W Kołbaskowie sytuacja wygląda dziś jak klasyczny moment narastającego napięcia społecznego, który dopiero może przerodzić się w realną inicjatywę referendalną, ale jeszcze nią nie jest. Sam fakt, że o referendum o odwołaniu Małgorzaty Schwarz mówi się już publicznie, część mieszkańców jawnie deklaruje wsparcie dla inicjatywy, a pomysł nie jest odrzucany przez część radnych, pokazuje, że spór wyszedł poza poziom pojedynczych konfliktów i zaczął funkcjonować jako szersza ocena sposobu zarządzania gminą. To zwykle pierwszy etap takich procesów.
Afera związana z ogromnym nielegalnym wysypiskiem w Kurowie, prokuratorskie śledztwo dotyczące OSP i możliwa odpowiedzialność urzędników najwyższego szczebla, liczne zastrzeżenia do planu ogólnego, zarzuty o brak dialogu z mieszkańcami, źle funkcjonujący transport, skandal z ujawnieniem danych wrażliwych setek osób przez gminną spółkę, kontrowersje wokół wydawania warunków zabudowy oraz wątpliwości dotyczące zatrudniania „swoich” – to tylko część problemów, które sprawiają, że lista zarzutów wobec władz gminy stale się wydłuża. To może doprowadzić niebawem do referendum.
O powodzeniu referendum nie decyduje jednak liczba zarzutów ani ich ciężar medialny, lecz zdolność do zmobilizowania mieszkańców. W polskich realiach największą przeszkodą jest frekwencja, bo referendum jest ważne tylko wtedy, gdy do urn pójdzie odpowiednio duża liczba wyborców – w tym wypadku 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborach samorządowych. Według wstępnych wyliczeń, żeby w referendum było ważne, frekwencja musiałaby wynieść 3026 osób (3/5 uprawnionych), z czego 50%+1 (czyli 1513 osób + 1 głos) musiałoby zagłosować za odwołaniem Małgorzaty Schwarz z funkcji wójta gminy.
Czy inicjatywa, jeśli wejdzie na drogę formalną, ma szanse powodzenia? Duża liczba równoległych problemów może działać w dwie strony. Z jednej strony istnieje poczucie narastającego chaosu i zmęczenia sytuacją, zwłaszcza jeśli różne grupy mieszkańców czują się pomijane w decyzjach dotyczących planowania przestrzennego, transportu czy inwestycji. Z drugiej strony brak jednego, symbolicznego punktu zapalnego bywa trudny do przekucia w prosty przekaz mobilizujący większość społeczności. Referenda wygrywa się nie liczbą spraw, ale poczuciem, że „to już moment graniczny”.
Duże znaczenie będzie miało to, co wydarzy się w najbliższych tygodniach. Jeśli pojawią się kolejne kontrowersje, decyzje potwierdzające wcześniejsze zarzuty albo wrażenie dalszego ignorowania głosu mieszkańców, inicjatywa może szybko nabrać rozpędu. Jeżeli natomiast władze zaczną rozładowywać napięcia, wprowadzać korekty i prowadzić realny dialog, energia referendalna często wygasa. Na dziś można powiedzieć, że referendum ma potencjał powodzenia, ale jego sukces zależy bardziej od mobilizacji społecznej i dalszego rozwoju sytuacji niż od samej listy zarzutów, nawet jeśli jest ona długa.