Home Rozmowy „Na walizce” przez historię Szczecina. Licealiści na drodze do integracji młodzieży polskiej i ukraińskiej
Rozmowy

„Na walizce” przez historię Szczecina. Licealiści na drodze do integracji młodzieży polskiej i ukraińskiej

227
„na walizce” przez historię szczecina. licealiści na drodze do integracji młodzieży polskiej i ukraińskiej
fot. "Na Walizce"

Czy historia naprawdę się powtarza? Młodzi mieszkańcy Szczecina postanowili to sprawdzić. W projekcie „Na Walizce” zestawili dwie migracyjne opowieści – powojennych pionierów budujących miasto od podstaw oraz Ukraińców, którzy po 2022 roku znaleźli tu schronienie. Efektem ich pracy są poruszające wywiady, odkrywanie zapomnianych historii miasta i cyfrowa gra miejska, która prowadzi przez miejsca ważne dla obu pokoleń migrantów.

 

Projekt „Na Walizce” dotyka bardzo ważnego tematu – spotkania dwóch doświadczeń migracyjnych: powojennego osadnictwa Polaków w Szczecinie i współczesnej migracji Ukraińców po 2022 roku. Skąd wziął się pomysł, aby właśnie te dwie historie zestawić ze sobą i pokazać je z perspektywy młodego pokolenia?

Pomysł zestawienia tych dwóch historii pojawił się z potrzeby pokazania, że doświadczenie migracji jest ważną częścią tożsamości Szczecina, zarówno w przeszłości, jak i dziś. Po II wojnie światowej miasto było budowane przez ludzi, którzy przyjechali tu „na walizce”, często zaczynając wszystko od nowa. W dzisiejszych czasach podobną drogę przechodzą osoby z Ukrainy, które po 2022 roku znalazły tu schronienie i próbują ułożyć sobie życie w nowym miejscu. Perspektywa młodego pokolenia jest tu szczególnie ważna, bo to właśnie młodzi najczęściej zadają pytania o pamięć, tożsamość i wspólnotę. Dzięki ich spojrzeniu można zobaczyć, że mimo różnic historycznych wiele emocji i doświadczeń, takich jak niepewność, nadzieja czy potrzeba znalezienia swojego miejsca, pozostaje bardzo podobnych. 

Projekt „Na Walizce” pokazuje więc, że historie migracji nie tylko się powtarzają, ale też mogą stać się punktem wyjścia do budowania wzajemnego zrozumienia między mieszkańcami miasta.

Jednym z elementów projektu są wywiady zarówno ze szczecińskimi pionierami, jak i uchodźcami z Ukrainy. Jak wyglądały te rozmowy i czy w trakcie spotkań pojawiły się historie lub emocje, które szczególnie was poruszyły albo zmieniły sposób, w jaki patrzycie na historię miasta i współczesne migracje?

Wywiady pozwoliły nam na „zbliżenie się” do historii i poznanie jej oczami dziecka. Podczas przeprowadzania wywiadów poznaliśmy sześcioro seniorów, którzy swoje dzieciństwo przeżyli w czasach pionierskich dla Szczecina. Dzięki temu mogliśmy się dowiedzieć więcej nie tylko o wydarzeniach, które znamy z podręcznika do historii, ale także poznać osobiste wspomnienia pionierów. Szczególnie poruszyło mnie to, jak bardzo podobne było życie ówczesnej młodzieży. Seniorzy wspominali, że zdarzało im się wagarować. Szli między innymi na Zamek, który przecież do końca lat 50. był w ruinie. Mimo ostrzeżeń rodziców dzieci bawiły się wśród starych murów. Było to w mieście, którego status do 1950 roku nie był oficjalnie określony, w którym przez długi okres czasu grasowały bandy niemieckie. W mieście żyło się w poczuciu tymczasowości, inwestycje w region były ograniczone, wiele budynków, jak wspomniany zamek, długo pozostawało zrujnowanych. To wszystko kontrastowało z próbami normalizacji życia podejmowanymi z różnym skutkiem przez pionierów. Myślę, że właśnie ten kontrast najbardziej mnie poruszył.

