Po serii publikacji dotyczących studiów Executive MBA oraz zasiadania w Radzie Nadzorczej Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Policach Paweł Malinowski opublikował obszerne oświadczenie. Dokument liczy kilka stron, zawiera szczegółowe wyjaśnienia, przeprosiny i deklaracje współpracy z organami prowadzącymi postępowania. W całym oświadczeniu zabrakło jednak odpowiedzi na pytanie, które od kilku dni najczęściej pojawia się wśród mieszkańców: czy osoba znajdująca się w centrum tak poważnych kontrowersji powinna nadal pełnić funkcję publiczną?
Lektura oświadczenia pokazuje, że autor koncentruje się przede wszystkim na wykazywaniu, iż nie działał umyślnie i nie miał zamiaru wprowadzać kogokolwiek w błąd. W przypadku studiów MBA podkreśla, że nigdy nie twierdził, iż ukończył kierunek i uzyskał dyplom. W odniesieniu do zasiadania w radzie nadzorczej przekonuje natomiast, że był przekonany o spełnianiu wymogów formalnych, a gdy pojawiły się wątpliwości, sam złożył rezygnację i zwrócił pobrane wynagrodzenie wraz z odsetkami.
Mieszkańcy nie oczekiwali wyłącznie wyjaśnień dotyczących formalności. W debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie o odpowiedzialność polityczną i moralną osób pełniących funkcje publiczne. W swoim oświadczeniu Malinowski przyznaje, że sytuacja wywołała negatywne emocje, przeprasza wyborców oraz deklaruje wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Nie wyciąga jednak najdalej idących konsekwencji wobec samego siebie. To właśnie ten element może budzić największe kontrowersje. W wielu podobnych przypadkach politycy, samorządowcy czy urzędnicy decydowali się na rezygnację ze stanowisk nie dlatego, że zapadły wobec nich prawomocne wyroki, lecz dlatego, że utracili część społecznego zaufania niezbędnego do sprawowania funkcji publicznej. W oświadczeniu Pawła Malinowskiego nie ma ani słowa o gotowości do ustąpienia. Jest zawieszenie członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, są przeprosiny, jest deklaracja współpracy z organami państwa, ale nie ma informacji o rezygnacji z pełnionej funkcji.
Zwraca uwagę również sposób komunikacji z mieszkańcami. Oświadczenie zostało opublikowane w mediach społecznościowych, jednak możliwość komentowania wpisu została wyłączona. Trudno nie dostrzec pewnego paradoksu. Dokument wielokrotnie odwołuje się do transparentności, odpowiedzialności i szacunku dla opinii publicznej, jednocześnie odbierając mieszkańcom możliwość zadania pytań lub wyrażenia własnej opinii bezpośrednio pod publikacją. W efekcie jednostronny komunikat zastąpił publiczną dyskusję, której wielu mieszkańców oczekiwało.
W swoim stanowisku Malinowski apeluje o rzetelność, domniemanie niewinności i spokojną ocenę faktów. To argumenty zrozumiałe i ważne w demokratycznym państwie prawa. Nie zmienia to jednak faktu, że funkcje publiczne opierają się nie tylko na przepisach, ale również na zaufaniu społecznym. Właśnie to zaufanie zostało w ostatnich dniach poważnie nadszarpnięte.
Dlatego opublikowane oświadczenie prawdopodobnie nie zakończy dyskusji. Dla zwolenników Pawła Malinowskiego może być próbą uporządkowania faktów i przedstawienia własnej wersji wydarzeń. Dla krytyków będzie raczej dowodem na to, że polityk skupia się na tłumaczeniu okoliczności sprawy, unikając odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy po wszystkich ujawnionych informacjach nadal posiada mandat zaufania społecznego pozwalający na dalsze sprawowanie funkcji publicznej.
Na razie odpowiedź, jaką otrzymali mieszkańcy, brzmi: przepraszam, wyjaśniam, współpracuję z organami państwa, ale nie odchodzę.
Przypomnijmy, o co chodzi w sprawie Pawła Malinowskiego
Dzisiejsze oświadczenie Pawła Malinowskiego nie pojawiło się w próżni. Jest odpowiedzią na publikacje i pytania, które od kilku dni stawiają mieszkańcy oraz media. Sednem sprawy są dwie kwestie: sposób przedstawiania wykształcenia związanego ze studiami Executive MBA oraz okoliczności zasiadania w Radzie Nadzorczej Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Policach.
Pierwsza dotyczy studiów Executive MBA w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu. Przez lata na profilu LinkedIn Pawła Malinowskiego widniała informacja wskazująca na odbycie studiów MBA w latach 2011–2013. Dla przeciętnego odbiorcy taki wpis mógł sugerować ukończenie prestiżowego programu i uzyskanie kwalifikacji potwierdzonych dyplomem. Tymczasem z informacji przekazanej przez rektor uczelni wynika, że Paweł Malinowski nie ukończył tych studiów, nie posiada świadectwa ich ukończenia i nadal figuruje jako uczestnik studiów podyplomowych. Sam zainteresowany tłumaczy dziś, że nigdy nie twierdził, iż posiada dyplom MBA, a jedynie informował o uczestnictwie w studiach. Problem polega jednak na tym, że przez lata nie pojawiło się publiczne doprecyzowanie tej kwestii, mimo że informacja mogła budować określony wizerunek zawodowy i polityczny.
Jeszcze poważniejsze pytania dotyczą jednak zasiadania w Radzie Nadzorczej PEC Police. Z dokumentów wynika, że Paweł Malinowski został powołany do tego organu w sierpniu 2024 roku i pobierał z tego tytułu wynagrodzenie. W przypadku spółek komunalnych przepisy nie pozostawiają dużej swobody interpretacyjnej. Kandydaci do rad nadzorczych muszą spełniać konkretne wymagania ustawowe, dotyczące wykształcenia, doświadczenia zawodowego lub posiadania określonych uprawnień. To nie są formalności, lecz zabezpieczenia mające chronić majątek publiczny przed przypadkowymi nominacjami politycznymi.
Właśnie dlatego pojawiły się pytania o to, czy wszystkie wymagania zostały w tym przypadku spełnione oraz kto i w jaki sposób zweryfikował kwalifikacje kandydata przed jego powołaniem. Sprawa nie dotyczy wyłącznie samego Pawła Malinowskiego. Dotyczy również osób, które podjęły decyzję o jego nominacji. Jeżeli bowiem doszło do powołania osoby niespełniającej wymogów ustawowych, odpowiedzialność za taką decyzję nie kończy się na samym nominowanym.
Dodatkowe emocje budzi fakt, że rezygnacja z rady nadzorczej nastąpiła dopiero po kilku miesiącach pełnienia funkcji. W swoim oświadczeniu Paweł Malinowski podkreśla, że zrezygnował natychmiast po powzięciu wątpliwości co do swojej sytuacji prawnej oraz zwrócił pobrane wynagrodzenie wraz z odsetkami. Krytycy zwracają jednak uwagę, że nie wyjaśnia to, dlaczego wcześniej nie doszło do dokładnej weryfikacji kwalifikacji.