Pasjonat z krwi i kości. Człowiek, którego pasja prowadziła przez całe życie. Wielokrotnie nagradzany muzyk, aktywnie działający na rzecz rozwoju muzyki. Założyciel Stowarzyszenia Orkiestra Jazzowa, a także dyrektor artystyczny festiwalu Szczecin Jazz – jednego z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce. Laureat nagrody „Szczecinera” w kategorii działalność kulturalna. Jazzowy ambasador miasta Sylwester Ostrowski opowiada o jazzie, festiwalu i Szczecinie.
Kiedyś usłyszałam, że jazzu nie trzeba rozumieć – jazz trzeba doceniać. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?
Sylwester Ostrowski: Przede wszystkim jazz trzeba czuć. Dlatego mówi się potocznie, że ktoś „czuje bluesa” albo że „nie czuje”. Albo to łapiesz, „kumasz”, albo to po prostu nie dla ciebie. Tu chodzi o emocje – odczuwanie, przeżywanie. Feeling – to kolejne słowo często używane w kontekście jazzu. To sfera emocjonalna, bardzo subiektywna. Nie zawsze racjonalna czy naukowa – chociaż jazz potrafi też być intelektualny i logiczny.
Jesteś dyrektorem artystycznym Szczecin Jazz Festival, który z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością. Czy zaryzykujesz stwierdzenie, że Szczecin staje się polską stolicą jazzu?
To dość wyświechtany slogan, którego używa się w wielu miastach. „Jazz nad Odrą”? Od razu mówią, że Wrocław to stolica polskiego jazzu. Bielska Zadymka? Bielsko-Biała – stolica. Jazz Jantar – Gdańsk stolicą. I tak w kółko.
Ja wiem jedno: na Szczecin Jazz grali Erykah Badu, Wynton Marsalis, Dianne Reeves, Kenny Garrett i wielu innych gigantów jazzu. To największe nazwiska na świecie. Jeśli porównać to do teatru – to tak, jakby występowali u nas Brad Pitt, Colin Firth czy Meryl Streep. W muzyce klasycznej – ktoś pokroju Bruce’a Liu czy Anne-Sophie Mutter.
Słyszałaś, żeby w Szczecinie, na przykład na Kontrapunkcie, wystąpiła Meryl Streep? Ja nie. Więc odpowiedz sobie sama – na jakim poziomie jest Szczecin Jazz.
Pamiętasz dokładnie moment, w którym postanowiłeś, że zostaniesz muzykiem?
Muzyka była obecna w moim domu od zawsze. Ojciec grał na saksofonie, więc wszystko przyszło dość naturalnie. Do szkoły muzycznej poszedłem jednak stosunkowo późno – dopiero jako siedemnastolatek. Praktycznie od razu zetknąłem się z jazzem.
Pamiętam koncert Zbigniewa Namysłowskiego w 1994 roku. Grał w klubie studenckim „Pinokio” w ramach „Poniedziałków jazz-fana”, które organizował Przemek Bejster. Wyszedłem z tego koncertu oszołomiony. Wiedziałem już, że chcę grać jazz. Poczułem bluesa (śmiech).
Tworzyć czy odtwarzać?
Tworzyć.
Czy Szczecin to dobre miejsce dla początkujących muzyków i artystów?
Umiarkowanie. Jest lepszym miejscem niż zachodniopomorskie Pyrzyce, chińskie Xiamen czy włoskie Bari, ale gorszym niż holenderskie Amersfoort, katalońska Barcelona czy Poznań. I to zarówno dla początkujących muzyków, jak i dla tych, którzy są w obiegu już od lat.
Jakiej muzyki słuchasz poza jazzem?
Dobrej. Dzielę muzykę na dobrą i resztę.
Czy jazz ewoluuje? Jaki będzie za kilka lat? Czy będzie dawał ukojenie przestymulowanym umysłom, czy raczej inspirował do działania?
Jazz to muzyka akcji. Emanuje ekspresją, emocjami, impresją. To czysta improwizacja. Jazz nieustannie ewoluuje – i zdecydowanie inspiruje do działania.
Otrzymałeś nagrodę za działalność kulturalną i budujesz most artystyczny między Szczecinem a światem. Masz jakieś nowe pomysły na promocję szczecińskiej sceny artystycznej?
Nowe pomysły? Zobaczymy. W każdym razie – bardzo dziękuję za to wyróżnienie. Tym bardziej cieszy, że się o nie nie starałem i nie prosiłem.
Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich fanów jazzu.
Widzimy się na szlaku.












