Dzisiejszy Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie to jedna z najważniejszych uczelni technicznych w regionie. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, jak niezwykłe i momentami wręcz improwizowane były jego początki. Historia ta zaczyna się nie od gotowych gmachów i sal wykładowych, lecz od… ich całkowitego braku.
Przed II wojną światową Szczecin – wówczas niemiecki Stettin – był dużym portowym ośrodkiem liczącym ponad 300 tysięcy mieszkańców. Paradoksalnie, mimo swojego znaczenia gospodarczego, nie posiadał żadnej uczelni wyższej. Edukacja kończyła się na szkołach zawodowych, a studia wymagały wyjazdu do ośrodków takich jak Berlin czy Greifswald.
Sytuacja zmieniła się dopiero po 1945 roku – i to w dramatycznych okolicznościach. Zniszczone bombardowaniami miasto było niemal wyludnione. Gdy 4 maja 1945 roku do Szczecina przyjechała grupa operacyjna z Uniwersytetu Poznańskiego, jej zadaniem było zabezpieczenie infrastruktury akademickiej. Na miejscu okazało się jednak, że… nie ma czego zabezpieczać. To właśnie wtedy zapadła decyzja, która zmieniła historię miasta: Szczecin potrzebuje własnej uczelni.
Pierwszym krokiem było uruchomienie w 1946 roku Akademii Handlowej – filii poznańskiej uczelni. Warunki były dalekie od komfortowych. Brakowało podstawowego wyposażenia, dlatego studenci przynosili na zajęcia własne krzesła i stołki. Widok młodych ludzi podróżujących tramwajami z meblami szybko stał się symbolem powojennej determinacji.
Jeszcze bardziej spektakularna była historia powstania Szkoły Inżynierskiej – bezpośredniego prekursora dzisiejszego ZUT-u. Początkowo jej uruchomienie planowano na jesień 1947 roku. Jednak niemal tysiąc kandydatów nie zamierzało czekać. Wysłali do ministerstwa memoriał z żądaniem natychmiastowego rozpoczęcia nauki, deklarując nawet pomoc w odbudowie budynków. Ten nacisk przyniósł efekt – zajęcia ruszyły już 15 lutego 1947 roku.
Pierwsze lata działalności Szkoły Inżynierskiej były prawdziwym wyzwaniem. Studenci i wykładowcy pracowali w zniszczonych budynkach przy ul. Pułaskiego, gdzie ocalało zaledwie 150 ławek. Mimo to nauka trwała – intensywna i podporządkowana jednemu celowi: jak najszybszej odbudowie kraju. Wprowadzono skrócony, trzyletni cykl kształcenia. Absolwenci – tzw. inżynierowie-praktycy – natychmiast trafiali do pracy w przemyśle, szczególnie w porcie i stoczni.
Równolegle rozwijały się inne ośrodki akademickie – kształcące ekonomistów, lekarzy i specjalistów administracji. Już wtedy było jasne, że Szczecin ma ambicję stać się silnym centrum naukowym, wspierającym rozwój regionu. To właśnie z połączenia tych instytucji, w tym Szkoły Inżynierskiej i późniejszej Wyższej Szkoły Rolniczej, powstał współczesny Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie.
Historia akademickiego Szczecina to opowieść o determinacji – studentów, naukowców i pierwszych mieszkańców miasta. O ludziach, którzy w ruinach widzieli nie tylko zniszczenie, ale i potencjał. Dziś trudno wyobrazić sobie, że wszystko zaczęło się od pustych budynków i improwizowanych sal wykładowych. A jednak to właśnie ta historia pokazuje, że fundamentem każdej instytucji nie są mury – lecz ludzie i ich ambicje.