Szczecin od lat określany jest jako miasto o wielokulturowej tożsamości. Czy praca nad projektem pozwoliła wam odkryć jakieś mniej znane miejsca, historie lub wątki z przeszłości miasta, które was zaskoczyły i które postanowiliście włączyć do tworzonej gry miejskiej?

O zjawisku wielokulturowości Szczecina dowiedzieliśmy się już na pierwszym z serii wywiadów z seniorami. Szczecin jest pod tym względem wyjątkowym miastem. Z uwagi na położenie od zawsze stanowił swojego rodzaju tygiel kulturowy. Pani Asia (jedna z seniorek ze Szczecina, przyp. red.) przybliżyła nam historię Niebuszewa, dzielnicy, w której przez kilka lat po zakończeniu wojny zamieszkiwały trzy społeczności: niemiecka, polska i żydowska, które koegzystowały ze sobą w okresie powojennym. Ciekawym wątkiem z tego okresu jest wspominana przez panią seniorkę żydowska szkoła podstawowa na alei Wyzwolenia. Obecnie miasto spełnia rolę tygla dla społeczności polskiej i ukraińskiej. Spośród wielu miejsc najwięcej dowiadujemy się o roli Dworca Głównego. Pionierzy przyjeżdżający do miasta w wagonach bydlęcych i uchodźcy po 2022 roku wysiadali na tych samych peronach, wiedząc nic lub niewiele o mieście, do którego przyjechali. Ogromna rola dworca dla obu migracji sprawia, że jest on pierwszym punktem w naszej grze.

Wasz projekt łączy historię z nowoczesnymi formami komunikacji – uczycie się m.in. tworzenia treści do mediów społecznościowych i prowadzenia profilu projektu. Czy było to dla was bardziej wyzwanie technologiczne, czy raczej okazja do opowiedzenia ważnej historii w sposób atrakcyjny dla rówieśników?

Zdecydowanie postrzegamy to jako okazję do opowiedzenia ważnej historii w sposób, który realnie dotrze do naszych rówieśników. Często zdarza się, że ludzie mieszkają w Szczecinie przez kilkanaście lat i nie mają pojęcia o unikalnej tożsamości tego miasta. My chcieliśmy to zmienić. Oczywiście przejście z roli konsumenta treści do roli twórcy na TikToku czy Instagramie wymagało od nas przełamania pewnych barier i opanowania technicznych aspektów marketingu, ale nie było to przeszkodą, lecz narzędziem. Naszym celem było dołożenie cegiełki do rozwiązania palącego problemu społecznego, przy okazji poznając wspaniałe wspomnienia i historię. Technologia po prostu pozwoliła nam ubrać tę misję w atrakcyjną dla młodzieży formę.

Jednym z finałowych elementów projektu będzie cyfrowa gra miejska prowadząca przez miejsca związane z historią pionierów i współczesnych mieszkańców Szczecina pochodzących z Ukrainy. Jak wygląda proces projektowania takiej gry – od pomysłu na trasę po budowanie scenariusza i zadań dla uczestników?

Proces projektowania gry jest klasycznym przykładem zarządzania złożonym systemem jest jednocześnie trudniejszy i prostszy, niż mogłoby się wydawać. Trudność polega na ogromnej liczbie zmiennych, które musieliśmy zintegrować. Najpierw musieliśmy znaleźć i porozmawiać z ośrodkami, które chciały by współpracować, a potem przejść do etapu „prawdziwej” pracy: dotrzeć do pionierów, badaczy i współczesnych migrantów z Ukrainy, by zdobyć unikalne świadectwa. Następnie te subiektywne wspomnienia musieliśmy zredagować, nałożyć na siatkę współczesnego miasta, odnaleźć konkretne punkty, wyliczyć odległości i sprawdzić, czy dana lokalizacja w ogóle „działa” w kontekście gry. To wymagało od nas nie tylko wiedzy historycznej, ale też logistycznego planowania i przewidywania ruchu uczestników. Co może wydawać proste, ale jest całkiem skomplikowanym zadaniem.

