunek.
Dla Pomorza Zachodniego to nie jest koniec, ale moment prawdy. Tej idei nie można porzucić, bo w przeciwnym razie projekt umrze, a razem z nim zginie wiara, że można coś zrobić mimo polityki. Jeśli jednak zwolennicy parku zrozumieją swoje błędy i zaczną budować mosty zamiast barykad, park w końcu powstanie. Bo nie ma alternatywy: Dolina Dolnej Odry zasługuje na ochronę, nie na litość. A Nawrocki – czy tego chce, czy nie – bohaterem będzie jedynie dla ludzi pokroju Dariusza Mateckiego.












