Katolicy Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej mają nowego lidera. Arcybiskup Wiesław Śmigiel objął urząd metropolity. Jak można usłyszeć od ludzi Kościoła, nowy arcybiskup: „Przynosi ze sobą nadzieję na zmiany”.
Ingres, czyli z łaciny „wejście”, zwyczajowo oznaczające uroczyste objęcie diecezji przez biskupa odbyło się w szczecińskiej katedrze, w sobotę 25 października. Wiesław Śmigiel, który był dotychczas biskupem diecezji toruńskiej, zastąpił na urzędzie w Szczecinie dotychczasowego Arcybiskupa Andrzeja Dzięgę, który zrezygnował z funkcji po licznych skandalach.
O ile Dzięga, który uchodzi za przedstawiciela ultrakonserwatywnego skrzydła polskiego Kościoła katolickiego, odchodzi ze Szczecina w niesławie, przede wszystkim w związku niejednoznacznym stanowiskiem wobec skandali pedofilskich w diecezji i „konserwowaniem” tutejszego Kościoła, o tyle arcybiskup Wiesław Śmigiel przynosi zachodniopomorskim katolikom nadzieję. Jest tak, chociaż pozory mogłyby wskazywać na co innego, ponieważ Śmigiel przyjeżdża do Szczecina z Torunia, czyli ośrodka kojarzonego przede wszystkim z działalnością redemptorysty Tadeusza Rydzyka, jawnie angażującego się w politykę i wspierającego partię Jarosława Kaczyńskiego, a do niedawna korzystającego z przywilejów płynących z sojuszu z rządzącymi. Tym czasem jak powszechnie wiadomo Szczecin i cały region jest z gruntu rzeczy liberalno-lewicujący.
Skąd więc myśl o nadziei wśród katolików? Jak słyszymy pozory mogą mylić i nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Po pierwsze arcybiskup Śmigiel jest, jak na ten urząd i tradycję Kościoła katolickiego, młody. Ma 55 lat, co lokuje go w wieku lokalnych polityków tj. prezydent Szczecina Piotr Krzystek, czy Marszałek Województwa Olgierd Geblewicz, którzy z resztą uczestniczyli w sobotniej mszy ingresowej w katedrze. Po drugie nowy arcybiskup stroni od polityki, czemu daje wyraz w rozmowach i wywiadach. Dowodem na to było wygłoszone w dniu ingresu kazanie, w którym poza wezwaniem do jedności w obszarze społecznym nie było ani słowa o polityce, a to akurat podoba się zarówno ludziom Kościoła jak i tym, którzy nie mają z nim za wiele wspólnego. Po trzecie nowy arcybiskup jasno deklaruje otwarcie na innych, co znajduje odzwierciedlenie w jego biskupiej dewizie – za św. Pawłem „Omnibus omnia factus”, czyli „stałem się wszystkim dla wszystkich”, a ta deklaracja w lewicującym Szczecinie i regionie jest bardzo ważna. Po czwarte, ważne w obecnych „szybkich” czasach, nie lubi nadmiernie rozdmuchanych ceremonii i przydługich kazań, jest raczej konkretny – potwierdzeniem było inauguracyjne kazanie, którym nie zdążył zanudzić słuchających i często podpierał swoje opinie cytatami ze świętych.
Jak widać na pierwszy rzut oka, nowy arcybiskup ma też dystans do siebie i wydaje się być skromną i wstrzemięźliwą osobą. To wszystko sprawia, że na początku swojej drogi w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej rzeczywiście ma wielki mandat zaufania. Choć, można też usłyszeć złośliwe opinie, że po „Dziędze gorzej już być w diecezji nie może”.












