Home Felietony  Polityka w wersji „like”. Gdy kampania trwa bez przerwy
Felietony Polityka

Polityka w wersji „like”. Gdy kampania trwa bez przerwy

521
marszałek geblewicz
Screen z FB Aleksandry Kopińskiej-Szykuć.

Marszałek Olgierd Geblewicz pochwalił się ostatnio w mediach społecznościowych: „W ubiegłym tygodniu moje posty uzyskały ponad 3000 reakcji. Dziękuję wszystkim za wsparcie”. Liczby wyglądają imponująco, ale reakcja opinii publicznej – już mniej. Pojawiły się głosy krytyki i refleksji nad tym, czym dziś stała się polityczna komunikacja w sieci.

Opinia autorstwa Aleksandry Kopińskiej-Szykuć zwróciła uwagę na mechanizm „dopalań” kampanii za publiczne pieniądze. Słusznie zauważyła, że w świecie, w którym polityka zaczyna przypominać reality show, coraz trudniej dostrzec granicę między działaniem promocyjnym a zwykłą autoprezentacją. Wskazała też, że w samorządowych mediach społecznościowych coraz mniej miejsca zajmuje rozmowa o realnych problemach regionu, a coraz więcej – zdjęcia z gali, mikrofony, modne stylizacje i podróże „inspiracyjne”.

– (…) Niepoliczalne już powoli gale, outfity i foty z mikrofonami, gdzie urzędnicy stają się celebrytami. W camperach, na obozach przetrwania, samodoskonalenia czy „ogólnie”. Niebawem pewnie jadąc na niedźwiedziu. Tylko w Rosji ta komunikacja ma przekonać o sile przywódcy, a u nas? A u nas nie wiadomo nawet, kto w Marszałkowskim pracuje, jak wynika z prasy. Kiedy pytam, co z konkursem na dyrektora MCN, to dostaję odpowiedź, że nie podjęto jeszcze decyzji. W kwietniu Pan który dziś jest p.o. zostanie pewnie przesunięty na to stanowisko ot tak. Bo po co konkurs, skoro kolega chciałby się sprawdzić w kulturze. Marszałek zachęcał do składania pomysłów na Willę Quistorpa. I co? Cisza, aż w uszach szumi. Po co nam te inspirujące gale i gadki o możliwościach, jeśli zakres możliwości to głównie możliwości politycznej autoprezentacji.

Polityka w epoce selfie

Dzisiejsza komunikacja polityczna coraz częściej przypomina strategię influencerów. Liczą się zasięgi, emocje i wizerunek – nie treść. Politycy, zamiast rozmawiać z obywatelami o planach rozwoju regionu, wypełniają swoje profile seriami postów o bieżących wydarzeniach, w których to oni grają główną rolę. Zdjęcia z inwestycji, przecinanie wstęg, relacje z wydarzeń – często przedstawiane są jako osobiste osiągnięcia, nawet jeśli stoją za nimi całe zespoły lub wcześniejsze decyzje poprzedników.

Zamiast wizji przyszłości, pojawia się marketing teraźniejszości. Politycy coraz rzadziej mówią o tym, jak wyobrażają sobie miasto czy województwo za 20 lat. Zamiast długofalowych planów, mamy festiwal szybkich komunikatów, w których liczy się liczba polubień i serduszek. W efekcie debata publiczna zamienia się w plebiscyt popularności, a nie dyskusję o strategii.

I to, co boli zastanawia coraz bardziej: ten prywatny wizerunek politycy budują za publiczne pieniądze. Przecież wiele z tych działań finansowanych jest ze środków przeznaczonych na promocję instytucji. Oficjalnie – by „budować pozytywny wizerunek regionu”, w praktyce – by budować pozytywny wizerunek konkretnego polityka. Granica między tym, co publiczne, a tym, co prywatne, staje się niebezpiecznie płynna. Kampania nigdy się nie kończy – trwa przez całą kadencję, tylko bez billboardów i spotów wyborczych.

To nie jest wyłącznie problem lokalny. W całej Polsce media społecznościowe samorządowców coraz bardziej przypominają sceny z serialu o ich życiu zawodowym. Zamiast analiz, raportów, konsultacji – pojawiają się kolejne zdjęcia, często z profesjonalną obróbką i przygotowanym tłem. Polityk staje się marką, a jego profil – sklepem z wizerunkiem.

I co dalej? Trudno wymagać od obywateli zaufania, jeśli władza skupia się głównie na autopromocji. Trudno też budować wspólnotę, jeśli komunikacja sprowadza się do jednostronnych przekazów i zdjęć z eventów. Obywatele chcieliby wiedzieć nie tylko, kto z kim się sfotografował, ale przede wszystkim – jak ich miasto, region czy kraj będzie wyglądał za 10, 20, 30 lat. Politykom chyba coraz trudniej pogodzić się z tym, że prawdziwe przywództwo nie potrzebuje filtrów ani kampanijnego światła. Potrzebuje odwagi, by mówić o tym, co trudne – i pokory, by słuchać tych, którzy nie zostawiają lajków, tylko pytania.

Powiązane artykuły

bon senioralny wchodzi do gry. miliony złotych także dla gmin w zachodniopomorskiem
Polityka

Bon senioralny wchodzi do gry. Miliony złotych także dla gmin w Zachodniopomorskiem

Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wprowadzającą bon senioralny, dzięki któremu gminy –...

jak jedna krowa zabiła 300 osób
Felietony 

Jak jedna krowa zabiła 300 osób

Już niedługo będziemy obchodzić kolejną rocznicę jednej z najsławniejszych bitew świata –...

co robić w taką pogodę?
Felietony 

Co robić w taką pogodę?

Jedni nie wychodzą z domów, inni szukają orzeźwienia gdzieś nad wodą, jeszcze...

boli głowa – wybrać się w tropiki czy do pobierowa
Felietony 

Boli głowa – wybrać się w tropiki czy do Pobierowa

To dla wielu może być taki wakacyjny, szekspirowsko-nadbałtycki dylemat: „być, albo nie...