Z drugiej strony, proces okazał się łatwiejszy dzięki niesamowitej responsywności ludzi. Okazało się, że jako grupa nastolatków, przy wsparciu kilku życzliwych ekspertów, jesteśmy w stanie przeprowadzić profesjonalne wywiady i zdobyć materiały, których nie ma w podręcznikach. To, co mogło być barierą, jak kontakt z seniorami czy administracją, stało się katalizatorem projektu, bo każda ze stron chętnie dzieliła się wiedzą. Okazało się, że pomimo tego, że trudnością było dotarcie do tych ludzi, jak już się udało, współpraca była bardzo owocna. Fakt, że my, licealiści, stworzyliśmy działający scenariusz na bazie tak trudnej historii, jest najlepszym dowodem na to, że bariery wejścia w życie społeczne są często tylko w naszych głowach.

Projekt realizujecie w ramach olimpiady społecznej Zwolnieni z Teorii i we współpracy z fundacją Youkraine. Czego nauczyliście się dzięki temu doświadczeniu – nie tylko o historii czy migracji, ale także o pracy zespołowej, organizowaniu wydarzeń i realnym wpływie młodych ludzi na życie lokalnej społeczności?

Trudno wskazać jedną rzecz, bo projekt był dla nas przyspieszonym kursem dorosłości. Największą lekcją była logistyka i zarządzanie czasem, korelacja grafików szkolnych, działań fundacji i potrzeb dzieci, z którymi pracujemy, okazała się wyzwaniem godnym profesjonalnego menedżera. Niezwykle cenne było też nasze pierwsze, bezpośrednie zderzenie z „aparatem państwowym” i biurokracją. Przygotowywanie formalnych zgód, pozwoleń czy wniosków o granty uświadomiło nam, ile realnej pracy administracyjnej stoi za każdym społecznym wydarzeniem. To doświadczenie było bardzo cenne na naszej drodze do dorosłości mimo że dla części dorosłych może być naturalne, dla nas było pierwszym tak znaczącym zetknięciem. Oczywiście wsparcie fundacji i innych dorosłych było nieocenione, żeby przebrnąć przez to doświadczenie i liczne papiery. Podzieliliśmy się też kompetencyjnie: zespół od mediów społecznościowych musiał błyskawicznie adaptować się do zmieniających się formatów, a osoby pracujące bezpośrednio z grupami nauczyły się empatii i komunikacji z ludźmi z różnych środowisk i pokoleń od seniorów-pionierów po młodych migrantów. Oczywiście można by tego wymieniać bardzo wiele, wydaje mi się, że projekt nauczył nas wielu rzeczy, jednak te trzy wydają mi się najważniejsze.

Powiązane artykuły

"te utwory są jak afirmacje". kashia vega opowiada o „kropli”, która zmienia życie kobiet
Rozmowy

„Te utwory są jak afirmacje”. Kashia Vega opowiada o „Kropli”, która zmienia życie kobiet

To nie tylko album – to intymna opowieść o kobiecej sile, przemianie...

malarka aga czyżyk artystka
Rozmowy

Agnieszka Czyżyk: „Obraz ma działać bez słów. Reszta jest dodatkiem”

Nie maluje po to, by tłumaczyć. Maluje po to, by wywołać reakcję...

30 lat budowała jeden z najlepszych tbs-ów w polsce. grażyna szotkowska żegna się ze szczecińskim tbs
Rozmowy

30 lat budowała jeden z najlepszych TBS-ów w Polsce. Grażyna Szotkowska żegna się ze Szczecińskim TBS

Po trzech dekadach pracy w Szczecińskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego Grażyna Szotkowska kończy...