Od 17 kwietnia 2026 roku w centrum Szczecina zaczynają obowiązywać nowe zasady, które mogą realnie zmienić codzienne funkcjonowanie mieszkańców. Rusza Strefa Czystego Transportu (SCT) – rozwiązanie, które od miesięcy budzi emocje, dzieli opinie i wywołuje gorące dyskusje.
To konkretne ograniczenia dla kierowców i jednocześnie jeden z najważniejszych kroków miasta w kierunku transformacji transportowej. Nowe przepisy obejmują: dolny taras Starego Miasta, część górnego tarasu, obszar pokrywający się z dotychczasową Śródmiejską Strefą Płatnego Parkowania. To ścisłe centrum – miejsce o największym natężeniu ruchu i jednocześnie najbardziej wrażliwe środowiskowo.
Lista wyjątków jest długa, ale kluczowa zasada jest prosta: starsze, bardziej emisyjne auta mogą mieć problem z wjazdem.
Do strefy bez ograniczeń wjadą m.in.: mieszkańcy rozliczający podatki w Szczecinie i osoby posiadające abonament parkingowy,
firmy działające w obrębie strefy, osoby z niepełnosprawnościami, pojazdy spełniające określone normy emisji spalin (minimum Euro 3 dla benzyny i Euro 4 dla diesla), motocykle, pojazdy specjalne i zabytkowe. Pozostali kierowcy dostają limit – do 30 dni w roku, kiedy mogą wjechać do strefy bez spełniania wymogów.

Urzędnicy podkreślają, że cel jest wielowymiarowy: poprawa jakości powietrza, ograniczenie hałasu w centrum, zwiększenie atrakcyjności przestrzeni miejskiej, większe szanse na pozyskanie środków zewnętrznych. To wpisuje się w szerszy trend europejski – podobne strefy funkcjonują już w wielu miastach.
Choć argumenty środowiskowe są trudne do podważenia, rzeczywistość społeczna jest bardziej złożona.
Krytycy wskazują na wykluczenie części kierowców, których nie stać na nowsze auta. Dodatkowo podkreślają, że SCT powoduje utrudnienia dla osób dojeżdżających do pracy i niesie ryzyko przeniesienia problemu ruchu do innych dzielnic. Zwolennicy odpowiadają krótko: bez radykalnych zmian nie będzie poprawy jakości życia w centrum.
System nie opiera się na szlabanach czy fizycznych barierach. Kontrole będą prowadzone na podstawie danych z centralnej ewidencji pojazdów, poprzez specjalne naklejki dla uprawnionych aut oraz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa o ruchu drogowym. To oznacza, że kierowcy muszą liczyć się z weryfikacją – nawet jeśli na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło.
Wprowadzenie SCT to nie tylko lokalna decyzja administracyjna, ale i element szerszej transformacji, która dotyka wszystkich dużych miast w Polsce i Europie. Pytanie nie brzmi już „czy”, ale „jak szybko i jak daleko” pójdą kolejne zmiany. Dla jednych to krok w stronę nowoczesnego, przyjaznego miasta. Dla innych – początek ograniczeń, które najmocniej odczują zwykli kierowcy.