Miał być sezon przełomowy z sukcesami, a zapowiada się bardzo trudny i walkę u utrzymanie w Ekstraklasie. W piątej serii spotkań Ekstraklasy Pogoń Szczecin przegrała u siebie z Górnikiem Zabrze 0:3 po druzgocącym kwadransie po przerwie. Część kibiców opuszczała stadion jeszcze przed końcowym gwizdkiem, a „Portowcy” spadli na 15. miejsce w tabeli, mając na koncie zaledwie 4 punkty – tuż nad strefą spadkową.
Wejście w mecz było senne z obu stron. W 11. minucie zabrzanie oddali pierwszy celny strzał – Patrik Hellebrand sprawdził formę Valentina Cojocaru. Rumun wrócił do składu po dwóch meczach przerwy spowodowanej urazem i do przerwy bronił pewnie.
Potem Pogoń mogła odczarować bramkę Górnika. W 24. minucie Musa Juwara huknął w słupek. Minutę później – kolejny dzwon: po strzale głową Linusa Wahlqvista piłka trafiła w poprzeczkę. W 27. minucie nawałnica Pogoni trwała – Marian Huja główkował z bliska, lecz goście wybili piłkę z linii bramkowej. Do szatni zespoły schodziły przy 0:0, ale to szczecinianie mieli prawo czuć wielkiego pecha.
Kwadrans, który zrujnował mecz
Po przerwie obraz gry odmienił się na niekorzyść gospodarzy. W 59. minucie „przeciąganie liny” przerwał Sondre Liseth – Norweg uderzył z kilkunastu metrów w długi róg, a zasłonięty Cojocaru nie zdążył z interwencją. Asystę zapisano Lukasowi Ambrosowi. 0:1.
Górnik nie odpuścił. W 66. minucie Erik Janza dorzucił piłkę w pole karne tak, że minęła wszystkich, włącznie z niepewnym tym razem Cojocaru i wpadła do siatki. 0:2 i zimny prysznic dla Pogoni. Zaledwie trzy minuty później było po meczu. W 69. minucie OusmaneSow wygrał pojedynek biegowy, ograł wychodzącego bramkarza i wpakował piłkę do odsłoniętej bramki. 0:3 – zabójcze przyspieszenie Górnika zamknęło spotkanie.
Ostatnie minuty to była już męka „Portowców”. Z sektora na sektor przetaczało się zrezygnowanie, a pierwsi kibice zaczęli opuszczać stadion jeszcze przed końcowym gwizdkiem. Rozczarowanie tym większe, że w pierwszej połowie Pogoń miała sytuacje, by ustawić mecz pod siebie.
Po tym meczu Pogoń ma 4 punkty i zajmuje 15. miejsce – pierwszy „nad kreską”. To pozycja alarmowa, zwłaszcza dla klubu, który przed sezonem deklarował wyższe cele i marzył o sukcesach. Na razie zamiast progresu widać sinusoidę formy, a każdy kolejny mecz zaczyna nabierać ciężaru gatunkowego.












