Weekend nad Bałtykiem może wkrótce kosztować więcej. Do Sejmu trafił projekt przepisów, który zakłada wprowadzenie nowej opłaty turystyczno-rekompensacyjnej pobieranej od osób nocujących w hotelach, pensjonatach i innych obiektach świadczących usługi hotelarskie. Choć autorzy projektu przekonują, że pieniądze mają wracać do turystów w postaci zniżek i lepszej infrastruktury, wielu już dziś zadaje pytanie: czy to kolejna danina, która uderzy w portfele osób wypoczywających m.in. na Pomorzu Zachodnim?
Projekt nowelizacji ustawy o podatkach i opłatach lokalnych został złożony przez posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego – Trzeciej Drogi. Zakłada on, że rada gminy będzie mogła samodzielnie zdecydować o wprowadzeniu nowej opłaty pobieranej od turystów za każdą rozpoczętą dobę pobytu.
Choć przepisy miałyby charakter fakultatywny, autorzy projektu wprost wskazują, że największe zainteresowanie nowym rozwiązaniem mogą wykazać miejscowości turystyczne — szczególnie gminy nadmorskie i górskie. To oznacza, że miasta i kurorty na Pomorzu Zachodnim, żyjące z sezonowej turystyki, mogą stać się jednymi z pierwszych miejsc, gdzie nowa opłata zacznie obowiązywać.
Projekt przewiduje limit wysokości opłaty. Maksymalna stawka miałaby wynosić równowartość 35 procent minimalnej stawki godzinowej obowiązującej w Polsce.
W praktyce oznacza to, że przy obecnych realiach mogłoby chodzić o kilka złotych dziennie od osoby. Dla jednej rodziny spędzającej tydzień nad morzem dodatkowy koszt mógłby wynieść kilkadziesiąt, a nawet ponad sto złotych. I to niezależnie od rosnących już dziś cen noclegów, gastronomii czy parkingów.
Twórcy nowych przepisów podkreślają, że opłata nie miałaby być wyłącznie dodatkowym obciążeniem finansowym. Każda gmina, która zdecyduje się ją wprowadzić, musiałaby jednocześnie zaoferować turystom określone korzyści. Mogłyby to być m.in. zniżki do instytucji kultury, obiektów sportowych, atrakcji turystycznych lub miejskich wydarzeń.
W teorii rozwiązanie przypomina modele stosowane w wielu europejskich miastach, gdzie turyści płacą lokalny podatek, ale w zamian otrzymują np. darmową komunikację miejską albo rabaty do muzeów. Pytanie jednak, czy polskie samorządy rzeczywiście stworzą atrakcyjny system benefitów, czy raczej potraktują nowe przepisy jako łatwy sposób na zwiększenie dochodów.
Zgodnie z projektem aż 80 procent wpływów trafiałoby bezpośrednio do budżetów gmin. Kolejne 18 procent otrzymywałaby Polska Organizacja Turystyczna, a 2 procent zostawałoby u inkasenta, czyli hotelu lub obiektu noclegowego pobierającego opłatę.
Samorządy od dawna argumentują, że utrzymanie infrastruktury w miejscowościach turystycznych kosztuje coraz więcej, szczególnie w sezonie wakacyjnym, gdy liczba osób przebywających w mieście wielokrotnie przekracza liczbę stałych mieszkańców. Dodatkowe środki miałyby więc wspierać rozwój lokalnej infrastruktury i promocję regionów.
Dla części hotelarzy i przedsiębiorców nowe przepisy mogą być jednak problematyczne. Każda dodatkowa opłata zwiększa końcowy koszt pobytu i może wpływać na decyzje turystów, szczególnie w czasach rosnącej inflacji i wysokich cen wakacyjnych wyjazdów. Pomorze Zachodnie konkuruje dziś nie tylko z innymi regionami Polski, ale także z zagranicznymi kierunkami, gdzie często można znaleźć atrakcyjne cenowo oferty all inclusive. Wprowadzenie kolejnych opłat może więc wywołać dyskusję o granicy finansowej wytrzymałości krajowego turysty.
Na razie nowe przepisy są dopiero procedowane. Projekt został skierowany do analiz przez sejmowe biura legislacyjne i ekspertów oceniających skutki regulacji. Ale już dziś wiadomo jedno — jeśli ustawa wejdzie w życie, samorządy dostaną nowe, bardzo atrakcyjne narzędzie finansowe. A mieszkańcy i turyści będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dodatkowa opłata rzeczywiście przełoży się na lepszą jakość wypoczynku.