18 maja 2025 roku, godzina 4:45 rano. To wtedy Michał Leksiński stanął na dachu świata – Mount Everest (8848 m n.p.m.). Choć to tylko jedna data i godzina, za tym osiągnięciem kryje się znacznie więcej: miesiące przygotowań, setki godzin treningów i niezliczone wyzwania. Sam alpinista przyznaje, że „ta droga to coś więcej do opowiedzenia niż tylko szczyt”.
Dla Leksińskiego wejście na Everest to ósmy zdobyty szczyt w ramach Korony Ziemi, czyli projektu polegającego na wejściu na najwyższe wierzchołki wszystkich kontynentów. Na jego liście brakuje już tylko jednego.
„Każde marzenie można przekuć w plan i je zrealizować!” – napisał w emocjonalnym wpisie w mediach społecznościowych. Tuż po powrocie z niebezpiecznej strefy zameldował się w Everest Base Camp, „cały, choć nieco zdewastowany”, jak sam przyznał z humorem. „Pamiętacie proszę o naszej zbiórce dla Fundacja Happy Kids: suppi.pl/everest” – dodał w swoim wpisie.
Wyprawa rozpoczęła się 10 kwietnia. Michał Leksiński miał cel, aby wejść na szczyt klasyczną drogą południowo-wschodnią – tą samą, którą w 1953 roku jako pierwsi przeszli Edmund Hillary i Tenzing Norgay. Trasa prowadziła przez słynny lodowiec Khumbu, Lodospad Khumbu, Żółtą Wstęgę, Żebro Genewczyków, aż po Uskok Hilary’ego i Wierzchołek Południowy.
Droga Leksińskiego na szczyt to przykład odwagi, planowania i niezwykłej konsekwencji. Każdy zdobyty szczyt to nie tylko osobiste osiągnięcie, ale również dowód, że pasja, połączona z celowością i wartościami społecznymi, może prowadzić naprawdę wysoko – aż na dach świata.












