Za nami majówka A.D. 2026 oraz kilogramy mięcha z grilla i hektolitry alkoholu w różnej postaci, czyli polski aktywny wypoczynek pełną gębą. A przecież można inaczej, oryginalniej i weselej spędzać czas. Wystarczy odgrzebać i przypomnieć nasze sprawdzone wzorce, albo zmodyfikować te obce przenosząc je na nasz grunt.
Jak podają media 26 kwietnia, kilkadziesiąt osób, reprezentujących łącznie szesnaście państw, wzięło udział w szóstej edycji Mistrzostw Europy w Naśladowaniu Mew. Po raz pierwszy w tych nietypowych zawodach wzięła udział także polska reprezentacja. Naśladowcy mewiego skrzeczenia spotkali się w barze „Zagubiona Krewetka” w belgijskim De Panne. Jurorzy (m.in. ornitolog, naukowcy monitorujący kolonie mew wzdłuż belgijskiego wybrzeża oraz pracownik ośrodka rehabilitacji ptaków) oceniali nie tylko podobieństwo dźwięków wydawanych przez zawodników do mewich odgłosów, ale także kostium w jakim uczestnicy występowali i choreografię np. machanie rękami podczas wydawanego krzyku.
Oczywiście, wielu wzruszy lekceważąco ramionami i tylko westchnie, że to nic nowego i oryginalnego. Bo przecież doskonale pamiętamy kultowy film Marka Piwowskiego pt. „Rejs” nakręcony w 1970 roku. Jeden z bohaterów tej wyjątkowej podróży statkiem brał m.in. udział w pewnym konkursie. Otrzymał konkretne zadanie. Przypomnijmy je: „zwierzę, domowe, hodowlane, występujące na nad Wisłą. Podać jego odgłos”. Według odpowiadającego chodziło o krowę. Ale jury uznało, że to miał być koń a poza tym miały zostać zaprezentowane „odgłosy paszczowe” jakie ten zwierzak wydaje. Co w końcu jeden z członków jury zaprezentował osobiście. Okazuje się więc, że naśladowanie zwierzęcych odgłosów nie jest w Polsce niczym nowym. Ale belgijskie zawody mogą być dla nas dobrym wzorcem. W przyszłoroczną „majówkę” zamiast obżerać się i uchlewać do nieprzytomności może ktoś zorganizuje zawody np. w naśladowaniu szumu morskich fal, albo charakterystycznego i rozpoznawalnego zawsze oraz wszędzie dźwięku otwieranej puszki z piwem czy też skwierczącej na grillu kiełbachy. Jesteśmy przecież narodem wyjątkowo kreatywnym i wiele przykładów wskazuje, na to że nie brakuje nam fantazji. Mogliśmy stworzyć np. gigantycznego słomianego misia albo ułańską szarżą zdobyć wąwóz w Hiszpanii. Nie powiedzieliśmy przecież jeszcze ostatniego słowa. Na pewno więc jesteśmy w stanie wymyślić jakiś niebanalny konkurs i zawstydzić belgijskich frytkożerców. I niech w staraniach tych towarzyszą nam słowa nieśmiertelnego przeboju zespołu „Feel”: „ pokaż na co cię stać, ale nie jeden raz”.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)
Jak podają media 26 kwietnia, kilkadziesiąt osób, reprezentujących łącznie szesnaście państw, wzięło udział w szóstej edycji Mistrzostw Europy w Naśladowaniu Mew. Po raz pierwszy w tych nietypowych zawodach wzięła udział także polska reprezentacja. Naśladowcy mewiego skrzeczenia spotkali się w barze „Zagubiona Krewetka” w belgijskim De Panne. Jurorzy (m.in. ornitolog, naukowcy monitorujący kolonie mew wzdłuż belgijskiego wybrzeża oraz pracownik ośrodka rehabilitacji ptaków) oceniali nie tylko podobieństwo dźwięków wydawanych przez zawodników do mewich odgłosów, ale także kostium w jakim uczestnicy występowali i choreografię np. machanie rękami podczas wydawanego krzyku.
Oczywiście, wielu wzruszy lekceważąco ramionami i tylko westchnie, że to nic nowego i oryginalnego. Bo przecież doskonale pamiętamy kultowy film Marka Piwowskiego pt. „Rejs” nakręcony w 1970 roku. Jeden z bohaterów tej wyjątkowej podróży statkiem brał m.in. udział w pewnym konkursie. Otrzymał konkretne zadanie. Przypomnijmy je: „zwierzę, domowe, hodowlane, występujące na nad Wisłą. Podać jego odgłos”. Według odpowiadającego chodziło o krowę. Ale jury uznało, że to miał być koń a poza tym miały zostać zaprezentowane „odgłosy paszczowe” jakie ten zwierzak wydaje. Co w końcu jeden z członków jury zaprezentował osobiście. Okazuje się więc, że naśladowanie zwierzęcych odgłosów nie jest w Polsce niczym nowym. Ale belgijskie zawody mogą być dla nas dobrym wzorcem. W przyszłoroczną „majówkę” zamiast obżerać się i uchlewać do nieprzytomności może ktoś zorganizuje zawody np. w naśladowaniu szumu morskich fal, albo charakterystycznego i rozpoznawalnego zawsze oraz wszędzie dźwięku otwieranej puszki z piwem czy też skwierczącej na grillu kiełbachy. Jesteśmy przecież narodem wyjątkowo kreatywnym i wiele przykładów wskazuje, na to że nie brakuje nam fantazji. Mogliśmy stworzyć np. gigantycznego słomianego misia albo ułańską szarżą zdobyć wąwóz w Hiszpanii. Nie powiedzieliśmy przecież jeszcze ostatniego słowa. Na pewno więc jesteśmy w stanie wymyślić jakiś niebanalny konkurs i zawstydzić belgijskich frytkożerców. I niech w staraniach tych towarzyszą nam słowa nieśmiertelnego przeboju zespołu „Feel”: „ pokaż na co cię stać, ale nie jeden raz”.
(gdyby ktoś się nie domyślił, to ten tekst ma charakter żartobliwy, doświadczenie wskazuje jednak, że wielu traktuje wszystko z cmentarną powagą oraz czyta bez zrozumienia, stąd też te słowa wyjaśnienia)