Na pozór zwykła wizyta na psim wybiegu przy ul. Budziszyńskiej mogła zakończyć się tragedią. W czwartek w południe jeden z mieszkańców Pomorzan natknął się tam na niecodziennie groźną „niespodziankę” – fragment skóry po wędzeniu, przewleczony metalowym drutem. Umieszczony w trawie „rarytas” wyglądał jak przysmak, ale mógł poważnie zranić psa, który skusiłby się na przekąskę.
To nie pierwszy taki przypadek w Szczecinie – podobne historie zdarzały się w innych częściach miasta. Wówczas również mowa była o kiełbasach z igłami czy ostrymi przedmiotami ukrytymi w jedzeniu. Policja zwykle wszczynała postępowania, ale wykrycie sprawcy bez monitoringu czy świadków bywa niemal niemożliwe.
– Zdążyłem zanim mój pies to połknął. Posprzątałem i wyrzuciłem – napisał mieszkaniec w emocjonalnym wpisie na lokalnej grupie na Facebooku. – Mam nadzieję, że nic już tam nie zostało i nic nie przeoczyliśmy.
Tym razem zaskakuje metoda – przewleczony drut w skórze. Trudno uwierzyć, by był to przypadek. Tego rodzaju „pułapki” to nie tylko zagrożenie dla zdrowia i życia zwierząt, ale także akt skrajnej bezmyślności (a może i okrucieństwa) wobec istot, które nie potrafią się same obronić.
Czy komuś przeszkadzają psy? Czy może to efekt bezmyślnego „żartu”? Niezależnie od motywacji – skutki mogą być tragiczne.
Właściciele czworonogów apelują: zachowajcie czujność. Dokładnie sprawdzajcie otoczenie, zanim spuścicie psa ze smyczy. Reagujcie na podejrzane sytuacje, a jeśli znajdziecie podobne przedmioty – dokumentujcie i zgłaszajcie sprawę na policję lub do straży miejskiej.
Bo to nie jest „dziwna sprawa” czy „dziwne żarty”. To realne zagrożenie, które powinno spotkać się z jednoznaczną reakcją – społeczną i prawną. Zbyt wiele mówimy dziś o bezpieczeństwie ludzi, zapominając, że psy – nasze towarzyszki i towarzysze – też mają prawo do bezpiecznej przestrzeni.












