Mrozy to nie tylko problem dla kierowców i drogowców. Gdy temperatura spada daleko poniżej zera, w realnym niebezpieczeństwie znajduje się jeden z najważniejszych systemów miasta – oczyszczanie ścieków. Mało kto zdaje sobie sprawę, że jego sercem są… bakterie. I zimą one również marzną.
Każdego dnia w szczecińskich oczyszczalniach „karmione” są miliony mikroorganizmów. To właśnie one neutralizują najbardziej niebezpieczne związki chemiczne i zanieczyszczenia organiczne trafiające do kanalizacji. Bez nich proces oczyszczania po prostu by się załamał.
– To żywe organizmy więc im też jest zimno, robią się niczym niedźwiedzie zimową porą – informuje Hanna Pieczyńska, rzecznik prasowy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Szczecinie. – Musimy o nie szczególnie zadbać, bo kiedy nasze mikroorganizmy są ospałe przez chłód, zaburzony może zostać proces oczyszczania ścieków.
Problemem nie jest wyłącznie niska temperatura powietrza. Zimą do kanalizacji trafiają ogromne ilości wód roztopowych zmieszanych z solą drogową i piaskiem. Taki „koktajl” znacząco obniża temperaturę ścieków dopływających do oczyszczalni i osłabia aktywność bakterii pracujących w reaktorach biologicznych. W konsekwencji mikroorganizmy działają wolniej, mniej efektywnie i potrzebują specjalnych warunków, by utrzymać ten sam poziom oczyszczania co latem.
– Z bakteriami jest jak z typowym organizmem żywym – zimą gdy temperatura ścieków w komorach osadu czynnego spada do 12 stopni jest bardziej ospały i mniej chętny do pracy – mówi Hanna Pieczyńska. – Dlatego w tym czasie zwiększamy stężenie bakterii, aby została wykonana ta sama praca jaką robią latem przy zaangażowaniu mniejszej ich ilości. One, jak ludzie, też lubią ciepło i słońce.
Scenariusz jest poważny. Bez odpowiednich procedur do rzek mogłyby trafiać nieoczyszczone lub niedostatecznie oczyszczone ścieki. Konsekwencje środowiskowe i sanitarne byłyby ogromne – od skażenia wód po zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.
Dlatego oczyszczalnie działają w trybie podwyższonej gotowości, a mikroorganizmy są stale monitorowane i „wspomagane” technicznie. Jakby zimno było małym problemem, jesienią pojawia się kolejny wróg – bakteria nitkowata. To pasożyt, który żeruje na pożytecznych mikroorganizmach, tworząc gruby kożuch na osadnikach i zakłócając cały proces.
Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, stosowany jest specjalny koagulant PAX, który odcina pasożyta od pożywienia i prowadzi do jego eliminacji. Walka trwa aż do czerwca, kiedy bakterie nitkowate samoistnie zanikają.
Proces oczyszczania to zaawansowana „fabryka”, podzielona na dwa główne etapy: oczyszczanie mechaniczne – usuwanie większych odpadów, piasku i tłuszczów, w obiektach zabezpieczonych przed emisją odorów, oczyszczanie biologiczne – tu główną rolę grają bakterie, które eliminują azot i fosfor, a następnie są oddzielane od oczyszczonych ścieków.
Ale to nie koniec.
Osady powstałe w procesie oczyszczania trafiają do fermentacji beztlenowej, gdzie wytwarzany jest biogaz. Ten z kolei zasila produkcję energii elektrycznej i cieplnej. Następnie osad jest suszony i spalany, a cały proces staje się energetycznie samowystarczalny.
Co więcej – pozostałości po spalaniu zawierają ogromne ilości fosforu i są wykorzystywane jako surowiec do produkcji nawozów sztucznych.












